Już miał przyjść Zbawiciel, a dotąd Bóg jeszcze nie był się nazywał miłością.
To objawienie zostawił na ostatek,
i już nie w promiennym krzaka gorejącego świetle,
nie w błyskawicach i gromach góry pokrytej chmurą ciemności,
Bóg się teraz objawił w niewidomej z zewnątrz grocie betlejemskiej,
w ukrytym jaskini zaciszu, w żłóbku na sianie, na miłosnym łonie Matki Dziewicy,
i po takim objawieniu się, wytłumaczył nam wkrótce ostatnią tajemnicę swojej Bożej natury,
one wnętrza swego wnętrza, zamknięte w najostatniejszym Jego imieniu,
a które nam odsłonił najwybrańszy Jego uczeń, prawdziwy Mojżesz miłości, Jan Święty…
Bóg jest miłością! (J 4,8).
(Credo: chrześcijańskie prawdy wiary [fragm.], sł. Boży ks. Piotr Semenenko)
(Polub jako pierwszy)
Hańba krzyża – jest ona bezgraniczna, a tymczasem Mądrość Słowa Wcielonego sama się o nią upomina. Nie tylko chce unicestwienia Jezusa na krzyżu, ale chce krzyża dla tych, którzy idą za Jezusem. To przeciwstawienie Mądrości Słowa i mądrości świata oraz szaleństwa świata i szaleństwa Krzyża widziałam jak światło błyskawicy w mojej duszy. Mądrość Słowa pragnie Wcielenia. Mądrość Słowa pragnie go, by oddać Bogu to, co Mu się należy. Chce unicestwić naturę ludzką, samą z siebie bałwochwalczą, w osobie Mądrości wcielonej. Stąd widzę jasno jak światło słońca, że grzech jest zbuntowaną naturą, która szuka satysfakcji w czynieniu uszczerbku Bogu przez rzeczy ziemskie. Hańba krzyża oddala nas od ziemi i wznosi do Boga. Krzyż miłości jest zjednoczeniem wygnańca ziemi z Mądrością wieczną. Jest to miłość pozbawiona miłości, Mądrość, która oddziela nas od szaleństwa świata, szaleństwo miłości, które nas oddziela od mądrości ziemi.
(2 głosów, średnio: 1,00 na 1)
Tak, jak ona w swojej chorobie stale pamiętała o swoim Chrystusie, tak też Chrystus nawiedzał ją w jej niemocy. O tej godzinie Bożego Narodzenia, kiedy świat razem z aniołami cieszy się z narodzonego Dziecięcia, wszystkie Ubogie Panie udały się na Matutinum do kaplicy, a chorą matkę zostawiły samą. Gdy zaczęła myśleć o maleńkim Jezusie i bardzo bolała, że nie mogła brać udziału w chwalbach ku Jego czci, wzdychając rzekła: „Panie Boże, oto zostałam tu sama ze względu na Ciebie!”. Nagle, w jej uszach zabrzmiał ów przedziwny śpiew, jaki odprawiano w kościele świętego Franciszka. Słyszała braci radośnie śpiewających psalmy, uważała na melodię kantorów, wreszcie słyszała granie instrumentów.