Trzeba czcić i miłować św. Józefa, bo go Bóg sam wielce uczcił i umiłował. Oto uczynił go oblubieńcem przeczystej Matki Słowa Wcielonego, a tym samym stróżem i uczestnikiem Jej dziewictwa, powiernikiem Jej tajemnic, świadkiem wielkich dziwów Bożych. Chcąc św. Józefa uczynić godnym tego zaszczytu, obdarzył go hojnie łaskami, a nawet, według zdania niektórych pisarzy, uświęcił go w żywocie matki, tak jak Jana Chrzciciela. O co to za szczęście wieść żywot iście anielski w małżeńskim związku z Najświętszą Bogarodzicą, cieszyć się szczególną jej miłością i budować widokiem jej cnót!
Jako mąż Maryi był św. Józef głową świętej Rodziny i przybranym ojcem Pana Jezusa. Toż nie tylko Maria uważała go za swojego zwierzchnika i ulegała mu z miłością, ale sam Syn Boży w ludzkim ciele był mu poddany i na jego skinienie spełniał w Nazarecie najdrobniejsze posługi; sam bowiem Ojciec Niebieski zlał swe prawa i swą władzę na św. Józefa, a zarazem dał mu serce ojcowskie, tak że ten ziemski ojciec, przysposobiony przez miłość, nie miał innej troski i innego szczęścia, jak pracować, cierpieć i poświęcać się dla Jezusa i Maryi. I rzeczywiście, cóż to za szczęście pracą rąk swoich karmić Tego, który nakarmi wszelkie stworzenie, a przy tym wpatrywać się w słodkie Jego oblicze, słuchać Boskich Jego słów i wnikać w najmiłościwsze Jego Serce.
(…)
Trzeba naśladować św. Józefa, bo on prześlicznym wzorem doskonałości. Był on mężem sprawiedliwym nim poślubił Marię; lecz jakże musiała wzrosnąć ta sprawiedliwość wskutek ciągłego pożycia z Bogarodzicą i z Jezusem. Od niego też winien każdy chrześcijanin, a zwłaszcza każdy kapłan, uczyć się miłości ku Jezusowi i Maryi, zdania się na wolę Boża, posłuszeństwa, pokory, przede wszystkim zaś życia wewnętrznego, bo całe jego życie było wewnętrzne i ukryte w Chrystusie – to życie zaparcia się, ofiary, modlitwy i ciągłej adoracji Bóstwa wcielonego. (…)
Trzeba wreszcie polecać się opiece św. Józefa, bo on nader potężnym a wielce miłościwym orędownikiem naszym u Jezusa. Według nauki mistrzów duchowych, Pan Bóg zachował św. Józefowi te same przywileje w niebie, jakie tenże posiadał na ziemi; jako więc Syn Boży, gdy zostawał pod opieką św. Józefa, nigdy nie sprzeciwiał się jego woli: o ileż więcej teraz, gdy siedzi po prawicy Ojca, spełnia każdą jego prośbę. Stąd prośba św. Józefa, jak i prośba Bogarodzicy, wszystko może u Chrystusa Pana. (…)
Trzeba zatem polecać codziennie jego opiece siebie i wszystko swoje, prosząc przede wszystkim o dar modlitwy, o zachowanie dziewictwa i o śmierć na rękach Jezusa i Maryi. Polecać przy tym cały Kościół, bo on protektorem Oblubienicy Chrystusowej; – polecać dusze pobożne i zakonne, bo on wzorem i przewodnikiem wszystkich, co dążą do doskonałości; – polecać rodziny i małą dziatwę, bo on wzorem mężów i ojców, opiekunem dzieci i karmicielem sierot; – polecać rzemieślników i wyrobników, bo on wzorem i orędownikiem ludzi pracujących – polecać chorych i konających, bo on patronem szczęśliwej śmierci.
Niestety, nabożeństwo do św. Józefa nie jest tak gorącym, jak być powinno. Wielu chrześcijan nie garnie się wcale do miłościwego Opiekuna, który im chce dać Jezusa, bo ich serca wychłodził mroźny wiatr obojętności; toż nic dziwnego, że tak są zimni, tak głodni, tak obdarci na duszy… W podobnym stanie przychodzę i ja do Ciebie, Józefie święty i pukam do domu Twego w Nazarecie. Wpuść mnie, ogrzej, nakarm, przyodziej, a potem zaprowadź do Oblubienicy swojej Maryi, wszak żem Jej dzieckiem, nieposłusznym czasem, ale zawsze kochającym. A potem z Marią zaprowadź mnie do Bożego Pacholęcia, niech mi pozwoli ucałować swe stopy i umieści mnie jako sługę w domu Twoim – byle tylko na zawsze, bym tak jak Ty, Józefie św., w objęciach Jezusa żył, w objęciach Jezusa umierał i do objęć Jego wiekuistych przeszedł.
(„Rozmyślania o życiu kapłańskim czyli ascetyka kapłańska”, [fragm.], św. J. S. Pelczar)
(1 głosów, średnio: 1,00 na 1)
Dobrze by było wprawdzie, by mnich w każdym czasie żył tak, jak należy żyć w Wielkim Poście, lecz tylko nieliczni mają taki stopień cnoty. Dlatego też radzimy, żeby przynajmniej w dniach Wielkiego Postu bracia zachowali nienaruszoną nieskazitelność swego życia, usiłując naprawić w tych świętych dniach wszelkie zaniedbania innych okresów. Uczynimy to wówczas w sposób godny, jeśli będziemy wystrzegać się wszelkich błędów, oddamy się zaś modlitwie zmieszanej ze łzami, czytaniu, skrusze serca i wyrzeczeniu.
(Polub jako pierwszy)
Podczas gdy byliśmy jeszcze z prześladowcami, a mój ojciec, ze względu na jego uczucia do mnie, trwał w dążeniu, aby odwieść mnie od mojego celu i zniechęcić do wiary, powiedziałam:
Nie można pozwolić, by ciernie, które ranią nasze serce, raniły także Serce Pana. Te małe ciernie, które On codziennie nam zsyła są tak dobre dla naszego uświęcenia i zbliżenia nas do Niego! A jeśli upadamy z powodu naszej słabości lub nie przyjmujemy tych cierpień tak, jak byśmy chciały, to również to jest dla nas dobrem, bo widzimy, jakie jesteśmy słabe i całą nadzieję w Nim pokładamy.
Po tym jak Bóg w swojej dobroci pozwolił by Dusza błąkała się przez chwilę pośród rzeczy tego świata, aż do czasu gdy stała się napełniona wstrętem (gdyż szybko przekonała się z doświadczenia, że takie rzeczy nigdy nie mogą jej zadowolić; ale przeciwnie, każdego dnia stawały się coraz bardziej przykre), ten miłosierny Bóg wysłał światło, które przeniknęło jej intelekt i ukazało jej wszystkie błędy i niebezpieczeństwa w które wpadła i z których jedynie Bóg mógł ją wyzwolić. Gdy tylko spostrzegła gdzie się znalazła i jaką ścieżką podążała, i że śmierć ciała była po jednej stronie, a śmierć duszy po drugiej, a ona sama pośród tak wielu wrogów, którym pozwoliła się prowadzić niczym zwierzę na rzeź, a co więcej nawet wydawała się podążać swoja drogą radośnie, dopadło ją przerażenie i z głębokim i żałosnym westchnieniem zwróciła się do Boga, i błagała Go najlepiej jak potrafiła.