Archiwum dla Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Teresa z Los Andes (św.): Czytam Elżbietę od Trójcy Świętej

// Kwiecień 12th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Czytam Elżbietę od Trójcy Świętej. Zachwyca mnie. Jej dusza podobna jest do mojej. Gdyby nawet nie została świętą, będę ją naśladować i będę świętą. Pragnę żyć z Jezusem w głębi mojej duszy. Chcę obronić Go przed Jego nieprzyjaciółmi. Pragnę żyć życiem nieba, jak to mówi Elżbieta, będąc uwielbieniem chwały:

  1. 1.Żyjąc boskim życiem. Kochając Boga czystą miłością. Dając siebie Jemu bez reszty.
  2. 2. Żyjąc w wewnętrznym zjednoczeniu z Oblubieńcem mojej duszy.
  3. Wypełniając wolę Bożą we wszystkim. W jaki sposób? W każdej chwili z radością spełniając swoje obowiązki. Nic nie może mnie zaniepokoić. Wszystko musi być pokojem, jak pokój zalewający aniołów w niebie.
  4. Żyjąc w milczeniu, aby Duch Święty wydobył ze mnie harmonijne dźwięki, a Ojciec wraz z Duchem Świętym kształtował we mnie obraz Słowa
  5. Cierpiąc, bowiem Chrystus cierpiał przez całe swoje życie i był uwielbieniem chwały swego Ojca. Będę cierpiała z radością za własne grzechy i za grzeszników.
  6. Żyjąc życiem wiary. Rozważając wszelkie sprawy z nadprzyrodzonego punktu widzenia. Odbijając Chrystusa jak w zwierciadle w naszych czynach.
  7. Żyjąc w stanie ciągłego dziękczynienia, tak aby nasze myśli, pragnienia i czyny były nieustannym dziękczynieniem.
  8. Żyjąc w ciągłej adoracji, podobnie jak aniołowie, powtarzając: “Święty, Święty”, itd. Nie mogąc jednak modlić się stale, powinniśmy, przed każdą czynnością, przynajmniej odnawiać intencję: w ten sposób będziemy uwielbieniem chwały i będziemy żyć życiem Nieba. Co więcej, musimy coraz bardziej rozpalać się żarliwością o chwałę Bożą.

(Dziennik 15.7.1917 r. [fragm.], św. Teresa z Los Andes)

Teresa z Los Andes (św.): Zamierzam zniszczyć ostatnie zalążki miłości własnej

// Grudzień 21st, 2010 // Brak komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Jednoczę się z Panem, lecz nie naśladuję Go. Jestem jeszcze bardzo pyszna. Zamierzam zniszczyć ostatnie zalążki miłości własnej. Nie wiem, na czym mogę oprzeć ten zamiar, gdyż jestem grzeszną nicością. Lubię, gdy jestem szanowana przez stworzenia, ale jakie to ma znaczenie, gdy Bóg mnie nie ceni?

(Dziennik, 5.7.1917 r., św. Teresa z Los Andes)

Teresa z Los Andes (św.): Ślepe oddanie

// Listopad 29th, 2009 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Nie wiem, co bym dała, żeby głosić całemu światu ślepe oddanie się w ręce Boże.

(Obras completas, św. Teresa z Los Andes)

Teresa z Los Andes (św.): On zasługuje na wszystko co najlepsze i najpiękniejsze

// Listopad 21st, 2009 // Brak komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Autograf listu św. Teresy z Los Andes

Autograf listu św. Teresy z Los Andes

Ciąg dalszy listu Juanity (św. Teresy z Los Andes) do brata Lucho:

Drogi Lucho, gdybyś znał gorycz jaką znajduję we wszystkim co mnie otacza, nie dziwiłbyś się, że szukam murów klasztoru w którym mogłabym żyć i spędzić tam całe swoje życie na modlitwie nie zakłócanej już zgiełkiem tego świata. Nie możesz teraz tego zrozumieć, ale będę się modlić by Bóg objawił się twojej duszy któregoś dnia, tak jak w swojej nieskończonej dobroci objawił się mojej. Wtedy sam się przekonasz, że jest niemożliwym nie cierpieć strasznie, kiedy dusza napotyka wiele przeszkód, które nie pozwalają jej trwać nieprzerwanie na tej miłosnej kontemplacji uwielbianego Wszystkiego. Życie pośród tych których kocham czyni to niemożliwym. Troski życia uniemożliwiają to, choćby cieszyło się najpełniejszą wolnością.

Lucho, ty który jesteś tak umiłowany, mówię do Ciebie serce do serca. W tej chwili odczuwam cały ból naszego rozdzielenia. Kocham Cię jak nigdy przedtem. Na świecie jest niewiele rodzeństwa tak sobie bliskiego jak my dwoje. Jednak mimo to mówię Tobie „żegnaj, do spotkania w Bogu”. Tak, Lucho (imię Lucho ozn. po hiszpańsku walkę, zmaganie) mojej duszy. Jest koniecznym bym powiedziała to słowo, które z jednej strony wydaje się tak okrutnym, nie jest jednak takim gdy weźmie się pod uwagę że mówi ono: „Do spotkania w Bogu”. Drogi Lucho, będziemy tam żyć zjednoczenie na zawsze. W Bogu podaruję Tobie nieskończone spotkanie.

(…)

Nie wiesz jak bardzo jestem wdzięczna za twoją miłość, Lucho. Naprawdę wiem że na nią nie zasługuję; uwierz mi jednak, kocham cię dwa razy bardziej, szalenie. Wyobraź sobie teraz: opuszczam nie tylko ciebie, ale jeszcze dwoje ludzi których uwielbiam najbardziej: swojego ojca i swoją matkę. I co jest pewne opuszczę ich dla Boga. Bardzo dużo się nad tym zastanawiałam i nie chcę do tego wracać, ponieważ zostając Karmelitanką zrealizuję w całości ten ideał szczęścia, który sobie wytyczyłam.

Pozostając w świecie byłabym niezdolna osiągnąć to szczęście o którym piszesz; ponieważ cnota jest rośliną której sokami jest Boża łaska. Bez niej, cnota zanika. Powiedz mi szczerze, czy myślisz, że Bóg da mi łaskę gdy okażę się niewierną w podążaniu za Nim? Nie. Kiedy obdarzył mnie odwagą poświęcenia wszystkiego dla Jego miłości, nie może zabraknąć mi hojności. Poza tym jaka łaska może być większa niż dar powołania? I to po tylu dowodach miłości Boga do nędznego stworzenia miałabym pozostać w domu, ze wszystkimi których kocham i pośród wszelkich wygód? Wyrzeka się wszystkiego dla człowieka, ale już dla Boga nie akceptuje się choćby najmniejszego wyrzeczenia!

Gdybyś, drogi Lucho, widziałbyś mnie wychodzącą za mąż za dobrego, młodego mężczyznę, który nie miałby wielkiej fortuny i zabrał mnie na wieś, daleko od was wszystkich, pogodziłbyś się z tym. Jesteś zły, ponieważ to jest Bóg? Kto może uczynić mnie szczęśliwszą niż Bóg? W Nim znajduję wszystko.

Teraz powiedz mi, czy między wszechmogącym Bogiem i jego stworzeniem nie istnieje niepojęta przepaść? Jednak On nie pogardza zniżaniem się do niej aby zjednoczyć ją z sobą i przebóstwić ją. Czy mam prawo wzgardzić ręką Wszechmogącego, Tego, który zachowuje mnie w swojej wielkiej dobroci? Nie. Nigdy. Nikt nie przekona mnie, że moją powinnością nie jest pójście za Bogiem i poświęcenie wszystkiego by odpłacić za Jego nieskończoną miłość najlepiej jak potrafię. Cokolwiek innego byłoby samolubstwem z mojej strony. Mam nadzieję, że oceniasz to w taki sam sposób jak ja.

Odnosząc się do tego co powiedziałeś o chwale Boga, która nie zyskałaby w niczym gdyby wszyscy mieli wstąpić do zakonów – podzielam twoje zdanie. Ty jednak musisz przyznać, że nie wszyscy dobrzy ludzie są wzywani przez Boga do życia zakonnego. Istnieją jednak dusze w które Bóg wlewa pociąg do doskonałości i takie zawodzą nie oddając się jemu.

To prawda, że cnotliwe dusze są potrzebne w świecie, i dziś bardziej niż kiedykolwiek, dobry przykład jest absolutnie nieodzowny; jednak, żeby pozostać w świecie, trzeba cieszyć się specjalną Bożą pomocą. Ja nie mam potrzebnych do tego sił, ponieważ On mnie o to nie prosi.

Jednak większa jest wciąż potrzeba dusz, które całkowicie oddane służbie Bożej, wychwalają Go nieustannie aby zadośćuczynić za rany zadane Mu przez świat; dusz które Go kochają i dotrzymują Mu towarzystwa aby zadośćuczynić za opuszczenie zgotowane Mu przez ludzi; dusz, które modlą się i nieustannie błagają za przestępstwa grzeszników; dusz które ofiarują się w milczeniu, bez żadnych zewnętrznych oznak chwały w ukryciu swoich klasztorów, w intencji upadłej ludzkości. Tak, Lucho, Karmelitanka oddaje więcej chwały Bogu niż jakikolwiek apostoł. Święta Teresa ocaliła więcej dusz przez swoją modlitwę niż święty Franciszek Ksawery, a apostolat ten  pozostawał nieznany nawet jej samej.

Mówisz mi, że zalety które Bóg mi ofiarował powinnam wykorzystać na Jego chwałę. Tak, tak jak mówisz, to prawda że je posiadam. Jak mogłabym oddać większa chwałę Bogu, niż oddając się całkowicie Jemu i poświęcając dzień i noc moje zdolności, tak intelektualne jak i moralne, na poznawanie i kochanie Go? Nie posiadam urody; gdybym ją jednak miała, nie wahałabym się by poświęcić Mu ją również, ponieważ On zasługuje na wszystko co najlepsze i najpiękniejsze

(List do Lucha cz 2, św. Teresa od Jezusa z Los Andes)

Teresa z Los Andes (św.): Niezaspokojone pragnienie szczęścia

// Listopad 20th, 2009 // Brak komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Lucho, brat św. Teresy z Los Andes

Brat św. Teresy z Los Andes - Lucho

Juanita (św. Teresa z Los Andes) pisze list do brata Lucho, który odkrył trzymany przed nim w tajemnicy jej zamiar wstąpienia do Karmelu:

… Wierzę, że ty, bardziej niż ktokolwiek inny, możesz zrozumieć, że w duszy istnieje niezaspokojone pragnienie szczęścia. Nie wiem dlaczego, ale odkrywam, że w mojej ono jest podwojone. Już odkąd byłam małą dziewczynką szukałam go, jednak, po większej części, na darmo, ponieważ wszędzie odkrywałam jedynie jego cień. Czy to mogło mnie zadowolić? Nie. Nigdy – wydaje mi się – nie dałam się zwieść. Pragnę kochać, jednak  coś  nieskończonego, co nie zmienia się i nie podlega kaprysom  namiętności,  okolicznościom czasu  i życia. Kochać, tak, ale Byt, który się nie zmienia, Boga, który ukochał mnie nieskończenie i odwiecznie.

Jak wielka jest przepaść między tą miłością czystą, bezinteresowną i niezmienną, a tą, którą może zaoferować mi człowiek! Jak mogę kochać istotę tak pełną nędzy i słabości? Jaką pewność mogę znaleźć w takim sercu?  Zjednoczyć swoją duszę z inną istotą, która nie może udoskonalić mnie swoją miłością – czy uważasz, że to stanowi dla mnie wzniosłą perspektywę? Nie. W Bogu znajduję wszystko czego nie znajduję w stworzeniach, ponieważ są one zbyt małe by zaspokoić prawie nieskończone aspiracje mojej duszy.

Teraz pewnie powiesz: możesz przecież kochać Boga żyjąc pośród swoich. Nie, mój drogi Lucho. Nasz Pan nie zatrzymał dla siebie nic swojego kochając mnie z drzewa krzyża. Opuścił swoje Niebo, przesłonił swe Bóstwo – a ja miałabym oddać się Jemu tylko w części? Czy sądzisz że byłoby to hojne z mojej strony zatrzymywać dla siebie tych do których jestem najmocniej przywiązana? Cóż więc miałabym w takim razie do ofiarowania? Nie, drogi Lucho, ta miłość którą mam jest ponad wszystko co stworzone;  i nawet jeśli miałabym podeptać swoje własne serce, poszarpane na strzępy z bólu, nie zaprzestałabym mówić żegnajcie, ponieważ kocham Go do szaleństwa.

Jeśli mężczyzna jest zdolny do rozkochania w sobie kobiety aż w takim stopniu, że ona pozostawia dla niego wszystko, czy nie wierzysz, że podobnie Bóg może uczynić swoje wołanie takim, że nie jest się w stanie mu oprzeć?

Gdy poznaje się Boga; gdy w ciszy modlitwy On oświetla duszę promieniem swego nieskończonego piękna; kiedy oświetla nasz rozum swoją mądrością i mocą; kiedy zapala swoją dobrocią i miłosierdziem; wtedy na wszystko co ziemskie patrzy się ze smutkiem. A dusza, skuta łańcuchem wymagań ciała i środowiska społecznego w którym żyje, czuje się jak wygnaniec i tęskni płomiennym pragnieniem za nieskończoną kontemplacją tych bezkresnych horyzontów, które, tak długo jak na nie patrzy, rozszerzają się nigdy nie znajdując w Bogu granic.

(List do Lucha cz 1, św. Teresa od Jezusa z Los Andes)

Teresa z Los Andes (św.): Sekret mojego życia…

// Listopad 8th, 2009 // 4 Komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Juanita z siostrą

Juanita (św. Teresa z Los Andes) z siostrą Rebeką

Kochana Rebeko,

(…)

Pragnę w kilku słowach powierzyć Tobie sekret mojego życia. Wkrótce zostaniemy rozdzielone i to pragnienie z dzieciństwa by być razem na zawsze bardzo szybko zostanie zburzone przez ideał, który jest większy, niż nasza młodość. Musimy podążać w życiu różnymi ścieżkami. Mnie dostała się lepsza cząska, ta sama, którą otrzymała Magdalena. Boski Mistrz zmiłował się nade mną. Zbliżając się powiedział mi w tajemnicy: „Opuść swojego ojca i matkę i wszystko co posiadasz i pójdź za mną”.

Któż mógłby odrzucić wyciągniętą rękę Wszechmogącego gdy zniża się ku najbardziej niegodnemu ze swoich stworzeń? Jak jestem szczęśliwa, kochana siostrzyczko! Zostałam pochwycona w miłosną sieć  Boskiego Rybaka. Chciałabym żebyś mogła zrozumieć to szczęście. Mogę powiedzieć z pewnością, że jestem jego narzeczoną i że wkrótce będziemy świętować nasze zaślubiny w Karmelu. Tak, zostanę Karmelitanką – co o tym myślisz?

Nie potrafię wyrazić jak bardzo Go kocham. Moje myśli są całkowicie Nim pochłonięte. On jest moim ideałem. Ideałem nieskończonym. Z utęskniemiem czekam na dzień, w którym będę mogła wstąpić do Karmelu, żeby móc zajmować się tylko Nim samym,  by zagubić się w Nim i w ten sposób żyć wyłącznie Jego życiem: Kochać i cierpieć dla zbawienia dusz. Tak, jestem spragniona dusz ponieważ wiem, że tego mój Jezus pragnie najbardziej. Tak bardzo Go kocham! Chciałabym zapalić cię tą miłością! (…)

Nigdy niczego mi nie brakuje ponieważ w Jezusie znajduję wszystko czego szukam! On nigdy mnie nie opuszcza. Jego miłość nigdy nie maleje. Jest taki czysty, taki piękny. Jest sama Dobrocią.  Módl się za mnie droga Rebeko. Potrzebuję modlitw. Widzę, że moje powołanie jest bardzo wielkie: ratować dusze, zdobywać robotników do winnicy Chrystusa. Wszystkie ofiary które spełniamy mają niewielkie znaczenie w porównaniu z wartością jednej duszy (…)

Bez wątpienia twoje siostrzane serce rozpada się na kawałki kiedy słyszysz jak mówię o naszym rozdzieleniu, gdy słyszysz jak mówię szeptem: żegnaj na zawsze na ziemi gdyż wstępuję do Karmelu. Jednak nie bój się, moja kochana siostrzyczko. Nigdy nie będzie żadnego rozdziału między naszymi duszami. Będę żyła w Nim. Szukaj Jezusa, a w Nim znajdziesz mnie…