Wpisy otagowane ‘św. Teresa od Dzieciątka Jezus’

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Ona woli, gdy Ją naśladujemy…

// Listopad 21st, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Niech księża mówią nam o cnotach, które można pełnić! Dobrze jest mówić o Jej [Maryi] uprzywilejowaniu, ale przede wszystkim trzeba móc Ją naśladować. Ona woli, gdy Ją naśladujemy, niż gdy podziwiamy, a Jej życie było tak proste!

(Żółty zeszyt, 23.08 [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Jakże różne są drogi, którymi Pan prowadzi dusze!

// Listopad 4th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Jakże różne są drogi, którymi Pan prowadzi dusze! W życiu świętych dostrzegamy, że wielu nie pozostawiło po sobie nawet najmniejszej pamiątki, żadnego pisma. Inni, jak święta nasza Matka Teresa, przeciwnie, wzbogacili Kościół swymi wzniosłymi objawieniami, nie lękając się wyjawiać tajemnic Króla, aby tylko dusze lepiej Go poznały i mocniej ukochały. Którzy z tych świętych są milsi Dobremu Bogu? Mnie się zdaje (…), że zarówno jedni, jak i drudzy, ponieważ wszyscy oni postępowali pod działaniem Ducha Świętego, a Pan rzekł: Szczęśliwy sprawiedliwy, bo pozyska dobro (por. Iz 3, 10)

(Rękopis C, 2r [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus).

Jan Paweł I (wł. Albino Luciani, sł. Boży): Droga mała Teresko…

// Październik 1st, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Droga mała Teresko,

miałem siedemnaście lat, kiedy przeczytałem Twoją autobiografię. Był to dla mnie prawdziwy wstrząs. „Wiosenne dzieje białego kwiatka” – tak ją określiłaś. Mnie się wydawała historią „stalowej sztaby” dla siły woli, odwagi i decyzji, jakie z niej biły. Gdy raz wybrałaś drogę całkowitego oddania się Bogu, nic Cię już na niej nie zatrzymało: ani choroba, ani przeszkody zewnętrzne, ani trudności i ciemności wewnętrzne.

Przypomniałem to sobie, kiedy przewożono mnie do sanatorium, w czasach gdy penicylina i antybiotyki nie były jeszcze odkryte, a ciężko choremu wróżono bliższą lub dalszą śmierć.

Wstydziłem się, że odczuwam nieco strachu: „Teresę, gdy miała 23 lata, dotychczas zdrową, pełną życia — mówiłem sobie — ogarnęła radość i nadzieja, kiedy poczuła podchodzący do ust pierwszy krwotok. Co więcej, umniejszając swoje cierpienia wyjednała pozwolenie ukończenia postu o chlebie i wodzie, a ty drżysz ze strachu? Jesteś kapłanem, oprzytomnij, nie rób z siebie głupca!”

Gdy czytałem Cię na nowo z okazji setnej rocznicy Twych urodzin, uderzył mnie z kolei sposób, w jaki kochałaś Boga i bliźniego. Święty Augustyn napisał: „Idziemy do Boga nie drogą, lecz miłością”. I Ty także nazywałaś swoją drogę „drogą miłości”. Chrystus powiedział: Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał. W całkowitej zgodzie z tymi słowami Ty czułaś się jak „mała ptaszyna bez sił i bez skrzydeł”; w Bogu zaś widziałaś orła, który zniżał się, by unieść Cię wysoko na swych skrzydłach. Nazywałaś łaskę Bożą „windą”, która Cię wznosiła ku Bogu szybko i bez utrudzenia, gdy Ty byłaś „za mała, by wejść na strome stopnie doskonałości”.

„Bez utrudzenia” — zrozumiejmy się dobrze: to pod jednym względem, ale pod drugim… Oto Twoje ostatnie miesiące; dusza Twa kroczy czymś w rodzaju ciemnego tunelu, nie widzi nic z tego, co przedtem widziała tak wyraźnie. „Wiara dla mnie — piszesz — nie jest już nawet zasłoną, to mur!” Cierpienia fizyczne są tak wielkie, że wyrywa Ci się: „Gdybym nie miała wiary, zadałabym sobie śmierć”. Mimo to nieustannie powtarzałaś swoją wolę Bogu, że Go kochasz: „Śpiewam o szczęściu Nieba, ale nie czuję radości; śpiewam po prostu to, w co chcę wierzyć”. Ostatnie Twoje słowa były: „Boże mój, kocham Cię!”

Miłosiernej miłości Boga oddałaś się jako ofiara. Nie przeszkadzało Ci to cieszyć się rzeczami pięknymi i dobrymi: przed zapadnięciem na ostatnią chorobę z radością malowałaś, pisałaś wiersze i obrazki sceniczne o treści religijnej, grałaś w nich role z subtelnym wyczuciem aktorskim. Podczas ostatniej choroby, w jakimś momencie polepszenia, poprosiłaś o ciastko czekoladowe. Nie przerażały Cię własne niedoskonałości, nawet to, że czasem zasypiałaś ze zmęczenia w czasie medytacji („dzieci podobają się matkom także wtedy, kiedy śpią!”).

Kochając bliźnich, starałaś się oddawać im  drobne przysługi, pożyteczne, lecz niezauważalne, wybierając, jeśli to możliwe, osoby, które Cię męczyły i nie rozumiały. W ich twarzach, niezbyt może miłych, szukałaś umiłowanego oblicza Chrystusa. Nie dostrzegano tego Twojego wysiłku i starania. „O ile jest pobożna w kaplicy i w pracy — pisała o Tobie przełożona — o tyle wesoła i pełna pomysłów, aż nas rozśmiesza, podczas rekreacji”.

Te kilka zdań, które skreśliłem, są dalekie od tego, by zawrzeć całość Twojego przesłania do chrześcijan. Wystarczą jednak, by wytyczyć pewne wskazówki dla nas.

Prawdziwa miłość Boga łączy się z mocną decyzją, ponawianą w razie potrzeby.(…)

Trochę wojowniczości i ducha ryzyka nie szkodzi w miłości Boga. Miałaś je: nie na darmo wyczuwałaś w Joannie d’Arc swoją „towarzyszkę broni”.

W Napoju miłosnym Donizettiego wystarczy „ukradkowa łza” Adiny, by uspokoić i uszczęśliwić zakochanego Nemorina. Bóg nie zadowala się ukradkowymi łzami. Łza podoba Mu się o tyle, o ile odpowiada jej wewnętrzna decyzja woli. Podobnie jest z innymi rzeczami zewnętrznymi: podobają się Panu, jeśli odpowiada im miłość serca. Post religijny wyniszczył twarze faryzeuszy, ale Chrystusowi nie podobały się one, bo serce ich było daleko od Boga. Ty napisałaś: „Miłość nie ma polegać na uczuciach, ale na uczynkach”. Dodałaś jednak: „Bóg nie potrzebuje naszych dzieł, lecz jedynie naszej miłości”. Doskonale powiedziane!

Kochając Boga można kochać mnóstwo innych rzeczy. Pod jednym warunkiem: że niczego nie będzie się kochać wbrew ani ponad, ani w takim stopniu jak Boga. Innymi słowy: miłość Boga nie ma być wyłączna, lecz najważniejsza, w każdym razie jako wartość.

Pewnego dnia Jakub zakochał się w Racheli; aby ją otrzymać, służył przez siedem lat, a wydały mu się one – mówi Biblia – jak dni kilka, bo bardzo Rachelę miłował, i Bóg nie miał mu nic do zarzucenia, przeciwnie, pochwalił i błogosławił.

Co innego kropić święconą wodą i błogosławić wszystkie miłości tego świata. Chociaż usiłują to robić dziś pewni teologowie, którzy pod wpływem teorii Freuda, Kinseya i Marcuse’a zachwalają „nową moralność seksualną”. Jeśli chrześcijanie nie chcą zamieszania i wyludnienia, zamiast tych teologów powinni słuchać Magisterium Kościoła, które obdarzone jest szczególną łaską zachowania nietkniętej nauki Chrystusa i przystosowania jej odpowiednio do nowych czasów.

Szukać oblicza Chrystusa w twarzy bliźniego to jedyne kryterium gwarantujące nam, że będziemy kochać naprawdę wszystkich, przezwyciężając antypatie, ideologie i prymitywną filantropię.(…)

Kto naprawdę kocha Chrystusa, nie może odmówić miłości ludziom, którzy są Jego braćmi. Nawet jeśli są brzydcy, źli i nudni, miłość powinna ich choć trochę przemienić.

Miłość okazywana w drobiazgach. Często jedyna możliwa. Nie miałem nigdy okazji, by rzucić się w nurty rzeki dla ratowania tonącego; często za to proszono mnie o pożyczenie czegoś, napisanie listu, udzielenie zwykłych i prostych wskazań. Nie spotkałem nigdy na swej drodze wściekłego psa, ale często natrętne muchy i komary; nigdy prześladowców; nie obili mnie kijami, ale jakże często spotykałem osoby, które przeszkadzały mi głośną rozmową w podróży, nastawionym na pełny regulator telewizorem, a choćby i chlipaniem zupy.

Pomóc, ile można, nie denerwować się, być wyrozumiałym, zachować spokój i uśmiech (jak najwięcej!) w tych okolicznościach to kochać bliźniego bez retoryki, ale w sposób konkretny. Chrystus często praktykował taką miłość. Ileż cierpliwości w znoszeniu sporów, jakie powstawały między Apostołami! Jaka troskliwość w zachęcie i pochwale! „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” – powiedział o setniku i niewieście kananejskiej. „Wyście wytrwali przy mnie w moich przeciwnościach” – powie Apostołom. A raz poprosił Piotra o pożyczenie Mu łodzi.

„Panem wspaniałomyślnym” – nazwie Go Dante. Umiał postawić się w położeniu innych, cierpiał z nimi. Ochraniał, bronił grzeszników nie tylko im przebaczał, jak Zacheuszowi, jawnogrzesznicy, Magdalenie.

Ty w Lisieux, szłaś w Jego ślady; i my powinniśmy czynić podobnie w świecie.(…) Teresko, miłość, jaką kochałaś Boga (i bliźniego z miłości dla Boga), była Go naprawdę godna. Taka też powinna być i nasza miłość: ogień żywiący się wszystkim, co w nas jest wielkie i piękne; rezygnacja z wszystkiego, co w nas jest buntem; zwycięstwo, które unosi nas na swoich skrzydłach i składa jako dar u stóp Boga.

(Dziennik, czerwiec 1973 [fragm.], sł. Boży Jan Paweł I)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Pan Bóg chce, aby święci przekazywali jedni drugim łaskę za pośrednictwem modlitwy

// Wrzesień 30th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Często nie wiedząc o tym, łaski i oświecenia zawdzięczamy jakiejś ukrytej duszy, albowiem Pan Bóg chce, aby święci przekazywali jedni drugim łaskę za pośrednictwem modlitwy, aby w niebie mogli się miłować miłością wielką, o wiele większą niż miłość w rodzinie, i to najbardziej idealnej rodzinie. Ileż razy myślałam, że mogłabym zawdzięczać wszystkie otrzymane łaski modlitwom duszy, która mi je wyprosiła u Pana Boga, a którą poznam dopiero w niebie. (święta Teresa od Dzieciątka Jezus)

Na kształtowanie duchowości o. Maksymiliana wielki wpływ mieli jego ulubieni święci

// Sierpień 14th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Na kształtowanie duchowości o. Maksymiliana wielki wpływ mieli jego ulubieni święci. W celi na klęczniku, już w czasach seminaryjnych, miał stale obrazek jakiegoś świętego, któremu objawiała się Niepokalana. Usiłował wykryć tajemnicę ich serc, która związała ich z Matką Bożą. Szczególną cześć miał do św. Gemmy Galgani, św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Józefa Cottolengo, zanim jeszcze zostali wyniesieni na ołtarze. Żywotu Gemmy pt. „Głębie duszy” nie wypuszczał wprost z rąk. Ta święta nauczyła go, że najkrótszą drogą do nieba jest posłuszeństwo woli Bożej i że Bogu trzeba dać miłość bez granic. Z „małą świętą” miał o. Kolbe „konszachty” jeszcze jako młody kapłan. Obiecał brać w każdej Mszy św. „memento” o jej wyniesienie na ołtarze, prosząc w zamian, by starała się o jego dzieło misyjne. Porywał go jej maksymalizm apostolski i jej droga dziecięctwa duchowego, którą odtworzył w nieco innym wydaniu – całkowitego oddania się Niepokalanej.

Od św. Józefa Cottolengo uczył się, jak wspaniałe można tworzyć dzieła charytatywne czy apostolskie, nie posiadając żadnych funduszów, a tylko opierając się na Opatrzności Bożej.  Jego też uczynił skarbnikiem swego dzieła. Oczywiście, zawsze był drogi o. Maksymilianowi św. Franciszek z Asyżu, którego był duchowym synem. W r 1933 pisał do kolegów swego zakonu: „W wielu byłem krajach, wiele widziałem, z różnymi ludźmi rozmawiałem, lecz wierzcie mi, że nie ma stosowniejszego środka do zaradzenia złu naszych czasów nad nasz Zakon Seraficki, jeśli odważnie, ochoczo, szybko i wytrwale będzie rozwijał ducha św. O. Franciszka.  (…)”.

Od wspomnianych świętych i innych uczył się nade wszystko miłości Niepokalanej. Miłość ta stała się jego cechą charakterystyczną. Można powiedzieć, że „jego ascetyką i mistyką było entuzjastyczne nabożeństwo do Niepokalanej” (kard. Piazza). Oddawszy się Jej w dzieciństwie, a jeszcze bezgraniczniej przy założeniu M.I., ten akt przemienił w trwały stan życia, który wciąż intensyfikował, coraz lepiej poznając i kochając Maryję, coraz doskonalej pełniąc Jej wolę.

(Ojciec Maksymilian Kolbe, [fragm.], o. Jerzy Domański)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Sama z siebie nic działać nie mogę

// Lipiec 6th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Odkąd pojęłam, że sama z siebie nic działać nie mogę, przestałam uważać, że powierzone mi zadanie jest trudne, poczułam, że muszę tylko jednoczyć się coraz mocniej z Jezusem, a reszta mi będzie przydana (por. Łk 10,41-42; Mt 6,33). (…)

Z oddali bowiem wspieranie dusz, pobudzanie ich do większej miłości Boga, kształtowanie ich według tego, jak On patrzy i myśli – to wszystko wygląda całkiem różowo. Lecz kiedy spojrzy się na to z bliska, to okazuje się, że jest dokładnie na odwrót, różowe barwy gdzieś znikają i ogarnia nas przekonanie, że czynić dobrze jest rzeczą równie niemożliwą, co nakazać słońcu, aby świeciło nocą….. Czujemy instynktownie, że trzeba całkowicie zapomnieć o własnych upodobaniach, o własnych koncepcjach, i prowadzić dusze tędy, którędy chce prowadzić je Jezus, nie próbując narzucać im naszej ścieżki.

Lecz nie to jeszcze jest najtrudniejsze, najwięcej kosztuje mnie baczenie na uchybienia, na najmniejszą niedoskonałość, i wydawanie temu walki na śmierć i życie. Odkąd jestem w ramionach Jezusa, postępuję niczym strażnik obserwujący wroga z najwyższej wieży warownego zamku; chciałam prawie powiedzieć: na nieszczęście dla mnie (lecz nie, to byłoby tchórzostwem), więc mówię: na szczęście dla moich sióstr. Nic nie uchodzi moim oczom; często dziwię się, że widzę rzeczy tak jasno. Rozumiem też, że prorok Jonasz wolał raczej uciec aniżeli obwieszczać zniszczenie Niniwy (Jon 1,2-3). Ja też wolałabym tysiąckrotnie przyjmować zarzuty aniżeli czynić je innym, lecz czuję, że to cierpienie jest rzeczą konieczną, jeśli bowiem powodujemy się jedynie odruchami natury, to komuś, komu chcemy uświadomić uchybienia, bardzo trudno będzie zrozumieć swój błąd. Gdyż powie sobie tak: Siostra odpowiedzialna za nowicjat ma po prostu zły humor i wszystko pada na mnie; a ja chcę przecież najlepiej!

Wiem dobrze, że twoje owieczki uważają mnie za surową. Gdyby czytały te słowa, to uznałyby pewnie, że wcale mnie nie kosztuje biegać za nimi, zwracać im uwagę surowym tonem, piętnując brud na ich pięknym runie, lub przynosić kłębek rozdartej przez nieuwagę wełny, zostawiony na cierniach przy drodze. Owieczki mogą sobie mówić, co chcą; w gruncie rzeczy czują, że je kocham prawdziwie, że nigdy nie postąpię jak najemnik, który na widok wilka zostawia stado i ucieka. Jestem gotowa oddać za nie życie, ale moje przywiązanie jest tak czyste, że nie pragnę, by o nim wiedziały. Nigdy, za łaską Jezusa, nie starałam się zdobyć ich serca, zrozumiałam, że moją misją jest prowadzić je do Boga i uświadomić im, że jesteś, Matko, na ziemi widzialnym Jezusem, którego winny kochać i szanować.

(Rękopis C [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Kochać Cię, Jezu – jak płodna to strata!

// Kwiecień 18th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Ach, żyć miłością – to oblewać łzami
Wraz z Magdaleną nogi Twoje  święte,
Jej pocałunki wespół z wonnościami
Wdzięcznie przez Ciebie zostały przyjęte.
Widząc to, wstaje i na Twoją głowę
Olejek zlewa ze świętą śmiałością.
Serce me Twarz Twą namaścić gotowe
Moją miłością.

Ach żyć miłością! – gdzież większe szaleństwo?
Świat na mnie woła: porzuć to śpiewanie!
Daremne życia Twojego męczeństwo,
Daremne Twoich wonności rozlanie!…
Kochać Cię, Jezu – jak płodna to strata!
Dla Ciebie tylko wszystkie me wonności,
Chcę przeto śpiewać, schodząc z tego świata:
Konam z miłości!

(Żyć miłością [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Jakże potężna jest Modlitwa!

// Kwiecień 8th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Jakże potężna jest zatem Modlitwa! rzekłbyś: królowa, mająca w każdej chwili dostęp do króla i mogąca otrzymać wszystko, o co poprosi (por. Est 5). Aby zostać wysłuchanym, nie trzeba wcale szukać w książkach pięknych formuł na daną okoliczność; gdyby tak było…. to cóż, jestem godna pożałowania!… Poza Boskim Oficjum, którego nie jestem godna odmawiać, nie mam siły, by szukać pięknych modlitw po książkach, jest ich tyle, że boli głowa!.. przy tym jedna piękniejsza od drugiej…….. Nie jestem zaś w stanie odmawiać ich wszystkich. A nie wiedząc, którą wybrać, postępuję jak dzieci, nie umiejące jeszcze czytać: mówię do Dobrego Boga po prostu o tym, o czym chcę Mu powiedzieć, bez pięknych słów, a On mnie zawsze rozumie…..

Dla mnie modlitwa to poryw serca, to proste spojrzenie ku Niebu, to okrzyk wdzięczności i miłości, tak w doświadczeniu jak i w radości, słowem: to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co powiększa mą duszę i jednoczy mnie z Jezusem.

Nie chciałabym jednak, Matko umiłowana, byś mniemała, że bez skupienia odmawiam wspólne modlitwy, czy to w chórze, czy w ermitażu. Przeciwnie, kocham je bardzo, gdyż Jezus obiecał, że będzie pośród tych, którzy gromadzą się w Jego imię (por. Mt 10,20). Czuję wtedy, że żarliwość mych sióstr uzupełnia to, czego brakuje mnie.

(Rękopis C [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Anioł Stróż okrywa cię swoimi skrzydłami…

// Październik 2nd, 2010 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Nie lękaj się burz ziemskich… Twój Anioł Stróż okrywa cię swoimi skrzydłami, a w sercu spoczywa Jezus…

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Posłannictwo pociągania dusz do miłowania Boga

// Październik 1st, 2010 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Około godziny piątej byłam sama przy niej. Twarz jej nagle się zmieniła, zrozumiałam, że to ostatnia agonia. Gdy Zgromadzenie weszło do infirmerii, powitała wszystkie siostry uśmiechem pełnym słodyczy. Trzymała swój krucyfiks i nieustannie nań spoglądała. Ponad dwie godziny straszliwe rzężenie rozdzierało jej piersi. Twarz jej zsiniała, ręce stały się fioletowe, nogi miała zlodowaciałe i drżała na całym ciele. Pot kroplisty obficie wystąpił jej na czoło i dużymi kroplami spływał po twarzy. Stale zwiększająca się duszność sprawiała, że oddychając wydawała czasem mimo woli słabe okrzyki.

Przez cały ten czas, tak pełen dla nas udręki, słychać było przez okno – ogromnie cierpiałam z tego powodu – świergot rudzików i innych ptaszków, ale taki głośny, taki bliski i taki długi! Prosiłam Boga, żeby im kazał zamilknąć, ten koncert ranił mi serce i bałam się, że męczy naszą biedną małą Teresę.

W pewnym momencie usta jej wydały się tak wyschnięte, że siostra Genowefa, chcąc jej ulżyć, przyłożyła jej do warg kawałek lodu. Przyjęła to uśmiechając się do niej w sposób, którego nigdy nie zapomnę. To było jakby ostatnie pożegnanie.

O godzinie szóstej, gdy zadzwoniono na Anioł Pański, patrzyła długo na figurę Najświętszej Panny.

Wreszcie kilka minut po siódmej, gdy Nasza Matka odprawiła Zgromadzenie, westchnęła: – „Matko moja, czy to jeszcze nie konanie? Czy nie umrę?”.
– „Tak moja mała, to konanie, lecz Pan Bóg chce je może przedłużyć o kilka godzin”. Odrzekła z odwagą: – „A więc dobrze…dobrze… O, nie chciałabym krócej cierpieć”.

Patrząc na swój krzyż:  – „Kocham Go… Mój Boże, kocham Cię…”.

Nagle wypowiedziawszy te słowa, opadła powoli do tyłu, z głową przechyloną na prawo. Nasza Matka kazała natychmiast zadzwonić w dzwon infirmerii, aby z powrotem wezwać Zgromadzenie. „Otwórzcie wszystkie drzwi” – powiedziała. Te słowa miały w sobie coś uroczystego i przyszło mi na myśl, że Pan Bóg w niebie mówi je swoim aniołom.

Siostry zdążyły uklęknąć dookoła łóżka i były świadkami ekstazy małej świętej umierającej. Twarz jej przybrała barwę lilii, jaką miała w pełni zdrowia, oczy jej jaśniejące szczęściem i radości utkwione były w górze. Siostra Maria od Eucharystii podeszła do niej ze świecą, żeby zobaczyć z bliska jej niebiańskie spojrzenie. Przy świetle powieki jej nawet nie drgnęły. Ta ekstaza trwała mniej więcej przez czas jednego Credo, potem oddała ostatnie tchnienie.

Po śmierci zachowała uśmiech. Była zachwycająco piękna. Tak mocno trzymała swój krucyfiks, że trzeba go było wyrwać jej z rąk przed pochowaniem jej.

(Żółty Zeszyt, s. Agnieszka od Jezusa OCD)

– „Czuję, że teraz odpocznę. Ale czuję przede wszystkim, że teraz zacznie się moje posłannictwo, posłannictwo pociągania dusz do miłowania Boga, tak, jak ja Go miłuję, wskazywania im mojej małej drogi. Jeśli Pan Bóg spełni moje pragnienie, moje niebo będzie – aż do końca świata – na ziemi. Tak, chcę, aby moje niebo polegało na czynieniu dobrze na ziemi. To nie jest niemożliwe, skoro nawet aniołowie, pogrążani w wizji uszczęśliwiającej, czuwają nad nami.
Nie mogę sobie pozwolić na radowanie się, nie chcę odpoczywać, póki są dusze, które trzeba zbawić… Ale kiedy anioł powie: «czasu więcej nie będzie», wtedy spocznę, będę się radowała, gdyż liczba wybranych będzie już wypełniona i wszyscy będą zażywać radości i odpoczynku. Moje serce drży, gdy o tym myślę…

Pan Bóg nie dawałby mi pragnienia czynienia dobrze na ziemi po śmierci, gdyby nie chciał tego pragnienia zrealizować. Dałby mi raczej pragnienie spoczywania w Nim.”

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Cóż to szkodzi, że nasze naczynia zostaną stłuczone…

// Wrzesień 25th, 2010 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Najgorliwsi chrześcijanie i księża uważają, że przesadzamy, że powinnyśmy służyć wraz z Martą, zamiast poświęcać Jezusowi naczynia naszego życia wraz z wonnościami w nich zawartymi. Ale cóż to szkodzi, że nasze naczynia zostaną stłuczone, skoro Jezus będzie pocieszony. Świat wbrew samemu sobie będzie zmuszony odczuwać unoszącą się z nich woń, oczyszczającą zatrute powietrze, którym nie przestaje oddychać.

(L 148, LT 169, św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Święci dodają odwagi

// Czerwiec 16th, 2010 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Mnie święci dodają odwagi w moim więzieniu. Mówią mi: Dopóki jesteś w okowach, nie możesz pełnić swojej misji, ale później, po śmierci, będzie czas twoich prac i zdobyczy.

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Bóg troszczy się o każdego

// Styczeń 10th, 2010 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Jak słońce oświeca równocześnie cedry i każdy mały kwiatek, jak gdyby on sam był tylko na ziemi, tak i Pan Bóg troszczy się o każdą duszę z osobna, jakby ona nie miała sobie podobnych.

Dzieciątku Jezus

// Grudzień 24th, 2009 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

"Sen Dzieciątka Jezus". Obraz namalowany przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus w 1894 roku.

"Sen Dzieciątka Jezus". Obraz namalowany przez św. Teresę od Dzieciątka Jezus w 1894 roku.

Bóg Wiekuisty – śmiertelnym zostaje!
Płońcie miłością, dusze w zachwycie:
O tajemnico! ubogim się staje
Słowa Wcielonego życie!

Jezu, Ty mnie po imieniu
Wzywasz, słodkich oczu spojrzeniem,
Mówiąc: w ducha odrętwieniu
Dźwignę Cię jednym skinieniem
!

Na Twój głos, Boża Dziecino,
Ach, cudów cud!
Na Twój głos, Boża Dziecino,
Cichnie wiatr, fale skłębione giną.
I znów spokojne tonie wód!

Gdy burza pocznie się srożyć
A sen Twe zmruży oczęta,
Racz jasną główkę swą złożyć
W mym sercu, Dziecino Święta.

A gdy na liczku zagości
Uśmiechu czar,
Ukołyszę Cię piękności,
Zaśpiewam Ci pieśń o mej miłości,
Utulę Najświętszy Dar!

(Mały kolędniczek Boży; Dzieciątku Jezus,  św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Marcel Van: Zwycięstwo miłości

// Grudzień 13th, 2009 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, XX/XXI Wiek

Witenamski męczennik, brat redemptorysta - Marcel Van

Witenamski męczennik, brat redemptorysta - Marcel Van

Miłość jest całym moim szczęściem, którego nie można zniszczyć

(Zapiski, Marcel Van)