Wpisy otagowane ‘śmierć’

Teresa Benedykta od Krzyża (św., wł. Edyta Stein): Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci

// Kwiecień 10th, 2012 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, XX/XXI Wiek

Na pogrzebie Reinacha spotkałam się pierwszy raz z Krzyżem i Bożą mocą, jakiej udziela on tym, którzy go niosą. Ujrzałam pierwszy raz w życiu Kościół w jego zwycięstwie nad ościeniem śmierci. W tym momencie załamała się moja niewiara i ukazał się Chrystus w tajemnicy Krzyża.

(Autobiografia 1917 r. [fragm.], św. Teresa Benedykta od Krzyża)

Anna od św. Bartłomieja (bł.): I ta błogosławiona dusza poszybowała jak gołębica, by radować się posiadaniem jej Boga

// Październik 15th, 2011 // Brak komentarzy » // XVI Wiek

Następnego dnia po naszym przybyciu do Alba [de Tormes], [św. Teresa od Jezusa] była tak bardzo wycieńczona, że lekarze obawiali się przez chwilę, że tego nie przeżyje: wielka ofiara dla mnie, tym większa ponieważ muszę pozostać na tym świecie. Ponieważ, poza miłością jaką ją darzyłam i jaką ona miała dla mnie, jej towarzystwo było dla mnie źródłem jeszcze jednej wielkiej pociechy: prawie nieustannie widziałam Jezusa Chrystusa w jej duszy i sposób w jaki On był z nią zjednoczony, tak jakby była [jej dusza] Jego niebem. Ta wiedza napełniła mnie głębokim szacunkiem, takim jaki powinno się odczuwać w obecności Boga.

Naprawdę, było czymś niebiańskim służyć jej, a największą dla mnie torturą było widzieć jak cierpi. Spędziłam z nią około czternastu lat. Zaraz po tym jak wstąpiłam, aby przyjąć habit, wzięła mnie do swojej celi i przez resztę jej życia zawsze byłam przy niej, wyłączając jedynie podróż do Sewilli; kiedy z powodu choroby (…) pozostałam w Avila. A tych czternaście lat wydaje mi się krótsze niż jeden dzień.

Święta, ze swojej strony, była tak przyzwyczajona do moich ubogich i niezręcznych usług, że nie mogła obejść się beze mnie. Okazała to ona bardzo wyraźnie w następujących okolicznościach: W wigilię dnia w którym miała wyruszyć na wizytację swoich klasztorów, rozchorowałam się i miałam gorączkę. Nie nadawałam się zupełnie do podróży. Powiedziała mi: „Nie niepokój się, moje dziecko! Wydam tutaj polecenia, aby wysłano cię do mnie tak szybko, jak tylko gorączka cię opuści”. Jednak o północy, kiedy wysłała jedną z zakonnic żeby zapytała jak się mam, spostrzegłam, że zostałam uwolniona od gorączki. Święta wstała z łóżka, przyszła do mnie i powiedziała: „To prawda, córko, nie masz już więcej żadnej gorączki; z łatwością podejmiemy tę podróż. Mam nadzieję, że tak będzie i polecę tę sprawę Bogu”. I tak się właśnie stało — wyruszyłyśmy o świcie.

Przez pięć dni poprzedzających jej śmierć w Alba, byłam bardziej martwa niż żywa.  Na dwa dni przed jej śmiercią, powiedziała do mnie raz, gdy byłyśmy same: „Moje dziecko, godzina mojej śmieci właśnie nadeszła”. Kuło to moje serce wciąż bardziej i bardziej. Nie odstępowałam jej ani na chwilę. Błagałam siostry, żeby przynosiły do mnie wszystko, czego może potrzebować. Dawałam to jej. Miała ona pociechę widząc, że mogę jej coś dać.

W dniu jej śmierci nie była w stanie mówić od wczesnego ranka: wieczorem Ojciec który ją odwiedzał (Ojciec Antonii od Jezusa, jeden z dwóch pierwszych Karmelitów Bosych) polecił mi, żebym poszła coś zjeść. Jednak zaledwie zdążyłam się oddalić, a Święta stała się niespokojna; w tym zaniepokojeniu spoglądała na lewo i na prawo. Ojciec zapytał jej, czy życzy sobie, żebym była obok. Gestami odpowiedziała że tak. Zawołali mnie; W pośpiechu wróciłam. Jak tylko mnie zobaczyła, uśmiechnęła się do mnie, okazała mi tak wielką łaskawość i uczucie, że złapała mnie obydwoma rękami i położyła swoją głowę na moim ramieniu. Trzymałam ją tak w ramionach aż do czasu jak zgasła, będąc bardziej martwą niż sama Święta; gdyż, co do niej, była ona tak rozpalona miłością dla jej Małżonka, że wzdychała za momentem opuszczenia ciała, by być z Nim.

Jako że Nasz Pan jest tak dobry i widział jak niewiele miałam cierpliwości by nieść ten krzyż, ukazał się mi u stóp łóżka na którym spoczywała Święta w całym Swoim Majestacie, w towarzystwie Jego błogosławionych, którzy przyszli powitać jej duszę. Ta chwalebna wizja trwała przez długość Credo, dając mi czas bym mogła zamienić swój ból i żałość na wielkie wyrzeczenie, by prosić Pana o wybaczenie i powiedzieć Mu: „Mój Panie, nawet gdyby Wasz Majestat chciał pozostawić ją dla mojej pociechy, prosiłabym Ciebie, teraz, kiedy byłam świadkiem Twojej chwały, żebyś nie zostawiał jej ani na chwilę dłużej na tym wygnaniu”. Zaledwie wymówiłam te słowa, a ona zgasła; i ta błogosławiona dusza poszybowała jak gołębica, by radować się posiadaniem jej Boga.

(Autobiografia [fragm.], bł. Anna od św. Bartłomieja)

Pier Giorgio Frassati (bł.): Uwierz, że życie powinno być nieustannym przygotowaniem się do innego życia

// Wrzesień 20th, 2011 // Brak komentarzy » // Pier Giorgio Frassati (bł.)

Kochany Tonino chciałem w ubiegłą sobotę wejść razem z Delpianem na Mont Blanc, ale przez telefon nie porozumieliśmy się dobrze i Delpiano poszedł sam. Z początku było mi bardzo smutno, ale dzisiaj widzę, że to nieporozumienie należało do planu Opatrzności Bożej, bo właśnie mojemu stryjowi, który już długi czas choruje pogorszyło się; byłoby mi nieskończenie przykro, gdybym był daleko. (…)

Chociaż niegodny, stałem się razem z moją dobrą mamą i siostrą zakonną, która z miłością nad nim czuwała, narzędziem Opatrzności Boskiej, bo zdołałem go skłonić do spełnienia wszystkich praktyk religijnych. Uwierz, że gdy przyjmował Świętą Hostię, łzy radości zmieszane ze łzami bólu płynęły po mojej twarzy. Zaraz po przyjęciu przez niego Hostii Pan Bóg miłosierny ukoił jego ból i stryj kazał przywołać miejscowego proboszcza, aby mu okazać, jak jest rad, że przyjął Najświętsze Sakramenty.

Pan Bóg, niezawodny w swoim Nieskończonym Miłosierdziu, nie wejrzał w moje niezliczone grzechy, lecz wysłuchał moich modlitw i modlitw moich bliskich i dał stryjowi tę wielką łaskę, że w pełni świadomości przyjął on ostatnie Sakramenty. Uwierz, że życie powinno być nieustannym przygotowaniem się do innego życia, bo nigdy nie zna się dnia i godziny naszego przejścia tam.

(List do Antonia Severiego, 20.08.1923 r., bł. Pier Giorgio Frassati)

Jan Maria Vianney (św.): Ciągle grzebiecie w sumieniach innych ludzi, a wasze własne zarastają chwastami.

// Wrzesień 17th, 2011 // Brak komentarzy » // Jan Maria Vianney (św.)

Co byście powiedzieli o człowieku, który zajmuje się polem sąsiada, a swoje zostawia odłogiem? Tak właśnie postępujecie. Ciągle grzebiecie w sumieniach innych ludzi, a wasze własne zarastają chwastami. Kiedy śmierć po nas przyjdzie, jaj bardzo będziemy żałować, że tyle czasu poświęciliśmy na zajmowanie się sprawami innych, a tak mało dbaliśmy o własne sumienie. Bowiem nie z postępków bliźniego będziemy rozliczani, lecz z własnych. Patrzmy lepiej we własne sumienie, tak jak się patrzy sobie na ręce, jeśli chce się sprawdzić, czy są czyste.

(Zapiski z Ars. Notatki naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya)

Bonawentura z Bagnoregio (św.): Duszo moja, rozważ z lękiem, co będzie z tobą w dzień ostateczny

// Lipiec 15th, 2011 // Brak komentarzy » // Średniowiecze

O duszo [...] powinnaś wiedzieć, że chociaż straszne jest rozmyślanie o śmierci, to sądzę, że myślenie o Sądzie Ostatecznym jest nie mniej straszne, gdyż wtedy nikt nie będzie mógł zmylić mądrości, złamać sprawiedliwości, nakłonić łagodności, uchylić wyroku, uniknąć kary i słusznej zapłaty. Przeto, duszo moja, rozważ z lękiem, co będzie z tobą w dzień ostateczny, kiedy sumienie będzie cię oskarżać z twych myśli, kiedy żywioły będą cię oskarżać za twe uczynki, kiedy przeciw tobie krzyż stanie na świadectwo, bicze będą krzyczeć, rany się przedstawią, gwoździe mówić będą, blizny będą się skarżyć.

„O jaki ucisk! Tu będą grzechy oskarżające, tam straszna sprawiedliwość, we wnętrzu palące sumienie, w dole okropna otchłań piekła, u góry zagniewany Sędzia sprawiedliwego sądu, na zewnątrz gorejący świat, wewnątrz przerażająca sprawiedliwość sędziego. A jeśli wówczas sprawiedliwy zaledwie się zbawi, to gdzie znajdzie się bezbożny i grzesznik? (1 P 4,18). Ukrycie się będzie niemożliwe, ujawnienie się nie do zniesienia”. To mówi Bernard.

Anzelm zaś powiada: „O duszo grzeszna, drzewo nieużyteczne i suche, skazane na wieczny ogień, co odpowiesz w owym dniu, kiedy w mgnieniu oka będziesz musiała rozliczyć się z czasu ci powierzonego?” Oto duszo moja, cóż ci wtedy przyjdzie z myśli próżnych i leniwych, ze słów płochych, dowcipnych i żartobliwych, z uczynków nieużytecznych i bezowocnych? Dodaje Ambroży: „Biada mi, jeśli nie opłaczę swych grzechów; biada mim jeśli nie wstanę o północy, by Cię chwalić! Już siekiera została przyłożona do korzenia, niechże więc każdy wydaje owoce, ten, kto może, owoce łaski, ten, kto winien, owoce pokuty”.

O duszo, czy czuwasz, czy śpisz, zawsze niech brzmi w twych uszach owa straszna trąba: „Wstańcie umarli, chodźcie na sąd!”. O duszo, niech nigdy nie ustępuje z twej pamięci wyrok: Idźcie (…) przeklęci w ogień wieczny! Pójdźcie błogosławieni, weźmijcie królestwo! (Mt 25,41.34). Cóż bardziej żałosnego i strasznego można pomyśleć niż owo: Idźcie? Cóż bardziej przyjemnego można powiedzieć niż owo: Pójdźcie? Dwa słowa, pierwsze z nich najokropniejsze, drugie najrozkoszniejsze!

O duszo, odłącz się teraz od świata, żebyś owego dnia mogła pozostać z Chrystusem. Teraz uciekaj od świata, żebyś owego dnia mogła pójść za Bogiem Teraz unikaj towarzystwa i znajomości, żebyś owego dnia mogła pójść wraz z rzeszą błogosławionych.

(Rozmowa z samym sobą o czterech rodzajach modlitwy myślnej [fragm.], św. Bonawentura z Bagnoregio)

Pier Giorgio Frassati (bł.): Abym się nie znalazł nie przygotowany w momencie śmierci

// Lipiec 4th, 2011 // Brak komentarzy » // Pier Giorgio Frassati (bł.)

Byłem dziś na pogrzebie magistra humanistyki, przyjaciela Bertiniego, turyńskiego korespondenta gazety „Nazione”. Umarł na suchoty w szpitalu San Luigi i zobaczyłem go dziś, zanim go ułożyli w trumnie. Był w pożałowania godnym stanie. Nie mogłem pozostać w pokoju dłużej niż przez dwie minuty, bo już niemal dokonał się rozkład ciała, dłuższe przebywanie tam było niemożliwe. Ale ten widok był dla mnie zbawienny.

Zastanowiłem się i pomyślałem, że i ja za kilka lat będę w takim stanie, ja też będę budził współczucie pomieszane z odrazą, a jednak czasem dawałem ponosić się ambicjom. Po co? Przecież śmierć, ta wielka tajemnica, ona jedyna sprawiedliwa, bo nie baczy na niczyją osobę, rozprzęgnie moje ciało i w krótkim czasie w proch je zetrze. Ale oprócz ciała materialnego jest jeszcze dusza, której winniśmy poświęcić wszystkie nasze siły, aby mogła stanąć przed Najwyższym Trybunałem bez winy, albo przynajmniej z winami małymi, tak, aby po odbyciu kilku lat pokuty w czyśćcu mogła pójść ku pokojowi wiecznemu.

Ale jak i kiedy przygotować się do tego wielkiego Przejścia? Skoro nie wie się, kiedy śmierć po nas przyjdzie, bardzo roztropne jest, żeby się w każdym dniu gotować na śmierć w tym właśnie dniu. Odtąd więc będę się starał wszystkie moje dni czynić małym przygotowaniem na śmierć, abym się nie znalazł nie przygotowany w momencie śmierci i nie musiał opłakiwać pięknych lat młodości jałowych w sensie duchowym.

(List do Antonia Villaniego, 19.07.1923 r. [fragm.], bł. Pier Giorgio Frassati)

Franciszek z Asyżu (św.): Bójcie się i czcijcie, chwalcie i błogosławcie, dzięki czyńcie i uwielbiajcie

// Maj 23rd, 2011 // Brak komentarzy » // Franciszek z Asyżu (św., wł. Jan Bernardone)

Bójcie się i czcijcie, chwalcie i błogosławcie, dzięki czyńcie i uwielbiajcie Pana Boga wszechmogącego w Trójcy i Jedności, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stwórcę wszystkich rzeczy. Czyńcie pokutę, czyńcie godne owoce pokuty, bo wkrótce umrzemy. Dawajcie a będzie wam dane. Odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. I jeśli nie odpuścicie ludziom ich grzechów, Pan nie odpuści wam grzechów waszych; wyznawajcie wszystkie wasze grzechy. Błogosławieni, którzy umierają w pokucie, bo będą w królestwie niebieskim. Biada tym, którzy umierają bez pokuty, bo będą synami diabła, pełniącymi jego uczynki i pójdą w ogień wieczny. Wystrzegajcie się i powstrzymujcie od wszelkiego zła i wytrwajcie w dobrym aż do końca.

(Reguła niezatwierdzona [fragm.], św. Franciszek z Asyżu)

Meliton z Sardes: To Ja śmieć zniszczyłem!

// Kwiecień 26th, 2011 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Pan przyoblekł się w człowieka i cierpiał dla tego, który cierpi i dał się związać dla tego, który jest w więzach, i był sądzony dla tego, który jest winien, i został pogrzebany dla tego, który jest pogrzebany. A powstawszy z martwych zakrzyknął wielkim głosem:

„Kto się odważy ze mną spór toczyć? Niech stanie przede mną! To ja uwolniłem skazańca, ja ożywiłem umarłego, ja wskrzesiłem pogrzebanego, Kto przeciw mnie wystąpi? To ja – mówi On – jestem Chrystusem; to ja śmieć zniszczyłem, odniosłem tryumf nad wrogiem, zdeptałem piekło, związałem mocarza, i wyniosłem człowieka na wyżyny niebieskie. To ja – mówi On – jestem Chrystusem”.

(Homilia Paschalna [fragm.], Meliton z Sardes)

Aniela Salawa (bł.): Co to za łaska Boża, że Bóg do człowieka przychodzi

// Marzec 12th, 2011 // Brak komentarzy » // Aniela Salawa (bł.)

Pragnęła przy mnie umrzeć i żebym ja ją ubrała, toteż się tak stało, bo umierała w niedzielę, co ja czas miała. (…)

Powoli gasło życie w niej. Wiele szczegółów pomijam, bo o tym zeznają jej spowiednicy, jak też co do tego adwokata i tej służby co ją tak wyrzucili jak troszkę śmieci na łopatce wyrzuca się. Na 4 dni przed jej śmiercią zabrali ją do stowarzyszenia św. Zyty — do szpitalika, gdyż nieustannie opieki już potrzebowała. W niedzielę raniutko  zaglądam do niej i mówią mi że już jest umierająca. Zaglądam do niej i widzę, że umiera. Jej życzenia się spełniły. Doczekała się nareszcie.

Pragnęła umrzeć na wzór Pana Jezusa — opuszczona, to też mając krewnych i przyjaciół dużo, wszyscy ją opuścili. W oczach miała łzy i nie patrzała nic. Chore obok niej leżące mi mówiły, że w nocy rozmawiała z Matką Najświętszą w te słowa: „Przyszłaś Matuchno Niepokalana, przyszłaś odwiedzić swoje dzieci”; a po raniutkiej Komunii św. te słowa mówiąc: „Co to za łaska Boża, że Bóg do człowieka przychodzi”. O godzinie 4 po południu odeszła na wakacje niebieskie.

Napisałam tak niestarannie ale proszę mi wybaczyć moje błędy bo w nocy piszę, a zresztą taka ja nie umiem inaczej.

(Wspomnienia o Anieli Salawie, 20.01.1930 r. [fragm.], Anna Pachacz)

Gerard Majella (św.): Żyć będę, jak gdybym umarł

// Luty 7th, 2011 // Brak komentarzy » // Gerard od Najświętszego Zbawiciela (św., wł. Gerard Majella)

Duch Boży sprawił, że pojąłem lepiej następującą zasadę: że żyć będę, jak gdybym umarł dziesięć lat temu, nie pragnąc niczego i nie mając żadnych roszczeń do niczego. Pracować będę na tym świecie, jak gdybyśmy byli sami, ja i Pan Bóg.

(Postanowienie, 21 września, św. Gerard Majella)

Ojciec Pio (św.): Ostatnia godzina

// Styczeń 18th, 2011 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Ojciec Pio (św.)

Kiedy wybije nasza ostatnia godzina, ustanie bicie naszego serca, wszystko się dla nas skończy, a więc i czas naszego zasługiwania i niezasługiwania. Takich jakimi jesteśmy, spotka nas śmierć i tacy staniemy przed Chrystusem, Sędzią. Nasze błagalne wołania, nasze łzy, nasze akty żalu, które jeszcze na ziemi zdobyłyby serce Boga, mogłyby z nas, grzeszników, uczynić – przy pomocy sakramentów – ludzi świętych; ale w owym momencie nie będą miały żadnej wartości; czas miłosierdzia minie i rozpocznie się czas sprawiedliwości.

Jan Chryzostom (św.): Nie ozdabiajmy domów naszych, ale raczej jeden tylko dom: duszę naszą

// Grudzień 19th, 2010 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Pierwsze wieki

Nie ozdabiajmy domów naszych, ale raczej jeden tylko dom: duszę naszą. Czyż bowiem nie wstyd, że niepotrzebnie i lekkomyślnie wykładamy marmurami nasze ściany, a nie dbamy o Chrystusa, który przechodzi koło nas odarty z szat i obnażony? Jakaż ci korzyść ze wspaniałego domu, człowiecze? Czy zabierzesz go z sobą, gdy odejdziesz? Duszę zaś będziesz niósł z sobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz.

Katarzyna ze Sieny (św.): Tylko w tym życiu zdobywa się zasługę lub grzeszy się

// Listopad 29th, 2010 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)

Cóż ci rzecz o dobru, którego doznawać będą ciała uwielbione w uwielbionym człowieczeństwie Jednorodzonego Syna mego, dającym wam pewność waszego zmartwychwstania. Radować się będą na widok Jego ran zawsze świeżych, na widok blizn zawsze otwartych w Jego ciele, które wołają ustawicznie i miłosierdzie dla was do Mnie, najwyższego i wiecznego Ojca. Wszyscy weselić się będą podobieństwem z Nim. Oko ich będzie podobne do Jego oka, ręce ich do Jego rąk, całe ich ciało do ciała słodkiego Słowa, Syna mojego. Będąc we Mnie, będą w Nim, który jest jednym ze Mną. Oko ich ciała będzie rozkoszować się w uwielbionym człowieczeństwie Słowa, Jednorodzonego Syna mojego.

Czemuż to? Bo życie ich skończyło się w umiłowaniu mej miłości i przeto miłość ich trwać będzie wiecznie. Nie aby mogli zdziałać jeszcze coś dobrego, lecz znajdują radość w tym, co uczynili. To znaczy, że nie mogą dokonać żadnego czynu zasługującego, za który mogliby oczekiwać nagrody. Bo tylko w tym życiu zdobywa się zasługę lub grzeszy się, według użytku, jaki podoba się komu uczynić z wolnej woli.

Ci nie czekają ze strachem sadu Bożego, lecz z weselem. Oblicze Syna mojego nie wydaje się im strasznym, ani pełnym nienawiści, gdyż zmarli pełni miłości dla Mnie i życzliwości dla bliźniego.

Widzisz więc, że oblicze Jego nie zmieni się w sobie, kiedy On przyjdzie z majestatem moim sądzić świat, lecz zmieni się dla części tych, którzy będą przez Niego sądzeni. Potępionym ukaże się pełen nienawiści i surowości, zbawionym pełen miłości i miłosierdzia.

(Dialog o Bożej Opatrzności, XLI [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)

Katarzyna ze Sieny (św.): Nie ciało czyni duszę szczęśliwą, lecz dusza darzy ciało szczęśliwością

// Listopad 28th, 2010 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)

Nie myśl, że szczęśliwość ciała po zmartwychwstaniu przysporzy szczęśliwości duszy. Wynikałoby z tego, że dopóki dusza jest oddzielona od ciała, posiada szczęśliwość niedoskonałą. To być nie może, gdyż nie brak jej niczego do doskonałości. Nie ciało czyni duszę szczęśliwą, lecz dusza darzy ciało szczęśliwością; ona wzbogaci je własną obfitością, gdy w ostatni dzień sądu przyodzieje się własnym ciałem, które zrzuciła.

Jak dusza jest nieśmiertelna, jak została utrwalona i ustalona we Mnie, tak ciało przez to zjednoczenie staje się nieśmiertelne; straciwszy swą ciężkość staje się subtelne i lekkie. Tedy wiedz, że ciało przyjęte do chwały przeszłoby poprzez mur; ani ogień, ani woda nie wyrządzi mu szkody; nie swą własną siłą, lecz siłą pochodzącą z duszy, będącą darem łaski, udzielonym przez Mą niewysłowioną miłość, która kazała Mi ją stworzyć na obraz i podobieństwo Moje. Oko intelektu twego nie zdoła zobaczyć, ani ucho twoje usłyszeć, ani język twój opowiedzieć, ani serce pomyśleć jak wielkie jest dobro wybranych (por. 1 Kor 2,9).

Jakaż rozkosz dla nich widzieć Mnie, który jestem wszelkim dobrem. O jaką radość czuć będą posiadłszy uwielbione ciało. Dobra tego dostąpią dopiero na sądzie powszechnym, lecz teraz nie czują cierpienia. Niczego nie brak im do szczęśliwości dusza jest pełna w sobie; ciało będzie uczestniczyć w tej szczęśliwości, jak ci rzekłem.

(Dialog o Bożej Opatrzności, XLI [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)

Atanazy Wielki (św.): Każdego dnia umieram

// Listopad 26th, 2010 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Żeby się nie zaniedbywać, dobrze jest rozważać słowa Apostoła: Każdego dnia umieram (1 Kor 15,31). Bo i my, gdybyśmy żyli, każdego dnia jakby umierając, nie grzeszylibyśmy. Powiedziano to dlatego, abyśmy, budząc się każdego dnia, sądzili, że nie dożyjemy wieczora, a znów idąc spać sądzili, że już się nie zbudzimy. Niepewne jest bowiem z natury nasze życie, a każdy dzień odmierzony przez Opatrzność.

Mając takie usposobienie i w ten sposób każdego dnia żyjąc, nie zbłądzimy ani nie będziemy niczego pragnąć, ani gniewać się na nikogo, ani gromadzić na tej ziemi, ale uważając, że każdego dnia jakby umieramy, nie będziemy nic posiadali, ze wszystkimi żyjąc w zgodzie. Pożądanie kobiety czy inne nieczyste uciechy nie pokonają nas nigdy, ale odwrócimy się od nich jak od rzeczy przemijających, walcząc i przewidując dzień sądu. Zawsze bowiem większy strach, mianowicie lęk przed torturami, niweczy słodycz przyjemności i wyprostowuje duszę chylącą się ku dołowi.

(Żywot św. Antoniego, św. Atanazy Wielki)