Jan Bosco (św.): Zbawienie lub zguba naszej duszy zależy od kierunku, jaki nadamy naszemu życiu
// Styczeń 31st, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek
Postanowiłem zostać kapłanem i zdałem egzamin wstępny do seminarium. Teraz przygotowywałem się do dnia, w którym miałem założyć ubiór kleryka. W zamyślenie wprawiło mnie przekonanie, że normalnie zbawienie lub zguba naszej duszy zależy od kierunku, jaki nadamy naszemu życiu.
Prosiłem wielu przyjaciół, by modlili się za mnie. Odprawiałem nowennę. W dzień św. Rafała, 25 października, przystąpiłem do spowiedzi i do Komunii świętej. Przed uroczystą mszą proboszcz z Castelnuovo, ks. Cinzano, pobłogosławił szatę kleryka i kazał mi ją założyć. Kazał mi odłożyć świeckie ubranie z tymi oto słowami: „Niech cię Pan wyzwoli ze starego człowieka z jego uczynkami i skłonnościami”. A ja powiedziałem sobie w sercu: „Ileż starych rzeczy należy wyrzucić z mojego życia! Mój Boże, wykorzeń moje złe nawyki”. Kapłan wręczył mi białą koloratkę, mówiąc przy tym: „Niech Pan przyoblecze cię w nowego człowieka, który został stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości”. Poczułem się głęboko wzruszony i w duchu rzekłem: „Mój Boże, spraw,abym zaczął rzeczywiście nowe życie w myślach, słowach i uczynkach. Maryjo, bądź moim zbawieniem”.
Po mszy – niespodzianka. Proboszcz poprosił mnie, bym towarzyszył mu na przedmieściu Bardella, gdzie obchodzono właśnie święto patrona dzielnicy. Chciał mi tym zrobić przyjemność, ale okazało się, że charakter tej imprezy nie bardzo dla mnie pasował. Wydawałem się kukiełką w nowym stroju, która wystawia się na pokaz, aby ją chwalili. Miało to jeszcze inne złe strony. Po tygodniach skupienia, będących okresem przygotowania do tego dnia, musiałem uczestniczyć w obiedzie wśród mężczyzn i kobiet, którzy zgromadzili się, by się pośmiać, pogadać, zjeść, popić i zabawić się. Mówiono o zabawach, grach i meczach. Cóż wspólnego mogli mieć oni z kimś, kto zaledwie parę godzin wcześniej przywdział świętą szatę, by całkowicie poświęcić się Bogu?
Proboszcz to zauważył. W drodze powrotnej do domu zapytał mnie, dlaczego przez cały czas byłem zamyślony. Szczerze mu odpowiedziałem, że poranne obrządki kłóciły się z popołudniowym nastrojem. Dodałem:
– Czy ksiądz sam zresztą nie widział tych duchownych, prawie że pijanych, i pajacujących za stołem? Niemalże obrzydzili mi postać kapłana. Gdybym miał stać się podobnym do nich, wolałbym zdjąć tę szatę i żyć jak ubogi chrześcijanin.
Proboszcz odrzekł mi:
– Świat jest niestety taki i trzeba go brać, jakim jest. Musisz zobaczyć zło, by potem go unikać. Nikt nie zostanie dobrym żołnierzem, jeśli nie zna się na broni. My, którzy ciągle toczymy walkę z nieprzyjacielem dusz, musimy tak postępować.
Nic na to nie odpowiedziałem, ale w duchu postanowiłem:
– Nigdy więcej nie będę uczestniczył w przyjęciach, jeśli nie okaże się to absolutnie konieczne dla chwały Bożej.
W następnych dniach wiele razy rozmyślałem nad moim stylem życia. Musiałem go radykalnie zmienić. Co prawda, i do tej pory nie byłem złym człowiekiem, ale w mojej postawie dominowały: rozproszenie, duma, chęć zabawy, bieganie, czyli rozrywki – rzeczy, które dają chwilową radość, a nie zaspokajają serca. By ustalić program nowego, odmiennego stylu życia, który miał mnie już na zawsze obowiązywać, sformułowałem sobie siedem postanowień:
1. Nie będę więcej uczestniczył w publicznych występach i jarmarkach. Nie będę chodził do teatru i przyglądał się zabawom. Zrobię co tylko się da, by nie uczestniczyć w obiadach i przyjęciach.
2. Nie będę więcej występował jako iluzjonista ani linoskoczek. Nie będę chodził po linie, grał na skrzypcach i uczestniczył w polowaniach, sądzę bowiem, że rzeczy te są sprzeczne z życiem księdza.
3. Zawsze znajdę czas na rozmyślania i medytacje. Będę wstrzemięźliwy w jedzeniu i piciu. Będę spał tylko tyle godzin, ile jest niezbędne dla zdrowia.
4. Dotychczas czytałem wiele książek świeckich. Odtąd, by służyć Bogu, będę czytał książki o tematyce religijnej.
5. Ze wszech sił będę zwalczał myśli, słowa i lektury sprzeczne z duchem czystości i praktykował będę wszystko, co służy zachowaniu tej cnoty.
6. Codziennie będę się modlił do Pana. Każdego dnia odprawię rozmyślanie i czytanie duchowe.
7. Codziennie opowiem kolegom, przyjaciołom i krewnym takie zdarzenia i poruszę myśli, które służą dobru. Jeśli nikogo nie spotkam, będę mówił o budujących rzeczach przynajmniej z matką.
Tak przedstawiają się postanowienia, jakie podjąłem w dniu, w którym zostałem klerykiem. Aby dobrze utkwiły w pamięci, stanąłem przed obrazem Matki Boskiej, tam je odczytałem i złożyłem jej formalne przyrzeczenie, że będę ich przestrzegał bez względu na wyrzeczenie, jakie trzeba będzie ponieść.
(Wspomnienia Oratorium [fragm.], św. Jan Bosco)


Nareszcie, oto nadeszła godzina Pana, aby otworzyć przed Siostrą furtę. To znak, że Bóg otwiera Ci bramę do Nieba! Podzielam Twoją radość, lecz mam jeszcze coś do powiedzenia. Oto jaki posag powinien koniecznie wejść z Tobą do klasztoru: koszula, habit, welon. Koszula oznacza pokorę. Habit oznacza miłość i łagodność. A welon oznacza, że trzeba mieć oczy zamknięte na wszystkie rzeczy ziemskie. Bóg sam wystarczy! Oto trzy cnoty, o które Bóg Cię prosi: pokora, miłość i łagodność oraz cierpliwość. Wtedy będziesz doskonała i Niebo będzie dla Ciebie otwarte.
Nikt, kto patrzy realistycznie na nasz współczesny świat, nie może uważać, że chrześcijanie mogą poprzestać na tym, co zwykle czynią, nie zważając na głęboki kryzys wiary, który dotyka naszego społeczeństwa, czy też po prostu uważać, że owo dziedzictwo wartości, przekazanych przez wieki chrześcijaństwa, będzie nadal inspirować i kształtować przyszłość naszego społeczeństwa.
Brak duszpasterzy jest przyczyną głębokiego smutku Kościoła świętego, w tym samym czasie doprowadzając dusze do ruiny. Liczba księży zmniejsza się, liczba powołań maleje, seminaria są zamykane, zgromadzenia i wspólnoty zakonne tracą siłę. Miasta i wioski cierpią z powodu braku duchowieństwa, kiedy ludzie umierają bez wsparcia kapłana.
Bóg jest Pełnią, w Nim zawiera się wszelka łaskawość. Lecz Jego wolą było stworzyć świat ku swej chwale. On jest wszechmogący, wszelki byt mógł zachować w sobie, lecz było Jego wolą, by wszystko się dopełniło przez stworzenia, którym dał początek. Wszyscy jesteśmy stworzeni ku Jego chwale – stworzeni, by pełnić Jego wolę. Tak i ja powstałem, by żyć i czynić to, co tylko mi zostało przeznaczone. Mam swoje miejsce w Bożym planie, w Jego porządku stworzenia, które nikomu innemu nie jest dane. Czy to w bogactwie, czy w niedostatku, czy jestem wzgardzony lub poważany przez ludzi – Bóg zna mnie i woła po imieniu.
Bóg zawsze będzie nas darzył tym, czego potrzebujemy, by wypełnić misję, którą zechce nam powierzyć… Jeśli tak postanowi, będą to dary nadnaturalne, niewymagające z naszej strony żadnego przygotowania, tak jak w wypadku wielkich apostołów, Piotra i Pawła (…).
Nie jest przeto kłamcą i obłudnikiem ten, kto obrawszy stan doskonałości, nie jest doskonałym; staje się nim wtedy, gdy wyrzeka się dążenia do doskonałości.
Augustyn zwracając się do Boga, tak o tym mówi: „Mniej Ciebie kocha ten, kto oprócz Ciebie kocha coś innego jeszcze, co nie ze względu na Ciebie miłuje”. W innym swoim dziele tak pisze: „Wzmaga miłość, kto zmniejsza chciwość; jej doskonałość, to całkowite wyzbycie się chciwości”. Posiadane bowiem ziemskie rzeczy wabią i pociągają do ich miłowania. Augustyn tak tę myśl wyraża: „Bardziej miłuje się dobra ziemskie już posiadane niż te, których się dopiero pożąda. Bo dlaczegóż to ów ewangeliczny młodzieniec odszedł smutny, jeśli nie dlatego, iż posiadał wielkie bogactwa? Co innego bowiem jest nie chcieć posiadać tego, czego się nie ma, a co innego porzucić dobra już posiadane. Tamte porzuca się jako obce, a te trzeba obcinać jakby własne członki”. A Chryzostom tak mówi: „Mnożenie majątku wznieca coraz większy płomień, i chciwość staje się tym potężniejsza”. Wniosek jest taki: Aby osiągnąć doskonałość miłości wymagane jest dobrowolne ubóstwo jako pierwszy warunek i krok, a więc by żyć bez posiadania czegoś na własność, stosownie do słów Pańskich: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj to, co posiadasz i rozdaj ubogim … Potem przyjdź i chodź za Mną (Mt 19,21).

