Wpisy otagowane ‘naśladowanie świętych’

Bernadetta Soubirous (św.): Zaznaczać wady, które mieli święci

// Kwiecień 16th, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Sądzę, że powinno się zaznaczać wady, które mieli święci, i wskazywać środki, których używali, by się z nich poprawić. To by i nam się przydało. Dowiedzielibyśmy się, jak się należy do tego brać. Lecz mówi się tylko o ich objawieniach lub o cudach, których dokonali. To nie może służyć do naszego postępu.

(Słowa św. Bernadetty Soubirous na podstawie zeznań s. Kazimiery Callery [fragm.], Proces Apostolski w Nevers)

Anzelm od św. Andrzeja Corsini (sł. Boży): Przy boku świętych

// Listopad 3rd, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Przez zachwycenia, objawienia nie idziemy zwykle do Boga, nie obcujemy z Nim. Najczęściej zbliżamy się do Niego, jak powiada św. Matka nasza Teresa [od Jezusa], przez Jego przyjaciół (Droga Doskonałości, 7,4), a święci są przyjaciółmi Boga; podnosili się oni tu na ziemi przez wiarę ku niebu, trzymali się ręki Bożej przez ufność i kochali Go nie tylko siłą uczucia, ile siłą uczynków, pełniąc Jego wolę, objawioną sobie w przykazaniach Boskich, w prawach Kościoła i obowiązkach własnego stanu.

Z tymi przyjaciółmi Boga bliżej nam do Boga niż przez nasze własne wzloty, bo oni, jak Rafał Tobiasza (por. Tb 4 n.), prowadzą nas przez to życie drogą przez siebie już doświadczoną: znają niebezpieczeństwa, podają lekarstwa, niweczą siłę szatana czyhającego na naszą zgubę, pomnażają w nas majątek dóbr Boskich, to jest wiary, ufności i każą nam nie bawić się miłością, lecz pełnić miłość Boga i bliźniego okazaniem uczynku.

Przy boku tych świętych widzimy słabość naszą, lecz czujemy także moc i skuteczność łaski, zachęcając się widokiem naszych przyjaciół nam pokrewnych i rodem, i stanem i skłonnościami natury. Mogli oni, możemy i my! Takie obcowanie ze świętymi podnosi nas do Boga, łączy nas z Nim i sprawia, że nasze obcowanie jest ciałem wprawdzie na tej brudnej ziemi, lecz duchem jest w niebie.

(Współżycie nasze ze świętymi, Głos Karmelu 1931 [fragm.], Anzelm od św. Andrzeja Corsini)

Anzelm od św. Andrzeja Corsini (sł. Boży): Gdy mowa o świętych…

// Czerwiec 30th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Gdy mowa o świętych, oczy nasze spoglądają w górę, w niebo, gdzie widzą przez światło wiary rzesze przyjaciół Bożych, kochających i kochanych, nieskończenie szczęśliwych widzeniem Boga i wzajemnym współżyciem przy Jego stole (Por. Łk 12,37; 22,30) razem ze swym Królem, Jezusem Chrystusem i razem ze swą Królową, Maryją. W niebie są wszyscy świętymi, bo tam nic skalanego nie wejdzie (por. Ap 21,27), są pełni Boga i we wszystkich Bóg sobie podoba i ma ich zapisanych w księdze żywota (por. Dn 12,1; Flp 4,3; Ap 3,5; 21,27).

Lecz nie wszyscy w wiecznym weselu i pokoju mieszkający mają ten jakby dyplom świętości, wystawiony tu na ziemi przez Kościół. Są to ci jedynie, którzy tu na ziemi, przeszedłszy przez wiele utrapień, zostawili niezbite dowody swych cnót i wytrwania w łasce, których życie uwieńczone cnotami heroicznymi Kościół w surowym i bezwzględnym procesie uznał i podał jako wzór do naśladowania, których głos Boga, przemawiający cudami, zdziałanymi przez ich pośrednictwo, potwierdził w świętości, a wreszcie Kościół przez usta Namiestnika Chrystusowego ogłosił, że są świętymi i przyznał im szczególniejszą cześć i chwałę. O tych świętych szczególniej myślimy, gdy mowa o świętych, w nich możemy wychwalać Boga i Jego dzieła, ich możemy wzywać i przykłady ich cnót bezpiecznie naśladować.

Są również święci na ziemi, lecz ci, póki żyją, nie noszą aureoli świetlanej na głowie, noszą natomiast koronę cierniową umartwienia Jezusowego (por. 2 Kor 4,8) i krzyż Jego najświętszy dźwigają (…) są deptani i prześladowani, ćwiczeni w ogniu utrapienia; kochają Boga i bliźnich, lecz dzieła swoje ukrywają, aby nie wiedziała lewica, co czyni prawica (por. Mt 6,3). Wzdychaniem, modlitwą, ofiarą i dziełami miłości wznoszą się przez wiarę do nieba, do swych braci królujących, zdobywając królestwo Boże dla siebie i dla bliźnich. Kościół cieszy się z nich i chlubi nimi, lecz nie wystawia im dyplomu świętości, bo jeszcze nie wytrwali do końca.

Są wreszcie święci, których imiona są już zapisane w księdze żywota, którzy już z tego świata odeszli, do królestwa jednak nie weszli. To dusze w czyśćcu, święci, którzy jeszcze długi mają do spłacenia. Ci płaczą i wzdychają za ojczyzną i Bogiem, jak więźniowie, którzy pewni są wolności, lecz po spłaceniu kary lub po odsiedzeniu więzienia. Mili są oni Bogu i mili Kościołowi, miłują Boga i miłują swych braci na ziemi, lecz nie mogąc się stawić w niebie ze skazą kary, czekają z miłością, aż ich sprawiedliwość Boga w ogniu czyśćcowym oczyści.

Pewna i pocieszająca jest prawda, że te trzy zrzeszenia świętych, przyjaciół Boga, nie stanowią trzech odrębnych królestw, lecz jedno królestwo, którego Chrystus jest Głową (…). Miłość Boża łączy te na pozór rozdzielone członki w jedną Bożą rodzinę, obcującą i pomagającą sobie nawzajem, miłość bowiem nigdy nie umiera ani ze śmiercią nie zmienia swojej natury (…).

Łączność miłości, jaka istniej między niebem, ziemią i czyśćcem, zapewniająca Bogu chwałę, świętym cześć należną, duszom w czyśćcu wybawienie, wiernym na ziemi pomoc i wytrwanie, nazywa się „świętych obcowaniem”.

(O wzorach życia duchowego, czyli o świętych, Głos Karmelu 1930 r. [fragm.], o. Anzelm od św. Andrzeja Corsini)

Maria Kandyda od Eucharystii (bł.): Myślą i sercem rozpoczęłam nawiedzać Jezusa w tabernakulum

// Czerwiec 24th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Myślą i sercem rozpoczęłam nawiedzać Jezusa w tabernakulum w ciągu dnia, a także nocą. Adorowałam Go we wszystkich świątyniach świata, w tych zwłaszcza, w których pozostawał najbardziej zapomniany. Nocą przerywałam sen, aby Go na klęczkach uwielbiać. Widziałam w duchu te ciemne kościółki i zamknięte drzwiczki tabernakulów. Mówiłam Jezusowi, że u stóp każdego ołtarza stawiam moje serce jak wieczną lampkę, aby nieustannie Go adorowało, dziękowało Mu, kochało Go i wynagradzało.

Zawarłam przymierze z Jezusem, na mocy którego w każdym kościele świata katolickiego, gdziekolwiek znajdowałoby się tabernakulum, gdziekolwiek przebywałby On w Sakramencie Ołtarza, moje serce będzie z Nim; by Go kochać, wielbić i wynagradzać w imieniu własnym i całego stworzenia, które Go opuszcza i nie chce Go poznać. To przymierze miało mnie obowiązywać nie tylko przez czas mojego życia ziemskiego, ale tak długo, dopóki On pozostanie w Najświętszym Sakramencie, czyli aż do skończenia wieków.

(Autobiografia [fragm.], bł. Maria Kandyda od Eucharystii)

Katarzyna ze Sieny (św.): Śladami tych, którzy naśladowali Chrystusa

// Czerwiec 22nd, 2011 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)

Człowiek oświecony prawdziwym światłem nie odwraca się do tyłu, ale poznawszy siebie i dobroć Bożą idzie naprzód taką drogą i w taki sposób, jak słodki Jezus i święci; którzy Go naśladowali. Jezus staje się celem i metą dla człowieka. Aby Go osiągnąć, aby dojść do tego błogiego końca, człowiek trzyma się prostej drogi z tak wielkim pragnieniem i miłością, że o nic nie dba i niczego się nie lęka. Nie zawraca z drogi nawet wtedy, gdy napotka kolce, zmartwienia czy zbójców.

Miłość uwalnia człowieka od niewolniczej bojaźni i strachu, prowadząc go śladami tych, którzy naśladowali Chrystusa. Człowiek poznaje i widzi, że urodzili się oni tak samo jak on, rośli i jedli tak samo jak on, a w ich czasach odnajduje tę samą dobroć i szczodrobliwość Boga, jaką spotyka teraz.

(List CLXXIII do abpa Otranto, styczeń 1376 r. [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)

Zofia Paula Tajber (sł. Boża):Muszę kroczyć za łaską Bożą szybko i śmiało

// Maj 5th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Chcę kochać Boga coraz goręcej i potężniej, i pożądam to kochanie pomnożyć bezgranicznie, lecz nie z tą myślą, ażeby kochać tak, jak ten lub ów Święty – czy najbardziej – nawet ponad wszystkich Świętych, o nie! Ja niczyjego stopnia miłości nie chcę ścigać, bo każdy był wielki i święty, ale swego rodzaju i dla niego wyznaczony. Lecz chcę ścigać ten stopień, który mi Bóg najsłodszy wyznaczył w Sobie do zdobycia, a jest on bardzo wielki i wszechstronny, gdyż Jezus kiedyś za życia swego ziemskiego mówił:  „Bądźcie doskonałymi, jako Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest”.

Zatem granica mej świętości i miłości jest bezgraniczna, a trzeba ją zdobyć! Taka Wola Boga Samego. Więc muszę kroczyć za łaską Bożą szybko i śmiało, bo bardzo daleko, lecz z Jezusem wszystko może stać się prędko, byleby w Nim stale trwać!

Teresa z Los Andes (św.): Czytam Elżbietę od Trójcy Świętej

// Kwiecień 12th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa z Los Andes (św., wł. Juanita Fernández Solar)

Czytam Elżbietę od Trójcy Świętej. Zachwyca mnie. Jej dusza podobna jest do mojej. Gdyby nawet nie została świętą, będę ją naśladować i będę świętą. Pragnę żyć z Jezusem w głębi mojej duszy. Chcę obronić Go przed Jego nieprzyjaciółmi. Pragnę żyć życiem nieba, jak to mówi Elżbieta, będąc uwielbieniem chwały:

  1. 1.Żyjąc boskim życiem. Kochając Boga czystą miłością. Dając siebie Jemu bez reszty.
  2. 2. Żyjąc w wewnętrznym zjednoczeniu z Oblubieńcem mojej duszy.
  3. Wypełniając wolę Bożą we wszystkim. W jaki sposób? W każdej chwili z radością spełniając swoje obowiązki. Nic nie może mnie zaniepokoić. Wszystko musi być pokojem, jak pokój zalewający aniołów w niebie.
  4. Żyjąc w milczeniu, aby Duch Święty wydobył ze mnie harmonijne dźwięki, a Ojciec wraz z Duchem Świętym kształtował we mnie obraz Słowa
  5. Cierpiąc, bowiem Chrystus cierpiał przez całe swoje życie i był uwielbieniem chwały swego Ojca. Będę cierpiała z radością za własne grzechy i za grzeszników.
  6. Żyjąc życiem wiary. Rozważając wszelkie sprawy z nadprzyrodzonego punktu widzenia. Odbijając Chrystusa jak w zwierciadle w naszych czynach.
  7. Żyjąc w stanie ciągłego dziękczynienia, tak aby nasze myśli, pragnienia i czyny były nieustannym dziękczynieniem.
  8. Żyjąc w ciągłej adoracji, podobnie jak aniołowie, powtarzając: “Święty, Święty”, itd. Nie mogąc jednak modlić się stale, powinniśmy, przed każdą czynnością, przynajmniej odnawiać intencję: w ten sposób będziemy uwielbieniem chwały i będziemy żyć życiem Nieba. Co więcej, musimy coraz bardziej rozpalać się żarliwością o chwałę Bożą.

(Dziennik 15.7.1917 r. [fragm.], św. Teresa z Los Andes)

Chiara Lubich: Maryja jest pierwowzorem ludzi, którzy umieli zaprzeć się samych siebie

// Marzec 26th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Św. Jan od Krzyża mówi, że ten kto umie zaprzeć się samego siebie postępuje więcej w ciągu jednego miesiąca, niż inni przez swoje zabiegi w ciągu długiego czasu. Zaprzeć się samego siebie…jest to twarde słowo dla świata, który go nie lubi, ponieważ nie jest to słowo nowoczesne, nie jest na te czasy, to słowo nie otwiera, a przeciwnie skręca szyję i trąci zapachem zakrystii.

Jeśli jednak przyjrzymy się pięknu oblicza Maryi, wyrażonego na bardzo wielu obrazach, malowanych w ciągu wieków przez tylu artystów, to zauważymy, że oblicza Maryi tchną rajem, są nasycone niebiańskim spokojem, jest w nich urok ogrodów harmonijnie urządzonych. A jest rzeczą pewną, że Maryja jest pierwowzorem ludzi, którzy umieli zaprzeć się samych siebie.

Jakub Alberione (bł.): Zróbcie to, co robili święci: z każdą troską szli do źródła

// Marzec 20th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Pan przygotował swoje słowo jako pokarm dla naszych umysłów, tak jak przygotował chleb dla naszego ciała. Kiedy jesteście smutni, otwórzcie Pismo Święte, a znajdziecie słowa, które was pocieszą. Podobnie kiedy macie wątpliwości, kiedy nęka was strach i niepewność, kiedy stoicie przed ważnymi wyborami, zróbcie to, co robili święci: z każdą troską szli do źródła.

Faustyna Kowalska (św.): Świętych ślady

// Marzec 5th, 2011 // Brak komentarzy » // Faustyna Kowalska (św.)

Z tęsknotą patrzę na świętych ślady,
Którzy przeszli przez puszczę tę do ojczyzny,
Zostawili mi przykład cnoty i swe rady
I mówią mi – cierpliwości, siostro,
już niedługo spadną więzy.

(Dzienniczek 1304 [fragm.], św. Faustyna Kowalska)

Franciszek Salezy (św.): Za każdą sprawą Świętych każdy z nas iść może

// Styczeń 24th, 2011 // Brak komentarzy » // Franciszek Salezy (św.)

Miej zawsze pod ręką jakąś dobrą pobożną książkę, np. św. Bonawentury, Gersona, „Naśladowanie Jezusa Chrystusa”, Dionizego Kartuza, Ludwika Blozjusza, Ludwika z Grenady, Stalli, Ariasa, Pinellego, Duponta, Jana z Avila, „Walkę duchową” [Wawrzyńca Scupoli], „Wyznania” św. Augustyna, „Listy” św. Hieronima i tym podobne. I każdego dnia czytaj cokolwiek, z wielką pobożnością, jak gdybyś czytała listy Świętych pisane do ciebie z Nieba, do Nieba wskazujące ci drogę i dodające męstwa, żebyś tą drogą szła.

Czytaj też dzieje i żywoty świętych, w których, jak w zwierciadle zobaczysz obraz życia chrześcijańskiego, a stosownie do twego powołania z ich spraw wciągaj dla siebie pożytek. Bo aczkolwiek pomiędzy ich sprawami niemało jest takich, których osoby żyjące wśród świata nie mogą ściśle naśladować, to przecież bliżej czy dalej za każdą sprawą Świętych każdy z nas iść może.

I tak: samotność św. Pawła Pierwszego Pustelnika, możesz naśladować szukaniem samotności ducha i rzeczywistej (…). Zupełne ubóstwo św. Franciszka możesz naśladować przez tworzenie sobie ubóstwa pośród dostatków (…). I tym podobnie.

To prawda, że są wśród żywotów Świętych takie, które rzucają na drogę naszego życia więcej światła niż inne. Jako pierwszy będzie to żywot św. Teresy [od Jezusa – „Księga mojego życia”], najosobliwszy pod tym względem, a dalej: żywoty pierwszych jezuitów, św. Karola Boromeusza, arcybiskupa mediolańskiego, św. Ludwika, św. Bernarda, Kroniki św. Franciszka i tym podobne. Z kolei niektóre inne mogą być bardziej podziwiane niż naśladowane; będą to np. żywoty św. Marii Egipcjanki, św. Szymona Słupnika, św. Katarzyny Sieneńskiej czy Genueńskiej, św. Anieli i tym podobnych. Te jednak służą nam tym, że zapalają nas do miłości Bożej.

(Filotea 2, 17 [fragm.], św. Franciszek Salezy)

Magdalena od Ducha Świętego: Jan od Krzyża był i jest wzorem i mistrzem

// Grudzień 14th, 2010 // Brak komentarzy » // Jan od Krzyża (św.)

Zarówno za życia, jak i teraz po śmierci nasz wielki Ojciec i święty brat Jan od Krzyża, był i jest wzorem i mistrzem doskonałości zakonnej, a jego cnoty były tak wielkie, że wydaje mi się zuchwalstwem z mojej strony, która ich nie mam, aby o nich mówić.

Jan van Ruusbroec (bł.): Zwyciężać własną wolę, miłować Boga, opierać się chęciom natury, zdobywać cnoty, oddać siebie i wszystko Bogu

// Grudzień 2nd, 2010 // Brak komentarzy » // Średniowiecze

W prawie jako w figurze nakazano jeść Żydom czyste ryby, czyli te, które mają płetwy i łuski – wszystkie inne ryby były dla nich nieczyste i zakazane.

Rozumiemy przez to, że nasze wewnętrzne życie musi mieć sprawność w cnocie. Nasze wewnętrzne akty muszą być pokryte rozumowym rozważaniem, jak ryba jest okryta i ozdobiona łuskami. Nasza miłująca władza musi się poruszać w czworaki sposób: zwyciężać własną wolę, miłować Boga, opierać się chęciom natury i zdobywać cnoty. To są cztery płetwy, którymi nasze wewnętrzne życie musi pływać, jak ryba, w wodzie łaski Bożej. Ryba ma jeszcze prostą płetwę w środku, która pozostaje nieporuszona przy wszystkich ruchach. Oznacza ona nasze wewnętrzne uczucia, które muszą być zawsze wolne, tkwić w złotym środku, bez własnego wyboru, co z kolei oznacza oddanie Bogu siebie i wszystkiego, co jest w niebie i na ziemi. To jest piąta płetwa, która nas utwierdza w łasce Bożej i w prawdziwie boskim pokoju. Nasze ćwiczenia mają więc łuski i płetwy: czysty pokarm, który się bardzo podoba Bogu.

Łuski mają okrywać i zdobić nasze ćwiczenia; muszą mieć cztery barwy. Niektóre ryby mają brązowe łuski, inne czerwone, jeszcze inne zielone, a niektóre białe.

Brązowe łuski nas uczą, że musimy nasze ćwiczenia przybierać w pokorne obrazy, to znaczy myśleć o naszych grzechach i braku cnót, o pokorze Jezusa Chrystusa i Jego Matki i o wszystkim, co nas może uniżyć i upokorzyć. Będziemy miłować ubóstwo i pogardę, bycie nieznanym i lekceważonym przez cały świat. To jest brązowy kolor, bardzo miły w oczach Bożych.

Czerwone łuski naszych ćwiczeń to pamięć o tym, że Syn Boży został z miłości umęczony dla nas. Jego Mękę będziemy nosić w pamięci, jak chwalebne zwierciadło przed naszymi wewnętrznymi oczyma, by pamiętać o Jego miłości i cieszyć się każdą cnotą. Będziemy też pamiętać o różnych cierpieniach męczenników, którzy przez swe męczeństwo poszli za Chrystusem do wiecznego życia. To są czerwone łuski, dobrze uporządkowane i mile zakrywają nasze wewnętrzne doświadczenie.

Zielone łuski to pamięć i rozważanie ujmującego życia wyznawców i wszystkich świętych, pamięć o tym, jak oni wzgardzili światem, jak przez cudowne czyny i w różny sposób czcili Boga i służyli Mu. To jest zielony kolor, który pociąga i raduje miłujące serca, a dla oczu jest zdrowy. Poruszajmy więc naszymi płetwami, to znaczy przykładem świętych, i nimi płyńmy w ich ślady przez dobre czyny, na które nas stać.

Białe łuski to przeglądanie się w czystości dziewic i rozważanie, jak one zwalczyły i zwyciężyły ciało i krew, to jest popęd natury. One noszą złote wieńce i idą za Barankiem, to jest za Chrystusem, śpiewając nową pieśń – tylko ci mogą ją śpiewać, którzy zachowali czystość duszy i ciała. Jeśli brakuje nam tej doskonałej czystości, możemy jednak uzyskać niewinność i przybrać się innymi cnotami, by w dniu ostatecznym przyjść na sąd z wszystkimi świętymi, jaśniejsi niż słońce i wiecznie posiadać chwałę Bożą.

Mamy więc okryć nasze wnętrze czterema rodzajami łusek, a każdy rodzaj musi mieć żywe płetwy dobrej woli, co znaczy, że mamy pragnąć spełnić czynem to, co pojmujemy rozumem. Wtedy wewnętrzny pokarm jest czysty. Wszelka władza i mądrość bez cnotliwego życia to łuski bez płetw, a wszystkie cnoty bez rozsądku, to płetwy bez łusek. Musimy poznać cnoty, pokochać je i praktykować, jeśli nasze życie ma być czyste. Wtedy będziemy się odżywiać czystymi rybami, które mają łuski i płetwy.

(Namiot duchowy 5, 25 [fragm.], bł. Jan van Ruusbroec)

Hieronim (św.): Dwie drogi

// Wrzesień 30th, 2010 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Nie powinniśmy spoglądać na przykład tłumu, który nie przestrzega karności obyczajów i nie trzyma się żadnej reguły, a bardziej niż kierować się rozumem, pozwala unosić się prądowi. I nie należy nam naśladować tych, którzy pod imieniem chrześcijańskim wiodą pogańskie życie i co innego głoszą wyznaniem, a co innego postępowaniem, jak mówi Apostoł: Twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą (Tt 1,16). Chrześcijanin powinien się różnić od poganina nie tylko wiarą, ale życiem, i za pomocą odmiennych uczynków wykazywać odmienność religii. Apostoł mówi: Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Beliarem lub wierzącego z niewiernym? Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami? (2 Kor 6,14-16).

Niechaj więc między nami a nimi będzie jak największy rozdział. Niechaj błąd wyraźnie będzie oddzielony od prawdy. Niechaj ubiegają się o rzeczy ziemskie (por. Flp 3,19) ci, którzy nie mają obietnic niebieskich; niech oddają się całkowicie temu krótkiemu życiu ci, którzy nie znają rzeczy wiecznych; niech nie lękają się grzeszyć, skoro przypuszczają, że nie ma kary za grzechy, niech służą występkom, skoro nie spodziewają się przyszłych nagród za cnoty. My zaś, którzy na podstawie najczystszej wiary wyznajemy, że każdy człowiek musi stanąć przed trybunałem Chrystusowym, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre (2 Kor 5,10), powinniśmy trzymać się z dala od grzechów. Bo ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami (Ga 5,24). Niechaj nie idą za błądzącą rzeszą ci, którzy wyznają, że są uczniami Prawdy.

Oto Zbawiciel w Ewangelii ukazuje dwie drogi postępowania i dwie odmienne ścieżki życia: Szeroka jest – mówi – brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą i dalej: Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują (Mt 7,13-14). Patrz jak wielki jest między tymi drogami rozdział i jak wielka różnica. Tamta dąży do życia, ta – do śmierci; tamtą wielu chodzi i wydeptuje ją, tę – zaledwie garstka znajduje; tamta bowiem przez grzechy wchodzące w nałóg staje się bardziej pochyła i spadzista i jakby kwiatami rozkoszy nęci i zabiera ze sobą chodzące po niej tłumy, ta zaś – ponieważ ścieżka cnót jest mało uczęszczana – wydaje się smutna i odstraszająca; wybierają ją tylko ci, którym nie tyle leży na sercu przyjemność podróży, ile pożytek mieszkania.

Szorstką bowiem i nieprzyjemną uczyniło nam drogę cnót zbytnie przyzwyczajenie do grzechów; jeśli to przyzwyczajenie przeniesie się do innej dziedziny, wtedy stwierdzi ono, jak mówi Pismo, że ścieżka sprawiedliwości jest lekka. Ustanówmy regułę dla naszego życia i uczmy się na podstawie świadectw sumienia, jaką drogą przede wszystkim powinniśmy chodzić. Wszystko bowiem, co czynimy, wszystko, co mówimy, należy albo do szerokiej, albo do wąskiej drogi. Jeśli z niewielką liczbą bliźnich znajdziemy wąską drogę i nikłą ścieżkę, dążymy do życia; jeśli zaś jesteśmy na drodze w towarzystwie wielu, wtedy idziemy, według orzeczenia Pana, ku śmierci.

Jeśli więc opanuje nas nienawiść i zawiść, jeśli ulegamy pożądliwości i chciwości, jeśli obecne korzyści przenosimy nad przyszłe, w takim razie kroczymy drogą przestronną. Mamy bowiem licznych towarzyszy i otoczeni jesteśmy szeregiem ludzi podobnych do nas. Jeśli chcemy zaspokajać popędliwość i żądzę, jeśli chcemy mścić się za krzywdę, jeśli złorzeczymy tym, którzy złorzeczą, jeśli żywimy wrogie uczucia wobec nieprzyjaciół, słusznie dosięga nas kara na równi z wielu innymi. Jeśli sami schlebiamy czy chętnie słuchamy pochlebstw, jeśli wdzięczność przeszkadza nam mówić prawdę i bardziej obawiamy się urazić ludzi niż mówić szczerze, wtedy również jesteśmy na drodze uczęszczanej przez wielu. Tylu jest naszych towarzyszy, ilu jest ludzi obcych prawdzie.

A przeciwnie, jeśli nie hołdujemy tym wadom, jeśli wykazujemy duszę czystą i wolną i po zdeptaniu wszelkich namiętności staramy się wzbogacić jedynie w cnoty, wtedy usiłujemy iść wąską drogą. To bowiem postępowanie jest udziałem niewielu i bardzo rzadko oraz trudno jest znaleźć odpowiednich towarzyszy podróży. Co więcej, wielu udaje, że idzie tą drogą, i po wielu różnych błędach wraca na drogę tłumy. Należy się więc mocno obawiać, abyśmy nie mieli towarzyszy błędu w tych, których uważamy za przewodników na słusznej drodze.

Jeśli więc znajdą się przykłady, które nas wiodą po tej drodze i zachowują prostą ścieżkę ewangeliczną, to należy iść za nimi; jeśli natomiast albo nie dopisują, albo zdaje się, że nie dopisują, wtedy zasada Apostołów jest przeznaczona dla wszystkich. Paweł, naczynie wybrane, wzywa nas i zachęca do wstępowania na tę wąską drogę: Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa (1 Kor 11,1). Jednak – a to przewyższa wszystko – przyświeca nam przykład Pana, który mówi w Ewangelii: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych (Mt 11,28-29). Jeśli niebezpiecznie jest naśladować tych, co do których wątpisz, czy ich należy naśladować, to naprawdę najbezpieczniej jest naśladować i wstępować w ślady tego, który powiedział: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem (J 14,6). Nigdy bowiem nie błądzi ten, który naśladuje Prawdę. Dlatego i Apostoł Jan mówi: Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował (1 J 2,6). Błogosławiony Piotr powiada: Chrystus przecież (…) cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości (1 P 2,21-24).

Zaniechajmy wszelkiego usprawiedliwienia błędów, przestańmy szukać wstrętnej pociechy w grzechu! Nic w ogóle nie czynimy jeśli bronimy się za pomocą przykładów tłumu, a wyliczając często dla naszej pociechy cudze grzechy, mówimy, że brak nam takich, których winniśmy naśladować. Musimy szukać przykładu u tego, którego, jak wszyscy wyznajemy, należy naśladować. I dlatego główną twą troską winno być poznanie prawa Bożego, dzięki któremu mogłabyś zobaczyć jakby żywe przykłady świętych i z jego rady nauczyć się, co należy czynić, a czego unikać. Największą bowiem pomocą dla zyskania sprawiedliwości jest napełnienie umysłu słowami Bożymi i ciągłe rozważanie w sercu tego, co pragniesz wykonać uczynkiem.

(List do Celancji 8-13, św. Hieronim)

Benedykt XVI: Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, który byłby mu bardzo bliski

// Wrzesień 26th, 2010 // Brak komentarzy » // Nauczanie Kościoła

W życiu każdego z nas istnieją osoby bardzo nam drogie, do których odczuwamy szczególną bliskość. Niektóre z nich są już w ramionach Boga, inne dzielą jeszcze z nami drogę życia: są to nasi rodzice, krewni, wychowawcy; są to osoby, którym wyświadczyliśmy jakieś dobro albo, od których my otrzymaliśmy dobro; są to osoby, o których wiemy, że możemy na nie liczyć. To bardzo ważne, aby mieć „towarzyszy podróży”, w drodze naszego życia chrześcijańskiego: myślę o Kierowniku duchowym, o Spowiedniku, o osobach, z którymi można podzielić się własnym doświadczeniem wiary, ale myślę także o Niepokalanej Maryi i o Świętych.

Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla waszego wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.

Tak jak wiecie, również ja jestem w specjalny sposób złączony z niektórymi postaciami świętych. Wśród nich, obok św. Józefa i św. Benedykta, których imiona noszę, jest św. Augustyn. Otrzymałem – można powiedzieć – ten wielki dar poznania go poprzez studium i modlitwę. Stał się on moim dobrym „towarzyszem podróży” w moim życiu i w mojej posłudze.

(Audiencja Generalna, 25.08.2010 r., Benedykt XVI)