Wpisy otagowane ‘modlitwa’

Matka Teresa z Kalkuty (bł.): Radość jest siecią miłości, w którą możemy chwytać duszę.

// Kwiecień 11th, 2012 // Brak komentarzy » // Matka Teresa z Kalkuty (bł., wł. Agnesë Ganxhe Bojaxhiu), XX/XXI Wiek

Radość jest modlitwą – radość jest siłą – radość jest miłością – radość jest siecią miłości, w którą możemy chwytać duszę. Bóg kocha radosnego dawcę. Ta z nas daje najwięcej, która daje z radością. Najlepszym sposobem okazania naszej wdzięczności Bogu i ludziom jest przyjmowanie wszystkiego z radością. Radosne serce to naturalny wynik serca płonącego miłością. Niechaj nigdy nic nie wprawi was w taki smutek, byście zapomniały o radości zmartwychwstałego Chrystusa.

(Słowa bł. Matki Teresy, Malcolm Muggeridge, „Matka Teresa z Kalkuty”)

Pier Giorgio Frassati (bł.): Otrzymać od Boga łaskę umocnienia woli

// Marzec 23rd, 2012 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Pier Giorgio Frassati (bł.)

Żeby wykonać pewne postanowienia, trzeba mieć żelazną wolę, której ja, niestety, nie posiadam. Posiadam natomiast, nieszczęsny, wolę nawykłą, niestety, do ustępstw, a zatem potrzeba mi modlitw, ponieważ tylko modlitwą i przez modlitwę będę mógł otrzymać od Boga łaskę umocnienia mej woli.

(List do I. Massetti, 17.4.1925 r. [fragm.], bł. Pier Giorgio Frassati)

Idzi z Asyżu (bł.): Troska o zbawienie

// Luty 4th, 2012 // Brak komentarzy » // Średniowiecze

Brat Idzi wycofał się nie tylko z kręgu ludzi świeckich, ale także swoich współbraci i innych zakonników. Mówił także: „Łatwiej jest człowiekowi zbawić swoją duszę, gdy spotka się z kilkoma osobami, aniżeli gdy robi to z wieloma, znaczy to, że lepiej być samotnym, by móc oddawać się sprawom Boga i swojej duszy, ponieważ sam Bóg, który stworzył duszę, jest jej przyjacielem, a nie ktoś inny. O jakżeż wielki dar duchowy i wspaniałą łaskę otrzymał ten, któremu jest dane poznawać duszę. Sam Bóg ją zna i ten, komu on zechciał objawić”. Dlatego mówił o sobie samym: „Gdyby święty Piotr i święty Paweł zstąpili z nieba i mówili mi, abym zadośćuczynił wszystkim, którzy chcą ze mną rozmawiać, nie uwierzyłbym im”. Mawiał również: „Ten, kto bardziej troszczy się o swoją duszę, bardziej troszczy się także o dusze swoich przyjaciół”. I  jeszcze: „Człowiek może z powodu własnej winy utracić wiele pociech i nawiedzeń Pana, których już nigdy nie odzyska”.

Podawał również jako przykład tych, którzy grają w kości. Z powodu jednego punktu, który jest tak mały, człowiek może stracić tak wiele. Podobnie z powodu lekkiego grzechu, który człowiek popełni, jeśli nie potrafi się go ustrzec, ponosi wielką stratę na swojej duszy. Tak również mówił Św. Franciszek: „Zobacz, co zostało napisane; strzeż się, abyś przez śmiech nie utracił tego, co zyskałeś przez płacz” (…) Brat Idzi powiedział kilku braciom: „Trzeba strzec tajemnic objawionych przez Boga i skarbu z wielką obawą i ostrożnością”.

Piotr Julian Eymard (św.): Idź do dobrego Pana z wielką prostotą

// Listopad 27th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Przychodź do dobrego Pana z wielką prostotą, z zawierzeniem małego dziecka. Powiedz dobremu Panu o czym myślisz, czego chcesz, co cię martwi. Oh! Jak szczęśliwi się stajemy, kiedy odkrywamy ten wewnętrzny dialog z naszym Panem. Nosimy nasz skarb [z nami] wszędzie, dokądkolwiek idziemy. Staje się on centrum naszego serca i życia.

(List do Pani Gourd, 29.01.1848 r. [fragm.], św. Piotr Julian Eymard)

Matka Teresa z Kalkuty (bł.):Nie można angażować się wprost w apostolat nie mając w sobie ducha modlitwy

// Październik 8th, 2011 // Brak komentarzy » // Matka Teresa z Kalkuty (bł., wł. Agnesë Ganxhe Bojaxhiu)

Nie można angażować się wprost w apostolat nie mając w sobie ducha modlitwy. Musimy mieć świadomość jedności z Chrystusem, tak jak On miał świadomość, że stanowi jedno ze swym Ojcem. Nasza działalność jest tylko wtedy apostołowaniem, kiedy zgadzamy się, ażeby Chrystus działał w nas i poprzez nas ujawniając w ten sposób swoją moc, pragnienie i miłość. Musimy dążyć do świętości nie dlatego, że pragniemy świętości, lecz po to, aby Chrystus mógł żyć w swojej pełni w nas. (…)

Ukochać modlitwę – to odczuwać często w ciągu dnia potrzebę modlitwy i zadawać sobie trud modlenia się. Modlitwa otwiera nasze serca, przez co stają się one zdolne do przyjęcia daru ofiarującego się nam Boga. Proście i szukajcie, a wasze serca otworzą się, byście mogli Go przyjąć i zachować jak swoją własność.

(Słowa bł. Matki Teresy zebrane przez Malcolma Muggeridge w „Matka Teresa z Kalkuty”)

Matka Teresa z Kalkuty (bł.): Słowa, które nie przekazują światła Chrystusa, powiększają ciemność

// Sierpień 10th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Musimy znaleźć Boga, a nie sposób Go znaleźć w hałasie i atmosferze niepokoju. Bóg jest przyjacielem milczenia. Spójrzcie na przyrodę – na drzewa, kwiaty, trawę – jak rośnie w milczeniu; spójrzcie na gwiazdy, księżyc i słońce – jak poruszają się w milczeniu. Czyż nie jest naszą misją nieść Boga biednym do slumsów? Nie martwego Boga, lecz żywego, kochającego Boga. Im bardziej zatopieni jesteśmy w cichej modlitwie, tym bardziej jesteśmy zdolni poświęcać się naszemu aktywnemu życiu. Potrzebujemy milczenia, byśmy mogli opatrywać dusze. Nie to jest najważniejsze, co mówimy, lecz co Bóg mówi do nas i poprzez nas. Wszystkie nasze słowa dopóty będą bezużyteczne, dopóki nie będą pochodziły z serca – słowa, które nie przekazują światła Chrystusa, powiększają ciemność.

(Słowa bł. Matki Teresy zebrane przez Malcolma Muggeridge w „Matka Teresa z Kalkuty”)

Stefan Wyszyński (sł. Boży): Uleczony człowiek z Bożą pomocą uratuje świat

// Lipiec 29th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Umiłowane w Panu Dzieci Boże,

Powojenne życie ujawnia coraz silniej słabość człowieka i jego niezdolność do opanowania rozbudzonego przez wojnę zła. Ciągle jeszcze najbardziej ludzi niepokoi życie polityczne całego świata. Najciężej jednak okaleczone jest życie prywatne człowieka. Tu bowiem tkwi źródło słabości życia publicznego, gospodarczego, społecznego i rodzinnego. Słabością swoją i niedolą zaraża człowiek wszystkie dziedziny życia prywatnego i publicznego.

Musimy podjąć każdy wysiłek, aby świat uchronić. Słabego człowieka trzeba umocnić, wlać weń nowego ducha, wesprzeć wolę, zbliżyć do łaski Bożej. Uleczony człowiek z Bożą pomocą uratuje świat.

Leczymy człowieka wszystkimi zasobami łaski, którą złożył Chrystus Pan w Kościele świętym jako owoc krzyża. Leczymy człowieka sakramentami świętymi i modlitwą. Wołamy o zjednoczenie dusz naszych z Chrystusem eucharystycznym, ukazujemy człowiekowi otwarte Serce Boga-Człowieka i pełne miłości Niepokalane Serce Maryi.

(O codziennym odmawianiu Różańca Świętego List pasterski, Lublin, 15 VIII 1947 [fragm.], sł. Boży kard. Stefan Wyszyński)

Benedykt XVI: Benedykt chciał przypodobać się tylko Bogu

// Lipiec 11th, 2011 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Drodzy bracia i siostry,

chciałbym dziś mówić o św. Benedykcie – założycielu zachodniego monastycyzmu, a także patronie mego pontyfikatu. Zacznę słowami św. Grzegorza Wielkiego, który pisze o św. Benedykcie: „Mąż Boży, który zabłysnął na tej ziemi wieloma cudami, w nie mniejszym stopniu zajaśniał wymową w wykładaniu swojej nauki” (Dial. II, 36). Słowa te wielki papież napisał w 592 roku; święty mnich zmarł zaledwie 50 lat wcześniej i żył jeszcze w pamięci ludzi, a zwłaszcza w kwitnącym zakonie, który założył. Święty Benedykt z Nursji swoim życiem i dziełem wywarł zasadniczy wpływ na rozwój cywilizacji i kultury europejskiej.

Najważniejszym źródłem na temat jego życia jest druga księga Dialogów św. Grzegorza Wielkiego. Nie jest to biografia w klasycznym tego słowa znaczeniu. Zgodnie z ideami swego czasu chciał on ukazać na przykładzie konkretnego człowieka – właśnie św. Benedykta – szczyty kontemplacji, jakie może osiągnąć ten, kto zdaje się na Boga. Daje nam zatem wzór ludzkiego życia jako wspinania się na szczyty doskonałości. Św. Grzegorz Wielki mówi też w tej księdze Dialogów o licznych cudach, jakich dokonywał Święty i także tutaj pragnie nie tylko opowiedzieć o czymś dziwnym, lecz pokazać, jak Bóg, upominając, pomagając a nawet karząc, interweniuje w konkretnych sytuacjach życia człowieka. Chce ukazać, że Bóg nie jest daleką hipotezą, postawioną na początku świata, lecz jest obecny w życiu człowieka, każdego człowieka.

Tę perspektywę „biografa” wyjaśnić można także w świetle ogólnego kontekstu owych czasów: na przełomie V i VI wieku świat był wstrząsany strasznym kryzysem wartości i instytucji, wywołanym przez upadek Cesarstwa Rzymskiego, przez najazd nowych ludów i upadek obyczajów. Ukazując św. Benedykta jako „jasną gwiazdę”, Grzegorz chciał wskazać w tej wstrząsającej sytuacji, właśnie tu, w Rzymie, drogę wyjścia z „mrocznej nocy historii” (por. Jan Paweł II, Nauczanie, II/1, 1979).

Rzeczywiście, dzieło Świętego, a zwłaszcza jego Reguła, miały wnieść prawdziwy zaczyn duchowy, który odmienił w ciągu stuleci, przekraczając granice jego ojczyzny i jego czasów, oblicze Europy, wzbudzając po upadku jedności politycznej, jaką stworzyło Cesarstwo, nową jedność duchową i kulturową, jedność wiary chrześcijańskiej, podzielanej przez narody kontynentu. Tak narodziła się rzeczywistość, którą nazywamy „Europą”.

Św. Benedykt przyszedł na świat około 480 roku. Pochodził, tak mówi św. Grzegorz, „ex provincia Nursiae” – z regionu Nursji. Jego dobrze sytuowani rodzice wysłali go na studia do Rzymu. Nie zatrzymał się on jednak długo w Wiecznym Mieście. Jako w pełni wiarygodną przyczynę jego wyjazdu Grzegorz wymienia fakt, że młody Benedykt był pełen niesmaku dla stylu życia wielu swoich kolegów ze studiów, którzy żyli w sposób rozwiązły i nie chciał popełnić tych samych błędów, co oni. Chciał przypodobać się tylko Bogu; „soli Deo placere desiderans” (II Dial., Prol 1). I tak, jeszcze przed zakończeniem nauki, Benedykt opuścił Rzym i wybrał samotność w górach na wschód od miasta. (więcej…)

Bernadetta Soubirous (św.): O najbardziej współczujące Serce mojego Jezusa

// Czerwiec 14th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Sprawiedliwy jest ofiarą, jego życie jest ołtarzem. Z miłości do Jezusa będę sobie zadawała gwałt, nawet przy najmniejszych okazjach. O najbardziej współczujące Serce mojego Jezusa, przyjmij każdą moją łzę, każdy krzyk mej boleści jako akt błagalny za wszystkich tych, co cierpią, co płaczą; za wszystkich tych, co o Tobie zapominają. Mój Jezu, ja cierpię i kocham Ciebie… Cierpię – lecz jęki moje wznoszą się nieustannie ku Tobie, mój Pocieszycielu; w Twoje najczcigodniejsze Serce przelewam łzy swoje; jemu polecam swoje westchnienia, udręczenia; jego goryczom swoje gorycze. Spraw, mój Jezu, by ten święty związek je uświęcił.

(Modlitwa z osobistego notesu, św. Bernadetta Soubirous)

Franciszek z Asyżu (św.): Bądź pozdrowiona, Maryjo, która jesteś Dziewicą, uczynioną Kościołem

// Czerwiec 13th, 2011 // Brak komentarzy » // Franciszek z Asyżu (św., wł. Jan Bernardone)

Bądź pozdrowiona, Pani, święta Królowo,
święta Boża Rodzicielko, Maryjo;
która jesteś Dziewicą, uczynioną Kościołem
i wybraną przez najświętszego Ojca z nieba,
Ciebie On uświęcił z najświętszym,
umiłowanym Synem swoim
i Duchem Świętym, Pocieszycielem,
w Tobie była i jest wszelka pełnia łaski
i wszelkie dobro.

Bądź pozdrowiona, Pałacu Jego,
Bądź pozdrowiona, Przybytku Jego,
Bądź pozdrowiona, Domu Jego,
Bądź pozdrowiona, Szato Jego,
Bądź pozdrowiona, Służebnico Jego,
Bądź pozdrowiona, Matko Jego.
I wy wszystkie święte cnoty,
które Duch Święty swą łaską i oświeceniem
wlewa w serca wiernych,
abyście z niewiernych, uczyniły wiernych Bogu.

(Pozdrowienie Błogosławionej Maryi Dziewicy, św. Franciszek z Asyżu)

Urszula Ledóchowska (św.): Wznosić oczy

// Maj 29th, 2011 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa

Przy każdym przejściu z jednego miejsca na drugie, przy każdej zmianie zajęć, przy każdym biciu zegara chcę wznosić oczy i serce ku Tobie , Maryjo, i ku Twemu Synowi, by przez Ciebie stać się własnością Boskiego Serca Jezusa.

Stanisław Papczyński (bł.): Bez przerwy się módlcie

// Maj 18th, 2011 // Brak komentarzy » // XVIII wiek

W Jerozolimie, w owym najwspanialszym dziele Salomona był ołtarz, który właśnie służył do spalania kadzidła. Nieco wyżej wskazaliśmy, że serce człowieka jest ołtarzem. Czyż z niego nie powinno nieustannie wznosić się przed oblicze Pana najwonniejsze kadzidło? Mam na myśli modlitwę. Do niej zachęca nas Apostoł, mówiąc: Bez przerwy się módlcie (1 Tes 5,17). Niewątpliwie, za najbardziej opustoszałą można uważać tę mistyczną świątynię Boga, w której nie spala się kadzidła ustawicznej modlitwy. Należy więc modlić się myślą, słowem, westchnieniami i łzami. Takim też słodkim zapachem modlitwy należy usunąć wszystko, cokolwiek jest w nas cuchnącego. Najlepiej poleca to św. Bernard: „Gdziekolwiek będziesz, módl się w swoim sercu. Jeśli będziesz daleko poza kaplicą, nie szukaj specjalnego miejsca, ponieważ ty jesteś miejscem modlitwy. Jeśli będziesz w łóżku lub w innym miejscu, módl się, a tam będzie świątynia”.

Kto w taki sposób trwa na modlitwie i w niej ciągle się ćwiczy, ten nie tylko obmyje wszystkie swoje nawet najcięższe nieprawości, ale wejdzie w taką zażyłość z Bogiem, że już nie będzie Jego niewolnikiem, lecz przyjacielem, a nawet synem; co więcej, tak bardzo będzie złączony z Bogiem, że w Bogu, z Nim i przez Niego będzie mógł wszystko.

Stąd Beda Czcigodny, mając na myśli wspomniany ołtarz kadzielny, mówi: „Ołtarz ten znajdował się obok wyroczni, to jest Świętego Świętych, czyli w pomieszczeniu zewnętrznym, ale blisko bramy pomieszczenia wewnętrznego. Ten ołtarz jest obrazem ludzi doskonałych, którzy jeszcze ciałem przebywają na świecie, ale całym pragnieniem wzniesieni są ku niebu. Wysyłają do Świętego Świętych jakby dym wznoszący się z płonącego kadzidła, ponieważ płonąc niebiańską miłością, docierają częstymi modlitwami do uszu Stwórcy, i o ile bardziej są czyści i bliscy nieba, o tyle szybciej otrzymują od Pana to, czego się domagają. Na tym ołtarzu paliły się nie mięsa ofiar, lecz same tylko wonne kadzidła, ponieważ tacy już nie mają potrzeby przez ofiarę uśmiercać w sobie grzechów ciała i kuszących myśli, lecz przez ogień wewnętrznej miłości ofiarowują przed obliczem Stwórcy tylko wonności modlitw oraz pragnień duchowych”.

Te właśnie dusze, oddające się gorliwej modlitwie, mogą w jednym momencie więcej pomóc całemu Kościołowi niż wszyscy kaznodzieje kazaniami, doktorzy wykładami, spowiednicy szafarstwem sakramentu pokuty. Mogą przywrócić umarłych do życia, złych skłonić do poprawy, mogą zniszczyć całe armie, odwrócić głód, oddalić zarazę, mogą wszystko zdziałać, wsparci podczas modlitwy dwoma ramionami: wiarą i miłością. O takich to zdaje się mówić pisarz Księgi Powtórzonego Prawa: Będą kłaść kadzidło czasu zapalczywości twojej i całopalenie na ołtarzu twoim (Pwt 33,10), co wyjaśniając mi, znany komentator tak powiedział: „Modlitwa świętych jest najmilszym kadzidłem dla Boga, którym łagodzi się gniew Pana wobec grzeszącego ludu, ponieważ oczyszczona z wszelkiego ziemskiego brudu, rozpalona niebieskim pragnieniem, płonie przed obliczem Boga i z ołtarza serca oddanego Bogu jakby całopalna ofiara wznosi się w górę jako płomień pobożności”.

Wobec tego, chrześcijaninie, obierz sobie aprobowane za poradą roztropnego i pobożnego męża stałe modlitwy i nigdy ich nie porzucaj. To bym ci zalecał jako bardzo pożyteczne! Miej też zwyczaj pobożnego rozważania męki Pańskiej, czterech rzeczy ostatecznych, życia Jezusa Chrystusa, Najświętszej Dziewicy i świętych, przebywających w niebie, abyś praktykując tę pobożność, oczyścił się, oświecił i przez naśladowanie osiągnął tych, do których wspólnoty pragniesz być po śmierci włączony. Miłość do Boga spali to kadzidło, choć nie bez pomocy pokory. Jeśli bowiem będziesz pokorny, jak powiedział któryś ze świętych, Duch Święty nauczy cię modlitwy. On sam dostarczy ci kadzidła, sam je zapali, sam roznieci płomienie i sam przyjmie najsłodszy zapach.

(Mistyczna świątynia Boga [fragm.], bł. Stanisław Papczyński)

Maria od Męki Pańskiej (bł., wł. Helena Maria Filipina de Chappotin): Modlitwa jest byciem Boga we mnie, widzeniem i miłowaniem Go!

// Maj 11th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Bóg jest, Bóg się widzi, Bóg kocha siebie w mojej duszy przez łaskę! Posiadam Trójcę Świętą w sobie! Modlitwa jest byciem Boga we mnie, widzeniem i miłowaniem Go! Posiadając, widząc, kochając Boga we mnie, dopełniam mojego zjednoczenia z Nim…

Jeżeli Bóg jest we mnie, a ja o tym nie wiem, nie widzę  Go i nie kocham, nie będzie On żył we mnie. Modlitwa jest więc pokarmem, życiem Boga we mnie…
Jeżeli On jest, jeżeli Go widzę i kocham, chciałabym, żeby był, żeby Go widzieć, żeby Go kochać jeszcze więcej! A więc ten postęp jest konieczny i niezawodny…
Jeżeli mam, jeżeli widzę, jeżeli kocham Boga we mnie, będę umierać z pragnienia, by On był, bym Go widziała, bym Go kochała we wszystkich stworzeniach! Jest to pragnienie nieba przede wszystkimi, jest ono w nas przez łaskę.

Aniela Salawa (bł.): W czym cię tak oszukałem, że mi tak nie ufasz?

// Maj 4th, 2011 // Brak komentarzy » // Aniela Salawa (bł.)

Pan Jezus mówił:  – „Dlaczego w potrzebach doczesnych, przyciśnięta jakimś krzyżem szukasz najpierw w zakłopoceniu pomocy u ludzi. A ludzie jak zwykle, albo zimnym milczeniem pominą tę sprawę, albo rozgoryczą jeszcze gorzej swoją nieodpowiednią radą. A nawet ludzie dobrej woli często w takim razie okażą zimną, milczącą bezradność”…

– „Czyż nie tak było?” — tak mówił Pan Jezus — i dalej tak: „Lepiej byś w sprawach takich zaraz przyszła do mnie i żebyś się bardzo skupiła i upokorzyła i mnie tę sprawę najpierw poleciła, którym jest dla ciebie najbliższym i najlepszym Ojcem i przyjacielem najtroskliwszym i obecnym podczas twojego zakłopotania. Boli to Serce Moje i bardzo rani, że tak nie najpierw do mnie przychodzisz. I spokój duszy tracisz, i gryziesz się i rozpraszasz w modlitwie… A to dlaczego tak jest? Powiedz mi szczerze! W czym cię tak oszukałem, że mi tak nie ufasz?”.

(Dziennik, 4. niedziela października 1921 r. [fragm.], bł. Aniela Salawa)

Katarzyna ze Sieny (św.): Święta modlitwa

// Kwiecień 15th, 2011 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)

Po czym poznaje się wiarę żywą? Po wytrwałości w cnocie, po ustawicznym trwaniu w świętej modlitwie, bez odrywania się od niej z jakiejkolwiek racji. O, nie wolno nigdy opuścić modlitwy, chyba, że zmusza do tego obowiązek posłuszeństwa lub czyn miłosierdzia. Istotnie zdarza się często, że diabeł wybiera właśnie czas modlitwy, aby niepokoić duszę i napastować ją. Stara się w ten sposób zniechęcić ją do modlitwy, mówiąc często: „Modlitwa twa nic nie jest warta, bo nie powinnaś myśleć o niczym innym, ani zważać na nic innego, prócz tego, co mówisz”. Diabeł poddaje takie myśli, aby doszła do zniechęcenia, zamętu ducha i zaniechania modlitwy. Bo modlitwa jest orężem, którym dusza broni się od wszelkich nieprzyjaciół, jeśli trzyma go ręka miłości i jeśli walczy nim ramię wolnej woli, kierowane światłem najświętszej wiary.

Wiedz, córko najdroższa, że dusza zdobywa wszystkie cnoty przez prawdziwą wytrwałość w pokornej, ustawicznej i wiernej modlitwie. Przeto powinna w niej trwać i nie opuszczać jej nigdy, ani dla ułud diabła, ani dla własnej ułomności, to jest, ani z powodu myśli, które ją nachodzą, ani z powodu poruszeń własnego ciała, ani z powodu pustych słów, które diabeł często kładzie na język ludzi, aby odstręczyć ją od modlitwy. Przez wszystko to powinna przejść w oparciu o cnotę wytrwałości.

O jakże słodka jest dla duszy i jak miła dla Mnie, święta modlitwa, odmawiana w celi poznania siebie i Mnie, gdy oko intelektu otwiera się na światło wiary, a serce wypełnione jest moją miłością! Miłość ta stała się wam widzialna przez widzialnego Jednorodzonego Syna mego, który okazał ją przez krew swoją. Krew ta upaja duszę, przyodziewa ją ogniem boskiej miłości i daje jej pokarm w sakramencie, który złożyłem dla was w gospodzie ciała mistycznego, świętego Kościoła. Tym sakramentem jest Ciało i Krew Syna mojego, prawdziwego Boga i prawdziwego Człowieka, a rozdawnictwo jego powierzyłem rękom mojego namiestnika, który ma klucze tej krwi. (…)

Pokarm ten posila więcej lub mniej, według pragnienia tego, który go przyjmuje, w jakikolwiek sposób to czyni, sakramentalnie czy duchowo. Przyjmuje go sakramentalnie, kiedy przystępuje rzeczywiście do świętego sakramentu ołtarza, duchowo zaś, kiedy komunikuje się tylko przez pragnienie, bądź to pragnąc komunii, bądź to rozpamiętując krew Chrystusa ukrzyżowanego, to znaczy karmiąc się duchowo uczuciem mojej miłości, którą znajduje i której kosztuje w krwi, ponieważ, jak widzi, z miłości ta krew została wylana. Przeto upaja się, zapala się i syci świętym pragnieniem, znajdując w sobie pełnię miłości nie tylko dla Mnie, lecz i dla bliźniego.

Gdzie zdobywa się tę miłość? W celi poznania siebie przez świętą modlitwę. Tam pozbywa się dusza swej niedoskonałości, podobnie jak Piotr i uczniowie, którzy trwając w odosobnieniu na czuwaniu i modlitwie, wyzuli się ze swej niedoskonałości i zdobyli doskonałość. Czym ją zdobyli? Wytrwałością złączoną z najświętszą wiarą.

Nie myśl jednak, że ten żar i to pożywienie, które otrzymuje się w modlitwie, są owocem samej modlitwy ustnej, zwyczajnej tylu duszom, które modlą się bardziej ustami, niż sercem. Chodzi im, zda się, tylko o to, aby wygłosić wiele psalmów, wiele Ojcze Nasz. Osiągnąwszy zamierzoną liczbę, nie myślą już, zda się, o niczym. Snadź cel modlitwy upatrują tylko w wygłaszaniu słów. Nie tak należy się modlić.  W przeciwnym razie, dusza mały zbierze z tego plon, a Mnie niewiele się podoba.

Ale, powiesz Mi, czyż należy porzucić modlitwę ustną dla modlitwy myślnej, do której zdaje się nie wszyscy są powołani? Nie, lecz trzeba zachować miarę. Wiem, że tak jak dusza jest wpierw niedoskonała, zanim doskonałą się stanie, i tak jeż początkowo jest niedoskonałą jej modlitwa. Winna więc, aby nie popaść w bezczynność, póki jest jeszcze niedoskonała, oddawać się modlitwie ustnej, lecz nie oddzielać modlitwy ustnej od modlitwy myślnej. Kiedy wymawia słowa, niech stara się wznieść ducha swego i zwrócić go ku mej miłości, rozważając przy tym ogólnie swe błędy i rozpamiętując krew Jednorodzonego Syna mojego, w której znajduje szczodrobliwość miłości mojej i odpuszczenie swych grzechów. Niech czyni tak, a poznanie siebie i rozważanie swych błędów przypomną jej dobroć moją dla niej i pozwolą prowadzić dalej swe ćwiczenia z prawdziwą pokorą. (…)

Dusza winna więc ze słowami które wygłasza, łączyć poznanie siebie i poznanie Mnie. W ten sposób modlitwa ustna będzie pożyteczna dla duszy, która ją odmawia, a Mnie miła. Od niedoskonałej modlitwy ustnej dojdzie dusza przez ćwiczenie do doskonałej modlitwy myślnej.

(Dialog o Opatrzności Bożej LXV-LXVI [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)