Wpisy otagowane ‘miłowanie Boga’

Maria Maravillas od Jezusa (św.): Co cię powstrzymuje?

// Styczeń 25th, 2012 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Co cię powstrzymuje? Co kochasz? Czego szukasz? Czego oczekujesz? Ofiaruj się na każde poświęcenie, każde cierpienie z miłości do twojego Chrystusa, który z miłości do ciebie przed niczym się nie cofnął.

Niech Bóg będzie błogosławiony, niech czyni z nami, czego pragnie, choćby to było we łzach i z sercem startym w proch, bo On na to zezwala. Gdy Bóg sprawia, że cierpimy mężnie, wtedy kosztuje to dużo mniej, niż gdy pozwala, byśmy czyniły to bez sił. On chciał tego doświadczyć w czasie modlitwy  w ogrodzie Oliwnym, aby dać nam przykład. On zawsze jest z nami podtrzymując nas, umacniając i dodając odwagi i siły.

Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej (bł.): Miłujmy Go płomiennie, ale miłością głęboką i spokojną

// Październik 30th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Ja również, droga siostro, życzę ci miłości. To słowo, zdaje mi się, zawiera w sobie całą świętość. A więc miłujmy Go płomiennie, ale miłością głęboką i spokojną! Trwajmy w skupieniu przy Tym, który jest, przy Niezmiennym, którego miłość zawsze spoczywa na nas. My zaś jesteśmy „tymi, których nie ma”. Idźmy do Tego, który chce, abyśmy całe należały do Niego, i który nas tak doskonale zewsząd otacza, żebyśmy już nie my żyły, ale żeby On żył w nas! Z Bogiem! Niech On będzie naszym jedynym Wszystkim. Ściskam cię. Szczęśliwych imienin

(List do M. Gollot, 19 lipca 1901 r. [fragm.], bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej)

Arnold Janssen (św.): Tak mało kocha się Ducha Świętego

// Październik 23rd, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Tak mało kocha się Ducha Świętego. A przecież jest On Bogiem miłości. Obyśmy Go kochali z całego serca. Tej miłości nie możemy sobie sami udzielić: możemy jej pragnąć, ale On musi nas nią obdarzyć (…)

Bóg jest miłością (1 J 4,16). Nie pragnie On niczego, jak tylko naszej miłości.

John Henry Newman (ks. kard., bł.): Panie mój, zerwij me łańcuchy – unieś moje serce

// Wrzesień 7th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Panie mój, wierzę, wiem i czuję, że Tyś jest Najwyższym Dobrem. A mówiąc to, mam na myśli nie tylko to, żeś ze swojej natury największym dobrem i pełen dobrej woli, lecz i to, żeś sam w sobie transcendentnym Pięknem. Wierzę też, że piękno, jakie jest w Twym stworzeniu, to zwykły proch i pył, żadną miarą nieporównywalne z Tobą, któryś jest nieskończenie pięknym Stwórcą. Wiem dobrze, że aniołowie i święci dlatego cieszą się doskonałą szczęśliwością, bo oglądają Ciebie. Na tym świecie choćby przebłysk Twej prawdziwej chwały napełnia ekstazą ludzi świątobliwych. Odczuwam prawdziwość tego wszystkiego, w odpowiednim mi stopniu, ponieważ Ty miłosiernie przyjąłeś na siebie naszą naturę i przyszedłeś do mnie jako człowiek. „I widzieliśmy chwałę Jego, chwałę Jednorodzonego Syna od Ojca” (por. J 1,14). Im bardziej, o mój ukochany Panie, rozważam nad Twymi słowami, pracą, czynami i cierpieniami zawartymi na kartkach Ewangelii, tym bardziej widzę Ciebie jako pełnego cudownej chwały i piękna.

I dlatego, mój ukochany Panie, odkąd dostrzegam żeś taki piękny, kocham Cię  i pragnę kochać Cię coraz bardziej i bardziej. Bo Ty jesteś Jedynym Dobrem, Pięknem, Chwałą, pośród wszystkiego istniejącego świata i nie ma niczego podobnego Tobie; Ty jesteś pełen nieskończonej chwały i dobra, nieporównywalny nawet z najpiękniejszym ze stworzeń, dlatego Ciebie kocham wyjątkową miłością, jedyną, wyłączną i niepowtarzalną. Wszystko, o mój Panie, jest dla mnie mrokiem i mgłą, po tym jak spojrzę na Ciebie. I mógłbym raczej stracić wszystko, niż Ciebie. Bo Ty, o mój Panie, jesteś mym najwyższym i jedynym Panem i miłością.

Mój Boże, Ty wiesz nieskończenie lepiej niż ja, jak mało Cię kocham. Powinienem ukochać w Tobie łaskę. To ona otwiera oczy mego umysłu i uzdalnia je do oglądania Twej chwały. To ona dotyka mego serca i czyni je podatnym na wpływ tego, co tak cudownie piękne i sprawiedliwe. Jak mogę pomóc swojej miłości, mój Panie, by wyzbyła się tej strasznej skazy, przeszkadzającej mi patrzeć na Ciebie? O mój Boże, cokolwiek jest mi bliższego niż Ty, rzeczy ziemskie i przyjemniejsze dla mnie z natury, z pewnością wszystkie one będą odwracać mój wzrok od Ciebie, dopóki nie zadziała Twoja łaska. Miej pieczę nad mymi oczyma, moim słuchem i sercem, by nie popadły w sromotną niewolę. Zerwij me łańcuchy – unieś moje serce. Miej pieczę nad mym jestestwem, by całe skierowane było ku Tobie. Spraw, bym nigdy nie tracił Cię z oczu; a gdy wpatruję się w Ciebie – pozwól by każdego dnia moja miłość do Ciebie rosła coraz bardziej i bardziej.

(Meditations on Christian Doctrine [wyd. pol.: O krok bliżej... Medytacje; fragm.], bł. John Henry Newman)

Anna Katarzyna Emmerich (bł.): W Magdalenie żal i miłość ku Jezusowi przezwyciężyły wszelką trwogę

// Lipiec 22nd, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Przemoczona nocną rosą, wbiegła Magdalena z powrotem do ogrodu. Płaszcz opadł jej z głowy na barki, długie włosy rozwiązały się i opadły falą na plecy. Nie mając nikogo przy sobie, nie odważyła się Magdalena wejść zaraz do groty; zatrzymawszy się więc na skraju u wejścia, schyliła się, zaglądnęła do groty przez niżej położone drzwi, by ujrzeć grób; opadające bujne włosy odgarnęła i przytrzymywała rękoma. Zaglądając tak ciekawie, ujrzała dwóch aniołów w białych szatach, siedzących u wezgłowia i w nogach grobu.

Równocześnie doszły do jej uszu słowa: „Niewiasto, dlaczego płaczesz?” – Zawołała więc żałośnie: „Wzięto Pana mego; nie wiadomo dokąd”. A widząc, że w grobie leżą tylko same całuny, rozglądnęła się wokoło, jak gdyby spodziewała się ujrzeć gdzie Jezusa. Jakieś nieokreślone przeczucie mówiło jej, że Pan jest gdzieś blisko, a nie zbiło ją z tropu nawet zjawienie się aniołów. Nie zastanawiając się prawie nad tym, że to aniołowie mówią do niej, myśl jej zajęta była wyłącznie tym jednym zagadnieniem: „Nie ma tu Jezusa! Gdzież jest Jezus?”. Odszedłszy nieco od grobowca, zaczęła błądzić wkoło, jak ktoś, kto szuka trwożnie zgubionego przedmiotu. Bujne włosy rozsypały się jej po plecach na obie strony, więc usunąwszy je na prawo, ujęła w obie ręce, przygładziła trochę, odrzuciła w tył i znowu zaczęła się rozglądać.

Nagle o dziesięć może kroków na wschód od grobowca, w miejscu, gdzie ogród podnosi się ku murom, ujrzała w mroku wysoką, białą postać, stojącą wokół zarośli za drzewem palmowym. Pobiegła w tę stronę i znowu usłyszała słowa: „Niewiasto, czego płaczesz? Kogo szukasz?”. Magdalena myślała, że to ogrodnik, bo rzeczywiście postać trzymała łopatę w ręku, a na głowie miała płaski kapelusz, podobny do używanej tu kory, przywiązanej nad czołem dla ochrony od słońca, zupełnie tak, jak przedstawił mi się ogrodnik w przypowieści, którą Jezus opowiadał niewiastom w Betanii tuż przed Jego męką. Postać, zjawiająca się Magdalenie, nie była świetlista, lecz podobna zupełnie do zwyczajnego człowieka, jak wyglądałby o zmierzchu, ubrany w białą suknię. Na zapytanie, kogo szuka, zawołała Magdalena natychmiast:”Panie, jeśli ty Go wziąłeś, to powiedz, gdzieś Go podział? A ja Go zabiorę”. I znowu zaczęła się rozglądać, czy nie ujrzy gdzie Pana w pobliżu.

Wtedy Jezus – On to był bowiem – rzekł zwykłym, znanym jej głosem: „Mario!” – Magdalena, poznawszy Pana po głosie, zapomniała o ukrzyżowaniu, o śmierci i pogrzebie, upadła przed Nim na kolana i wyciągnąwszy ręce ku Jego stopom, zawołała, jak zwykła była Go dawniej nazywać: „Rabbuni? [Mistrzu mój?]„. Jezus powstrzymał ją jednak, wyciągnąwszy rękę przed siebie, i rzekł: Nie dotykaj Mnie! Nie wstąpiłem jeszcze do Ojca Mego. Wracaj do Mych braci i powiedz im te słowa:<<Idę do Ojca Mego i Ojca waszego, do Boga Mego i Boga waszego!>> [por. J 20,17]. Po tych słowach znikł Jezus w jednej chwili sprzed oczu Magdaleny.

Otrzymałam objaśnienie, dlaczego Jezus zabronił Magdalenie dotykać się Go, ale już nie potrafię tego dokładnie powiedzieć; zdaje mi się, dlatego  że Magdalena z taką gwałtownością rzuciła się do uściśnięcia stóp Jego, z tym uczuciem, jakby żył jeszcze, jak przedtem, i jakoby nic się nie zmieniło. Słowa Jezusa: „Nie wstąpiłem jeszcze do Ojca Mego” oznaczały, jak się dowiedziałam, że jeszcze po Zmartwychwstaniu nie stawił się przed Swym Ojcem Niebieskim i nie podziękował Mu za zwycięstwo nad śmiercią i odkupienie ludzkości. Chciał przez to niejako powiedzieć Jezus Magdalenie, że pierwsze radości Bogu się należą, że więc i ona powinna się najpierw zastanowić i podziękować Bogu za dopełnienie Tajemnicy Odkupienia i zwycięstwo nad śmiercią.

Gdy Jezus zniknął, podniosła się Magdalena i niepewna, czy był to sen, czy jawa, pobiegła jeszcze raz do grobu. Widząc same całuny i aniołów, doszła wreszcie do przekonania, że rzeczywiście Jezus zmartwychwstał cudownie, więc pospieszyła do swych towarzyszek. Jezus pojawił się Magdalenie mniej więcej o godzinie pół do trzeciej.

(…)

W Magdalenie żal [za grzechy] i miłość ku Jezusowi przezwyciężyły wszelką trwogę. Nie troszcząc się teraz o nic, z pełną poświęcenia odwagą naraża się na niebezpieczeństwo. Nieraz biega po ulicach z rozpuszczonymi włosami. Gdziekolwiek natknie się na ludzi, czy w domach, czy na publicznych placach, wyrzuca im zamordowanie Jezusa, opowiada z zapałem o swych własnych winach i o ich znaczeniu jako przyczyny śmieci Jezusa. Jeśli nie napotka nikogo, błądzi po ogrodach i powtarza to samo drzewom, kwiatom i studniom. Często gromadzą się ludzie koło niej; jedni litują się nad nią, inni szydzą z niej, pogardliwie wspominając dawniejszy jej sposób życia. W ogóle nie zażywa Magdalena szacunku u ogółu ludności, bo dawniej szerzyła za wiele zgorszenia. I teraz wielu Żydów gorszy się tym gwałtownym okazywaniem boleści, a nawet zdaje się pięciu próbowało ją pojmać; lecz ona przeszła pośród nich, postępując [dalej] tak samo, jak dotychczas. Zapomniała teraz o całym świecie, a tylko wzdycha za Jezusem.

(Życie Marii Magdaleny opowiedziane przez . Annę Katarzynę Emmerich, [fragm.] opr. ks. Krzysztof Stola)

Matka Teresa z Kalkuty (bł.): List do Jezusa

// Lipiec 14th, 2011 // Brak komentarzy » // Matka Teresa z Kalkuty (bł., wł. Agnesë Ganxhe Bojaxhiu)

„Uśmiechasz się przez cały czas”. – Siostry i ludzie robią takie uwagi. – Myślą, że wiara, ufność i miłość wypełniają moją najgłębszą istotę i że na pewno mam serce pochłonięte bliskością Boga i zjednoczeniem z Jego wolą. – Ale gdyby mogli wiedzieć – jak bardzo moja radość jest płaszczem, którym zakrywam pustkę i nędzę.

Mimo wszystko – ta ciemność i pustka nie są tak bolesne jak tęsknota za Bogiem. – Czuję, że ta sprzeczność wytrąci mnie z równowagi. – Mój Boże, co Ty robisz z kimś tak małym? Kiedy prosiłeś, abyś mógł odcisnąć w moim sercu Twoją Mękę – czy to jest odpowiedź?

Jeśli przyniesie Ci to chwałę, jeśli da Ci to odrobinę radości – jeśli przyciągnie to do Ciebie dusze – jeśli moje cierpienie zaspokoi Twoje Pragnienie – oto jestem, Panie, przyjmuję wszystko z radością do końca życie – będę się uśmiechać do Twojego Ukrytego Oblicza – zawsze.

(List do Jezusa, [fragm.] bł. Matka Teresa)

Maria Kandyda od Eucharystii (bł.): Myślą i sercem rozpoczęłam nawiedzać Jezusa w tabernakulum

// Czerwiec 24th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Myślą i sercem rozpoczęłam nawiedzać Jezusa w tabernakulum w ciągu dnia, a także nocą. Adorowałam Go we wszystkich świątyniach świata, w tych zwłaszcza, w których pozostawał najbardziej zapomniany. Nocą przerywałam sen, aby Go na klęczkach uwielbiać. Widziałam w duchu te ciemne kościółki i zamknięte drzwiczki tabernakulów. Mówiłam Jezusowi, że u stóp każdego ołtarza stawiam moje serce jak wieczną lampkę, aby nieustannie Go adorowało, dziękowało Mu, kochało Go i wynagradzało.

Zawarłam przymierze z Jezusem, na mocy którego w każdym kościele świata katolickiego, gdziekolwiek znajdowałoby się tabernakulum, gdziekolwiek przebywałby On w Sakramencie Ołtarza, moje serce będzie z Nim; by Go kochać, wielbić i wynagradzać w imieniu własnym i całego stworzenia, które Go opuszcza i nie chce Go poznać. To przymierze miało mnie obowiązywać nie tylko przez czas mojego życia ziemskiego, ale tak długo, dopóki On pozostanie w Najświętszym Sakramencie, czyli aż do skończenia wieków.

(Autobiografia [fragm.], bł. Maria Kandyda od Eucharystii)

Bernadetta Soubirous (św.): O najbardziej współczujące Serce mojego Jezusa

// Czerwiec 14th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Sprawiedliwy jest ofiarą, jego życie jest ołtarzem. Z miłości do Jezusa będę sobie zadawała gwałt, nawet przy najmniejszych okazjach. O najbardziej współczujące Serce mojego Jezusa, przyjmij każdą moją łzę, każdy krzyk mej boleści jako akt błagalny za wszystkich tych, co cierpią, co płaczą; za wszystkich tych, co o Tobie zapominają. Mój Jezu, ja cierpię i kocham Ciebie… Cierpię – lecz jęki moje wznoszą się nieustannie ku Tobie, mój Pocieszycielu; w Twoje najczcigodniejsze Serce przelewam łzy swoje; jemu polecam swoje westchnienia, udręczenia; jego goryczom swoje gorycze. Spraw, mój Jezu, by ten święty związek je uświęcił.

(Modlitwa z osobistego notesu, św. Bernadetta Soubirous)

Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (bł.): Jesteśmy stworzeni, żeby miłować naszego Stwórcę, a nie, żeby iść za naszym pragnieniem

// Maj 20th, 2011 // Brak komentarzy » // Maria od Jezusa Ukrzyżowanego (bł., wł. Mariam Baouardy)

Czym jest człowiek wobec swego Stwórcy? Dlaczego człowiek jest zły? Podziwiajmy cierpliwość Boga… Och! Tak, tysiąc lat mija jak jeden dzień. Lecz my jesteśmy stworzeni, żeby miłować naszego Stwórcę, a nie, żeby iść za naszym pragnieniem… Na ile będziemy czynić własną wolę, na tyle będziemy przypiekać się w czyśćcu, być może dziesięć lat za jeden czyn, w zależności od stopnia jego ważności… Na co człowiekowi zdobyć wszechświat, jeśli zgubi swoją duszę?

(Zapiski z ekstazy 18.10.1875 r. [fragm.], bł. Maria od Jezusa Ukrzyżowanego)

Stanisław Papczyński (bł.): Bez przerwy się módlcie

// Maj 18th, 2011 // Brak komentarzy » // XVIII wiek

W Jerozolimie, w owym najwspanialszym dziele Salomona był ołtarz, który właśnie służył do spalania kadzidła. Nieco wyżej wskazaliśmy, że serce człowieka jest ołtarzem. Czyż z niego nie powinno nieustannie wznosić się przed oblicze Pana najwonniejsze kadzidło? Mam na myśli modlitwę. Do niej zachęca nas Apostoł, mówiąc: Bez przerwy się módlcie (1 Tes 5,17). Niewątpliwie, za najbardziej opustoszałą można uważać tę mistyczną świątynię Boga, w której nie spala się kadzidła ustawicznej modlitwy. Należy więc modlić się myślą, słowem, westchnieniami i łzami. Takim też słodkim zapachem modlitwy należy usunąć wszystko, cokolwiek jest w nas cuchnącego. Najlepiej poleca to św. Bernard: „Gdziekolwiek będziesz, módl się w swoim sercu. Jeśli będziesz daleko poza kaplicą, nie szukaj specjalnego miejsca, ponieważ ty jesteś miejscem modlitwy. Jeśli będziesz w łóżku lub w innym miejscu, módl się, a tam będzie świątynia”.

Kto w taki sposób trwa na modlitwie i w niej ciągle się ćwiczy, ten nie tylko obmyje wszystkie swoje nawet najcięższe nieprawości, ale wejdzie w taką zażyłość z Bogiem, że już nie będzie Jego niewolnikiem, lecz przyjacielem, a nawet synem; co więcej, tak bardzo będzie złączony z Bogiem, że w Bogu, z Nim i przez Niego będzie mógł wszystko.

Stąd Beda Czcigodny, mając na myśli wspomniany ołtarz kadzielny, mówi: „Ołtarz ten znajdował się obok wyroczni, to jest Świętego Świętych, czyli w pomieszczeniu zewnętrznym, ale blisko bramy pomieszczenia wewnętrznego. Ten ołtarz jest obrazem ludzi doskonałych, którzy jeszcze ciałem przebywają na świecie, ale całym pragnieniem wzniesieni są ku niebu. Wysyłają do Świętego Świętych jakby dym wznoszący się z płonącego kadzidła, ponieważ płonąc niebiańską miłością, docierają częstymi modlitwami do uszu Stwórcy, i o ile bardziej są czyści i bliscy nieba, o tyle szybciej otrzymują od Pana to, czego się domagają. Na tym ołtarzu paliły się nie mięsa ofiar, lecz same tylko wonne kadzidła, ponieważ tacy już nie mają potrzeby przez ofiarę uśmiercać w sobie grzechów ciała i kuszących myśli, lecz przez ogień wewnętrznej miłości ofiarowują przed obliczem Stwórcy tylko wonności modlitw oraz pragnień duchowych”.

Te właśnie dusze, oddające się gorliwej modlitwie, mogą w jednym momencie więcej pomóc całemu Kościołowi niż wszyscy kaznodzieje kazaniami, doktorzy wykładami, spowiednicy szafarstwem sakramentu pokuty. Mogą przywrócić umarłych do życia, złych skłonić do poprawy, mogą zniszczyć całe armie, odwrócić głód, oddalić zarazę, mogą wszystko zdziałać, wsparci podczas modlitwy dwoma ramionami: wiarą i miłością. O takich to zdaje się mówić pisarz Księgi Powtórzonego Prawa: Będą kłaść kadzidło czasu zapalczywości twojej i całopalenie na ołtarzu twoim (Pwt 33,10), co wyjaśniając mi, znany komentator tak powiedział: „Modlitwa świętych jest najmilszym kadzidłem dla Boga, którym łagodzi się gniew Pana wobec grzeszącego ludu, ponieważ oczyszczona z wszelkiego ziemskiego brudu, rozpalona niebieskim pragnieniem, płonie przed obliczem Boga i z ołtarza serca oddanego Bogu jakby całopalna ofiara wznosi się w górę jako płomień pobożności”.

Wobec tego, chrześcijaninie, obierz sobie aprobowane za poradą roztropnego i pobożnego męża stałe modlitwy i nigdy ich nie porzucaj. To bym ci zalecał jako bardzo pożyteczne! Miej też zwyczaj pobożnego rozważania męki Pańskiej, czterech rzeczy ostatecznych, życia Jezusa Chrystusa, Najświętszej Dziewicy i świętych, przebywających w niebie, abyś praktykując tę pobożność, oczyścił się, oświecił i przez naśladowanie osiągnął tych, do których wspólnoty pragniesz być po śmierci włączony. Miłość do Boga spali to kadzidło, choć nie bez pomocy pokory. Jeśli bowiem będziesz pokorny, jak powiedział któryś ze świętych, Duch Święty nauczy cię modlitwy. On sam dostarczy ci kadzidła, sam je zapali, sam roznieci płomienie i sam przyjmie najsłodszy zapach.

(Mistyczna świątynia Boga [fragm.], bł. Stanisław Papczyński)

Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej (bł.): Proś Go o to, abym się w Nim cała zagubiła

// Maj 10th, 2011 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, XX/XXI Wiek

Droga Małgorzato, bądźmy całe Jego. Chętnie pozwólmy, aby nas wziął i uniósł tam, gdzie chce nasz Umiłowany. Ach, droga siostrzyczko, moje serce przelewa się, jest całe pochłonięte! Ale, co ja mówię? Czyż nie ma Go tam zawsze? Przecież On jest Niezmienny. On jest Tym, Który jest. Och, proś Go o to, abym się w Nim zagubiła… z tobą.

( List do M. Gollot, 10.07.1901 r. [fragm.], bł. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej)

Zofia Paula Tajber (sł. Boża):Muszę kroczyć za łaską Bożą szybko i śmiało

// Maj 5th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Chcę kochać Boga coraz goręcej i potężniej, i pożądam to kochanie pomnożyć bezgranicznie, lecz nie z tą myślą, ażeby kochać tak, jak ten lub ów Święty – czy najbardziej – nawet ponad wszystkich Świętych, o nie! Ja niczyjego stopnia miłości nie chcę ścigać, bo każdy był wielki i święty, ale swego rodzaju i dla niego wyznaczony. Lecz chcę ścigać ten stopień, który mi Bóg najsłodszy wyznaczył w Sobie do zdobycia, a jest on bardzo wielki i wszechstronny, gdyż Jezus kiedyś za życia swego ziemskiego mówił:  „Bądźcie doskonałymi, jako Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest”.

Zatem granica mej świętości i miłości jest bezgraniczna, a trzeba ją zdobyć! Taka Wola Boga Samego. Więc muszę kroczyć za łaską Bożą szybko i śmiało, bo bardzo daleko, lecz z Jezusem wszystko może stać się prędko, byleby w Nim stale trwać!

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Kochać Cię, Jezu – jak płodna to strata!

// Kwiecień 18th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Ach, żyć miłością – to oblewać łzami
Wraz z Magdaleną nogi Twoje  święte,
Jej pocałunki wespół z wonnościami
Wdzięcznie przez Ciebie zostały przyjęte.
Widząc to, wstaje i na Twoją głowę
Olejek zlewa ze świętą śmiałością.
Serce me Twarz Twą namaścić gotowe
Moją miłością.

Ach żyć miłością! – gdzież większe szaleństwo?
Świat na mnie woła: porzuć to śpiewanie!
Daremne życia Twojego męczeństwo,
Daremne Twoich wonności rozlanie!…
Kochać Cię, Jezu – jak płodna to strata!
Dla Ciebie tylko wszystkie me wonności,
Chcę przeto śpiewać, schodząc z tego świata:
Konam z miłości!

(Żyć miłością [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza)

Albert Chmielowski (św.): Ostrożności św. Jana od Krzyża

// Grudzień 15th, 2010 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Najmilsza siostro Izydoro, proszę przez 9 dni rozważać Ostrożności(1) św. Jana od Krzyża, co dzień 3 ostrożności. Od zachowania tych reguł duchownych wszystko zależy. Zakonnica, która nie chce tego zachować, jest jak świecka osoba, która 10 przykazań nie chce zachować.

Nic na równi z Bogiem. Nic nad Boga. Nic prócz Boga. Nic równocześnie z Bogiem. Jeden Bóg jednej duszy. Wszystko – Wszystkiemu. Serce – Sercu. Boże mój, cóż jest na niebie lub na ziemi godnego miłości wobec Ciebie?

1. Ostrożności
Św Albert ma na myśli Przestrogi autorstwa św. Jana od Krzyża. Najczęściej wydawane łącznie ze Słowami światła i miłości

Jan od Krzyża (św.): Modlitwa duszy rozmiłowanej

// Grudzień 13th, 2010 // 2 Komentarzy » // Jan od Krzyża (św.)

Boże mój, Panie i Oblubieńcze!

Jeśli wspomnienie moich grzechów nie pozwala Ci nadal spełniać tego o co Cię proszę, niech się dzieje Twoja wola, którą kocham ponad wszystko. Okaż swoją dobroć i miłosierdzie, abyś był w nich poznany.

A jeśli, o Panie, czekasz na moje czyny, aby przez nie spełnić moje prośby, udziel mi ich i wypełnij je we mnie; daj również cierpienia, jakich pragniesz i niech się dzieje Twoja wola! Jeśli zaś nie czekasz na moje czyny, czego oczekujesz, najmiłościwszy Boże, czemu zwlekasz?

Jeśli łaska, o którą Cię przez Twego Syna proszę, wynika z Twego miłosierdzia, weź moją nicość, której pragniesz, a daj mi skarby, których również pragniesz dla mnie. Któż może się uwolnić ze swej nędzy i nicości, jeśli Ty go nie podniesiesz do siebie czystością Twej miłości, o Boże mój? Jakże się może podnieść do Ciebie człowiek zrodzony w nędzy jeśli go Ty nie podniesiesz tą ręką, którą go stworzyłeś?

Nie pozbawisz mnie, o Boże mój, tego, coś mi dał w Twym Synu, Jezusie Chrystusie, w którym mi dałeś wszystko, czego pragnę; dlatego raduję się, bo nie zawiedziesz mej ufności! Czemu więc, duszo moja, jeszcze się ociągasz, gdy już teraz możesz kochać całym sercem swego Boga?

Moje są niebiosa i moja jest ziemia, moje są narody, moi grzesznicy i sprawiedliwi. Aniołowie są moi, Matka Boża jest moja, wszystkie rzeczy są moje, i sam Bóg jest moim i dla mnie, gdyż Chrystus jest mój i wszystek dla mnie! Czemu więc, duszo moja, jeszcze się ociągasz, i czego jeszcze szukasz? Wszystko jest twoje i wszystko dla ciebie.

(Modlitwa duszy rozmiłowanej, św. Jan od Krzyża)