Wpisy otagowane ‘miłość bliźniego’

Hieronim Emiliani (św.): Chrystus działa w tych instrumentach, które pozwalają prowadzić się Duchowi Świętemu.

// Luty 8th, 2012 // Brak komentarzy » // XVI Wiek

1. Wielmożny Panie Ludwiku, drogi w Chrystusie. Swoją cierpliwością uratujecie wasze dusze. Jaką korzyść będzie miał bowiem człowiek, jeżeli pozyska cały świat? Wydaje mi się, że możecie mnie zrozumieć, jesteśmy jak ziarno zasiane między kamieniami, to znaczy pochodzimy z tych, którzy wierzą przez jakiś czas, ale w godzinie pokusy ulegają.

2. Powinniśmy znosić bliźniego, przebaczać mu w głębi duszy i modlić się za niego, a na zewnątrz starać się, aby przemówić do niego jakimś łagodnym słowem, po chrześcijańsku, prosząc Pana, aby was uczynił godnym, dzięki waszej cierpliwości i łagodnemu przemawianiu, do powiedzenia mu takich słów, żeby został oświecony w swoim błędzie w tym momencie. Ponieważ Pan zezwala na taki błąd dla waszej i jego użyteczności, a to dlatego, abyście wy nauczyli się mieć cierpliwość i poznali niedoskonałość ludzką, i aby później, za waszym pośrednictwem, został on oświecony, i aby był chwalony Ojciec Niebieski w swoim Chrystusie.

3. I kiedy wydarzy się jedna z takich sytuacji, należy wystrzegać się czynienia czego innego, jakby to mogło być szemranie, mówienie źle, złoszczenie się, bycie niecierpliwym, twierdzenie: „nie jestem świętym; to nie są rzeczy, które można znieść; to nie są ludzie umartwieni” lub tym podobne; a później dawać własny zysk innym mówiąc: „dobrze by było, aby ów mu powiedział lub napisał, albo powiadomił go, ponieważ zrobiłby to lepiej ode mnie, mnie nie uwierzy; ja nie jestem w tym dobry, itd.”; ale powinniśmy myśleć, że tylko Bóg jest dobry i że Chrystus działa w tych instrumentach, które pozwalają prowadzić się Duchowi Świętemu.

List do Lodovico Viscardi w Bergamo, Brescia, 14 czerwca 1536, [fragm.], św. Hieronim Emiliani

Jan Paweł I (wł. Albino Luciani, sł. Boży): Droga mała Teresko…

// Październik 1st, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Droga mała Teresko,

miałem siedemnaście lat, kiedy przeczytałem Twoją autobiografię. Był to dla mnie prawdziwy wstrząs. „Wiosenne dzieje białego kwiatka” – tak ją określiłaś. Mnie się wydawała historią „stalowej sztaby” dla siły woli, odwagi i decyzji, jakie z niej biły. Gdy raz wybrałaś drogę całkowitego oddania się Bogu, nic Cię już na niej nie zatrzymało: ani choroba, ani przeszkody zewnętrzne, ani trudności i ciemności wewnętrzne.

Przypomniałem to sobie, kiedy przewożono mnie do sanatorium, w czasach gdy penicylina i antybiotyki nie były jeszcze odkryte, a ciężko choremu wróżono bliższą lub dalszą śmierć.

Wstydziłem się, że odczuwam nieco strachu: „Teresę, gdy miała 23 lata, dotychczas zdrową, pełną życia — mówiłem sobie — ogarnęła radość i nadzieja, kiedy poczuła podchodzący do ust pierwszy krwotok. Co więcej, umniejszając swoje cierpienia wyjednała pozwolenie ukończenia postu o chlebie i wodzie, a ty drżysz ze strachu? Jesteś kapłanem, oprzytomnij, nie rób z siebie głupca!”

Gdy czytałem Cię na nowo z okazji setnej rocznicy Twych urodzin, uderzył mnie z kolei sposób, w jaki kochałaś Boga i bliźniego. Święty Augustyn napisał: „Idziemy do Boga nie drogą, lecz miłością”. I Ty także nazywałaś swoją drogę „drogą miłości”. Chrystus powiedział: Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał. W całkowitej zgodzie z tymi słowami Ty czułaś się jak „mała ptaszyna bez sił i bez skrzydeł”; w Bogu zaś widziałaś orła, który zniżał się, by unieść Cię wysoko na swych skrzydłach. Nazywałaś łaskę Bożą „windą”, która Cię wznosiła ku Bogu szybko i bez utrudzenia, gdy Ty byłaś „za mała, by wejść na strome stopnie doskonałości”.

„Bez utrudzenia” — zrozumiejmy się dobrze: to pod jednym względem, ale pod drugim… Oto Twoje ostatnie miesiące; dusza Twa kroczy czymś w rodzaju ciemnego tunelu, nie widzi nic z tego, co przedtem widziała tak wyraźnie. „Wiara dla mnie — piszesz — nie jest już nawet zasłoną, to mur!” Cierpienia fizyczne są tak wielkie, że wyrywa Ci się: „Gdybym nie miała wiary, zadałabym sobie śmierć”. Mimo to nieustannie powtarzałaś swoją wolę Bogu, że Go kochasz: „Śpiewam o szczęściu Nieba, ale nie czuję radości; śpiewam po prostu to, w co chcę wierzyć”. Ostatnie Twoje słowa były: „Boże mój, kocham Cię!”

Miłosiernej miłości Boga oddałaś się jako ofiara. Nie przeszkadzało Ci to cieszyć się rzeczami pięknymi i dobrymi: przed zapadnięciem na ostatnią chorobę z radością malowałaś, pisałaś wiersze i obrazki sceniczne o treści religijnej, grałaś w nich role z subtelnym wyczuciem aktorskim. Podczas ostatniej choroby, w jakimś momencie polepszenia, poprosiłaś o ciastko czekoladowe. Nie przerażały Cię własne niedoskonałości, nawet to, że czasem zasypiałaś ze zmęczenia w czasie medytacji („dzieci podobają się matkom także wtedy, kiedy śpią!”).

Kochając bliźnich, starałaś się oddawać im  drobne przysługi, pożyteczne, lecz niezauważalne, wybierając, jeśli to możliwe, osoby, które Cię męczyły i nie rozumiały. W ich twarzach, niezbyt może miłych, szukałaś umiłowanego oblicza Chrystusa. Nie dostrzegano tego Twojego wysiłku i starania. „O ile jest pobożna w kaplicy i w pracy — pisała o Tobie przełożona — o tyle wesoła i pełna pomysłów, aż nas rozśmiesza, podczas rekreacji”.

Te kilka zdań, które skreśliłem, są dalekie od tego, by zawrzeć całość Twojego przesłania do chrześcijan. Wystarczą jednak, by wytyczyć pewne wskazówki dla nas.

Prawdziwa miłość Boga łączy się z mocną decyzją, ponawianą w razie potrzeby.(…)

Trochę wojowniczości i ducha ryzyka nie szkodzi w miłości Boga. Miałaś je: nie na darmo wyczuwałaś w Joannie d’Arc swoją „towarzyszkę broni”.

W Napoju miłosnym Donizettiego wystarczy „ukradkowa łza” Adiny, by uspokoić i uszczęśliwić zakochanego Nemorina. Bóg nie zadowala się ukradkowymi łzami. Łza podoba Mu się o tyle, o ile odpowiada jej wewnętrzna decyzja woli. Podobnie jest z innymi rzeczami zewnętrznymi: podobają się Panu, jeśli odpowiada im miłość serca. Post religijny wyniszczył twarze faryzeuszy, ale Chrystusowi nie podobały się one, bo serce ich było daleko od Boga. Ty napisałaś: „Miłość nie ma polegać na uczuciach, ale na uczynkach”. Dodałaś jednak: „Bóg nie potrzebuje naszych dzieł, lecz jedynie naszej miłości”. Doskonale powiedziane!

Kochając Boga można kochać mnóstwo innych rzeczy. Pod jednym warunkiem: że niczego nie będzie się kochać wbrew ani ponad, ani w takim stopniu jak Boga. Innymi słowy: miłość Boga nie ma być wyłączna, lecz najważniejsza, w każdym razie jako wartość.

Pewnego dnia Jakub zakochał się w Racheli; aby ją otrzymać, służył przez siedem lat, a wydały mu się one – mówi Biblia – jak dni kilka, bo bardzo Rachelę miłował, i Bóg nie miał mu nic do zarzucenia, przeciwnie, pochwalił i błogosławił.

Co innego kropić święconą wodą i błogosławić wszystkie miłości tego świata. Chociaż usiłują to robić dziś pewni teologowie, którzy pod wpływem teorii Freuda, Kinseya i Marcuse’a zachwalają „nową moralność seksualną”. Jeśli chrześcijanie nie chcą zamieszania i wyludnienia, zamiast tych teologów powinni słuchać Magisterium Kościoła, które obdarzone jest szczególną łaską zachowania nietkniętej nauki Chrystusa i przystosowania jej odpowiednio do nowych czasów.

Szukać oblicza Chrystusa w twarzy bliźniego to jedyne kryterium gwarantujące nam, że będziemy kochać naprawdę wszystkich, przezwyciężając antypatie, ideologie i prymitywną filantropię.(…)

Kto naprawdę kocha Chrystusa, nie może odmówić miłości ludziom, którzy są Jego braćmi. Nawet jeśli są brzydcy, źli i nudni, miłość powinna ich choć trochę przemienić.

Miłość okazywana w drobiazgach. Często jedyna możliwa. Nie miałem nigdy okazji, by rzucić się w nurty rzeki dla ratowania tonącego; często za to proszono mnie o pożyczenie czegoś, napisanie listu, udzielenie zwykłych i prostych wskazań. Nie spotkałem nigdy na swej drodze wściekłego psa, ale często natrętne muchy i komary; nigdy prześladowców; nie obili mnie kijami, ale jakże często spotykałem osoby, które przeszkadzały mi głośną rozmową w podróży, nastawionym na pełny regulator telewizorem, a choćby i chlipaniem zupy.

Pomóc, ile można, nie denerwować się, być wyrozumiałym, zachować spokój i uśmiech (jak najwięcej!) w tych okolicznościach to kochać bliźniego bez retoryki, ale w sposób konkretny. Chrystus często praktykował taką miłość. Ileż cierpliwości w znoszeniu sporów, jakie powstawały między Apostołami! Jaka troskliwość w zachęcie i pochwale! „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” – powiedział o setniku i niewieście kananejskiej. „Wyście wytrwali przy mnie w moich przeciwnościach” – powie Apostołom. A raz poprosił Piotra o pożyczenie Mu łodzi.

„Panem wspaniałomyślnym” – nazwie Go Dante. Umiał postawić się w położeniu innych, cierpiał z nimi. Ochraniał, bronił grzeszników nie tylko im przebaczał, jak Zacheuszowi, jawnogrzesznicy, Magdalenie.

Ty w Lisieux, szłaś w Jego ślady; i my powinniśmy czynić podobnie w świecie.(…) Teresko, miłość, jaką kochałaś Boga (i bliźniego z miłości dla Boga), była Go naprawdę godna. Taka też powinna być i nasza miłość: ogień żywiący się wszystkim, co w nas jest wielkie i piękne; rezygnacja z wszystkiego, co w nas jest buntem; zwycięstwo, które unosi nas na swoich skrzydłach i składa jako dar u stóp Boga.

(Dziennik, czerwiec 1973 [fragm.], sł. Boży Jan Paweł I)

Teresa Benedykta od Krzyża (św., wł. Edyta Stein): Kto kocha ludzi jak Chrystus, pragnie, by oni należeli do Boga a nie do niego

// Sierpień 9th, 2011 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, XX/XXI Wiek

Miłość ludzka dąży do tego, by mieć dla siebie swój przedmiot ukochania. Kto kocha ludzi jak Chrystus, pragnie, by oni należeli do Boga a nie do niego. Oczywiście, w ten sposób zapewniamy sobie ich posiadanie na wieki. Jeśli zdobędziemy człowieka dla Boga, jesteśmy z nim zjednoczeni w Bogu, podczas gdy chęć zdobycia go dla siebie prowadzi często do tego, że prędzej czy później go tracimy.

(Autobiografia [fragm.], św. Teresa Benedykta od Krzyża)

Michał Sopoćko (bł.): W oczekiwaniu Ducha Świętego nie możemy być bezczynni

// Czerwiec 10th, 2011 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

W oczekiwaniu Ducha Świętego nie możemy być bezczynni, lecz mamy się modlić i ćwiczyć się w miłości bliźniego, która jest najlepszym dowodem naszej miłości ku Bogu. Duch Święty nie może wejść do duszy niedoskonałej w obcowaniu z bliźnimi. Brak miłości jest jedną z największych przeszkód w Jego działaniu. Jak woda wstrzymuje działanie ognia, tak brak miłości wstrzymuje działanie Ducha Świętego.

(Dziennik, z.3., 22.05.1966 r., bł. Michał Sopoćko)

Pier Giorgio Frassati (bł.): Dziękuję za modlitwy, które naprawdę są najlepszym świadectwem przyjaźni

// Maj 6th, 2011 // Brak komentarzy » // Pier Giorgio Frassati (bł.)

Dziękuję jeszcze za modlitwy, które naprawdę są najlepszym świadectwem przyjaźni, bo to przecież niezrównana Miłość Chrześcijańska: modlić się za człowieka, któremu to potrzebne.

Nic nie ma piękniejszego od Miłości, bo jak powiada święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian, w rozdziale 13: Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a nie miałbym miłości, byłbym jak miedź dźwięcząca i cymbał brzmiący, a dalej: Teraz jeno te trzy rzeczy trwają: wiara, nadzieja i miłość, a z nich największa jest miłość. Zaiste wiara i nadzieja ustają z naszą śmiercią, a Miłość, czyli Caritas, trwa wiecznie, a nawet, myślę bardziej żywa w przyszłym życiu. Co do mnie, pomodlę się więc za Panią, choć niewiele znaczą moje modlitwy, lecz Bóg we Wszechmocy Swojej nie będzie baczył na moje uchybienia, ale wysłucha prośby ze względu na zasługi Pani.

(List do Clementiny Luotto, Turyn, 23.04.1925 r. [fragm.] , bł. Pier Giorgio Frassati)

Katarzyna ze Sieny (św.): Co powinniśmy zatem robić?

// Styczeń 7th, 2011 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)

Powiedziałam ci, drogi bracie, że jesteśmy zobowiązani do miłowania Boga, a teraz ci mówię, że ten, kto kocha, musi być użyteczny temu, kogo kocha, i musi mu służyć. Widzę jednak, że nie możemy uczynić nic pożytecznego dla Boga, gdyż nie przysłużymy się Mu naszym dobrem, ani też nie zaszkodzimy Mu naszym złem. Co powinniśmy zatem robić? Powinniśmy oddawać cześć i uwielbienie Jego Imieniu oraz prowadzić bardzo cnotliwe życie, powinniśmy ofiarować naszemu bliźniemu owoc i trud, to znaczy – uczynić coś pożytecznego dla niego oraz służyć mu w sposób miły Bogu, a jego wady znosić i dźwigać z prawdziwą, uporządkowaną miłością.

Miłość staje się nieuporządkowana wtedy, gdy popełniamy grzech, żeby jakoś przeżyć albo żeby sprawić przyjemność bliźniemu. Inna jest miłość uporządkowana, nie pozwala ona człowiekowi oddać duszy nawet dla ratowania całego świata. Nie powinno się bowiem grzeszyć, nawet gdyby się okazało możliwe, że za jeden jedyny grzech Bóg obdarzy życiem wiecznym wszystkie rozumne stworzenia. Trzeba natomiast oddać życie ciała za duszę bliźniego i trzeba oddać dobra doczesne dla ratowania ciała. Tak właśnie powinniśmy kochać Boga i bliźniego.

Pamiętasz, bracie, jak Chrystus pytał świętego Piotra: – „Piotrze, czy Mnie miłujesz?”. A Piotr odpowiedział Chrystusowi, że przecież On wie, że Go miłuje. Gdy tak odpowiedział trzy razy, Chrystus powiedział: – „Skoro Mnie kochasz, paś owce moje” (por. J 21,15-17). To tak jakby powiedział:  „Po tym, jak będziesz pasł moje owce, poznam, czy mnie miłujesz. Skoro bowiem nie możesz nic zrobić dla Mnie, pomagaj bliźniemu twemu, ofiarując mu trud oraz karmiąc go świętą i prawdziwą nauką”.

Powinniśmy wspierać bliźniego według naszych możliwości, a więc jeden – nauką, inny – modlitwą, a jeszcze inny – materialną pomocą. Kto zaś nie może udzielić bliźniemu materialnej pomocy, niechaj go wspiera przyjaźnią. Powinniśmy zawsze okazywać miłość bliźniemu, czyniąc coś pożytecznego i dobrego temu, kogo Bóg postawił na naszej drodze. Bracie mój jeszcze raz cię proszę i wzywam cię do życia w łasce i do miłosiernych czynów. Przypominam ci słowa Chrystusa w taki oto sposób: „Piotrze, czy miłujesz swego Stwórcę i mnie? Służ mi zatem, pomagając bliźniemu twemu, który jest w potrzebie. Służ mu według twoich sił i możliwości, mając zawsze na względzie chwałę, a nie obrazę Boga”.

(List do Piotra Tolomei, CCLIV [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)

Jan Chryzostom (św.): Nie ozdabiajmy domów naszych, ale raczej jeden tylko dom: duszę naszą

// Grudzień 19th, 2010 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Pierwsze wieki

Nie ozdabiajmy domów naszych, ale raczej jeden tylko dom: duszę naszą. Czyż bowiem nie wstyd, że niepotrzebnie i lekkomyślnie wykładamy marmurami nasze ściany, a nie dbamy o Chrystusa, który przechodzi koło nas odarty z szat i obnażony? Jakaż ci korzyść ze wspaniałego domu, człowiecze? Czy zabierzesz go z sobą, gdy odejdziesz? Duszę zaś będziesz niósł z sobą wszędzie, dokądkolwiek pójdziesz.

Pier Giorgio Frassati (bł.): Fundamentem wiary katolickiej jest miłość

// Grudzień 5th, 2010 // Brak komentarzy » // Pier Giorgio Frassati (bł.)

Przyjaciele… Każdy z was wie, że fundamentem naszej religii jest miłość, bez której rozsypałaby się ona w proch, gdyż nie będziemy naprawdę katolikami, dopóki nie spełnimy, a raczej nie ukształtujemy całego naszego życia zgodnie z dwoma przykazaniami, zawierającymi w sobie istotę wiary katolickiej: kochać  Boga ze wszystkich naszych sił i kochać bliźniego jak siebie samego. (…)

Przemoc i gwałt sieją nienawiść i potem zbiera się tego owoce. Miłosierdzie zasiewa w ludziach pokój, ale nie jest to pokój tego świata, lecz pokój prawdziwy, którym tylko wiara w Jezusa Chrystusa może nas obdarzyć.

Wiem, że ta droga jest trudna i pełna cierni, podczas gdy ta druga na pierwszy rzut oka wydaje się piękniejsza, łatwiejsza i dająca więcej zadowolenia. Ale gdybyśmy mogli zgłębić wnętrza tych, którzy na swoje nieszczęście chodzą wypaczonymi drogami, zobaczylibyśmy, ze nigdy nie mają w sobie tej pogody, jaką posiada ten, który wyrzekł się jakiejś materialnej przyjemności, aby pójść za prawem Bożym.

(Notatki do przemówienia o miłosierdziu do kolegów FUCI [fragm.], bł. Pier Giorgio Frassati)

Benedykt z Nursji (św.): Byłem chory, a odwiedziliście Mnie

// Listopad 14th, 2010 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

O chorych należy troszczyć się przede wszystkim i ponad wszystko i służyć im rzeczywiście tak, jak Chrystusowi, bo On sam powiedział: Byłem chory, a odwiedziliście Mnie (Mt 25,36) oraz: Co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40). Ale i sami chorzy niech pamiętają, że bracia służą im dla chwały Bożej i  niech przez nadmierne wymagania nie sprawiają przykrości tym, którzy się nimi opiekują. Takich wymagających chorych należy jednak znosić cierpliwie, ponieważ przez nich zyskuje się obfitszą nagrodę.

(Reguła 36,1-5, św. Benedykt z Nursji)

Maria Karłowska (bł.): Gorliwość o zbawienie bliźnich

// Październik 29th, 2010 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek

Największym i najważniejszym dowodem i skutkiem miłości chrześcijańskiej jest bezsprzecznie gorliwość o zbawienie bliźnich, bo ona odnosi się do wieczności i dąży do uwolnienia bliźniego od największego nieszczęścia.

Ignacy Antiocheński (św.): Niechaj nie będzie w was niczego, co mogłoby was dzielić

// Październik 17th, 2010 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Zaklinam was, starajcie się wszystko czynić w zgodzie Bożej pod kierunkiem biskupa, który zastępuje wam Boga, kapłanów zastępujących radę Apostołów i moich najdroższych diakonów, mających udział w posłudze Jezusa Chrystusa. On to przed wiekami u Ojca był i objawił się u kresu. Wszyscy zatem przejąwszy obyczaje Boże szanujcie się nawzajem i niechaj nikt nie patrzy na swego bliźniego według ciała, lecz w Jezusie Chrystusie zawsze kochajcie się nawzajem. Niechaj nie będzie w was niczego, co mogłoby was dzielić, lecz jednoczcie się z biskupem i tymi, co wam przewodzą, a jedność ta stanie się obrazem i zarazem nauką nieśmiertelności.

Podobnie więc jak Pan ani sam, ani przez swoich Apostołów, nic nie czynił bez Ojca, z którym stanowi jedno, tak i wy nie róbcie niczego bez biskupa i bez kapłanów. I nie próbujcie przedstawiać jako rozsądne to, co robicie na własną rękę, lecz wszystko róbcie wspólnie: jedna modlitwa, jedna prośba, jeden duch, jedna nadzieja w miłości, w radości nienagannej. Jeden jest tylko Chrystus, od którego nic nie ma lepszego! Wszyscy więc biegnijcie, by zjednoczyć się jakby w jedną świątynię Boga, jakby wokół jednego ołtarza, w jednym Jezusie Chrystusie, który wyszedł od Ojca jedynego, który był w Nim jedyny i do Jedynego powrócił.

(List do Kościoła w Magnezji, św. Ignacy Antiocheński)

Jan Chryzostom (św.): Jednego tylko winniśmy mieć nieprzyjaciela

// Październik 6th, 2010 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki

Jednego tylko winnyśmy mieć nieprzyjaciela, a mianowicie szatana: z tym wrogiem nigdy nam nie wolno się pojednać. Przeciwko bliźniemu zaś swemu nigdy nie miej w sercu nienawiści, a jeżeli zrodzi się jakaś drobna przeciw niemu uraza, to niech nie trwa dłużej nad dzień jeden i niech nie przekracza kresu dnia. Jeżeli przed wieczorem pozbędziesz się gniewu, uzyskasz choć częściowe odpuszczenie win własnych wobec Boga. Jeżeli zaś dłużej będzie trwać to wzburzenie, widocznie nie było ono wynikiem chwilowego uniesienia, ale powstało ze złości, z występnej myśli, będącej pośredniczką zbrodni.

Franciszek z Asyżu (św.): Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty…

// Październik 4th, 2010 // Brak komentarzy » // Franciszek z Asyżu (św., wł. Jan Bernardone)

Najwcześniejszy portret św. Franciszka z Asyżu.

Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem nie czekając długo, porzuciłem świat. I Pan dał mi w kościołach taką wiarę, że tak po prostu modliłem się i mówiłem: „Wielbimy Cię, Panie Jezu Chryste, [tu] i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie i błogosławimy Tobie, że przez święty krzyż Twój odkupiłeś świat”.

Potem dał mi Pan i daje tak wielkie zaufanie do kapłanów, którzy żyją według zasad świętego Kościoła Rzymskiego ze względu na ich godność kapłańską, że chociaż prześladowaliby mnie, chcę się do nich zwracać. I chociaż miałbym tak wielką mądrość jak Salomon, a spotkałbym bardzo biednych kapłanów tego świata, nie chcę wbrew ich woli nauczać w parafiach, w których oni przebywają. I tych, i wszystkich innych chcę się bać, kochać i szanować jako moich panów. I nie chcę dopatrywać się w nich grzechu, ponieważ rozpoznaję w nich Syna Bożego i są moimi panami. I postępuję tak, ponieważ na tym świecie nie widzę niczego wzrokiem cielesnym z Najwyższego Syna Bożego, tylko Jego Najświętsze Ciało i Najświętszą Krew, które oni przyjmują i oni tylko innym udzielają. I pragnę aby te najświętsze tajemnice były ponad wszystko czczone, uwielbiane i umieszczane w godnych miejscach. Gdzie tylko znajdę w miejscach nieodpowiednich napisane najświętsze imiona i słowa Jego, pragnę je zbierać i proszę, aby je zbierano i składano w odpowiednim miejscu. I wszystkich teologów i tych, którzy nam podają najświętsze słowa Boże, powinniśmy szanować i czcić jako tych, którzy dają nam ducha i życie (por. J 6, 64).

I gdy Pan zlecił mi troskę o braci, nikt mi nie wskazywał, co mam czynić, lecz sam Najwyższy objawił mi, że powinienem żyć według Ewangelii świętej. I ja kazałem to spisać w niewielu prostych słowach, i Ojciec św. potwierdził mi. A ci, którzy przychodzili przyjąć ten sposób życia, rozdawali ubogim wszystko, co mogli posiadać (por. Tb 1, 3); i zadowalali się jedną tuniką połataną od spodu i z wierzchu, sznurem i spodniami. I nie chcieliśmy mieć więcej.

(Testament [fragm.], św. Franciszek z Asyżu)

Franciszek z Asyżu (św.): Prawdziwe posłuszeństwo

// Sierpień 31st, 2010 // Brak komentarzy » // Franciszek z Asyżu (św., wł. Jan Bernardone)

Tak, jak umiem, mówię ci o sprawach twej duszy, że to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga i jakikolwiek [człowiek] czyniłby ci przeszkody albo bracia lub inni, także gdyby cię bili, to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo.

I kochaj tych, którzy sprawiają ci te trudności. I nie żądaj od nich czego innego tylko tego, co Bóg ci da. I kochaj ich za to; i nie pragnij, aby byli lepszymi chrześcijanami. I niech to ma dla ciebie większą wartość niż życie w pustelni. I po tym chcę poznać, czy miłujesz Pana i mnie, sługę Jego i twego: jeżeli będziesz tak postępował, aby nie było takiego brata na świecie, który, gdyby zgrzeszył najciężej, a potem stanął przed tobą, żeby odszedł bez twego miłosierdzia, jeśli szukał miłosierdzia. A gdyby nie szukał miłosierdzia, to ty go zapytaj, czy nie pragnie przebaczenia. I choćby tysiąc razy potem zgrzeszył na twoich oczach, kochaj go bardziej niż mnie, abyś go pociągnął do Pana; i zawsze bądź miłosierny dla takich.

(List do ministra, św. Franciszek z Asyżu)

Augustyn z Hippony (św.): Prawdziwa miłość Boga i bliźniego

// Sierpień 28th, 2010 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, Pierwsze wieki

Kochajmy Boga, kochajmy Go bezinteresownie! Nie ma nic lepszego nad miłowanie Boga — kochamy bowiem Boga, nad którego nic lepszego nie znajdujemy. Jego kochamy dla Niego i siebie samych dla Niego. Ten bowiem prawdziwie kocha przyjaciela, który w przyjacielu kocha Boga, albo dlatego, żeby Bóg był w nim. To jest prawdziwa miłość! Jeśli kochamy się wzajemnie dla czegokolwiek innego, to raczej nienawidzimy się, niż kochamy…