Pragnęła umrzeć na wzór Pana Jezusa opuszczona
// Marzec 12th, 2012 // Brak komentarzy » // Aniela Salawa (bł.)
Pragnęła przy mnie umrzeć i żebym ja ją ubrała toteż się tak stało, bo umierała w niedzielę co ja czas miała (…).
Na 4 dni przed jej śmiercią zabrali ją do stowarzyszenia św. Zyty do szpitalika, gdyż nieustannie opieki potrzebowała. W niedziele raniutko zaglądam do niej i mówią mi, że już jest umierająca. Zaglądam do niej i widzę, że umiera jej życzenia się spełniły, doczekała się nareszcie.
Pragnęła umrzeć na wzór Pana Jezusa opuszczona to też mając krewnych i przyjaciół dużo wszyscy ją opuścili. W oczach miała łzy i nie patrzała nic. Chore obok niej leżące mi mówiły, że w nocy rozmawiała z Matką Najświętszą te słowa: „Przyszłaś Matuchno Niepokalana, przyszłaś odwiedzić swoje dzieci”, a po raniutkiej Komunii św. te słowa mówiąc: „co to za łaska Boża, że Bóg do człowieka przychodzi”. O godzinie 4 po południu odeszła na wakacje niebieskie.
Napisałam tak niestarannie, ale proszę mi wybaczyć moje błędy bo w nocy pisze, a zresztą taka ja nie umiem pisać inaczej.
(Wspomnienia o Anieli Salawie, 20.01.1930 r. [fragm.], Anna Pachacz)

Pan Jezus mówił: – „Dlaczego w potrzebach doczesnych, przyciśnięta jakimś krzyżem szukasz najpierw w zakłopoceniu pomocy u ludzi. A ludzie jak zwykle, albo zimnym milczeniem pominą tę sprawę, albo rozgoryczą jeszcze gorzej swoją nieodpowiednią radą. A nawet ludzie dobrej woli często w takim razie okażą zimną, milczącą bezradność”…
Z jednej strony tak się czuję bardzo grzeszna i nędzna a z drugiej strony nie mogę powstrzymać uniesień gwałtownych do P. Boga. Widzę to, żem tak brudna, ale nie wiem skąd to, żem tak do Niego poufała. O Boże, jakże się lękam tej śmiałości! Znając siebie, jak bodaj trudność ciągnie mnie wstecz. Ale mi się zdaje, że ponad wszystko – wszystko musi być w swoim czasie: i dusza uniesiona i przepełniona miłością, i znów słaba i chwiejna, jak trawka uschła. O, tu się pokazuje, że Pan Bóg jest działaczem, a dusza umie wszystko tylko psuć… Tak… Boże!
Pragnęła przy mnie umrzeć i żebym ja ją ubrała, toteż się tak stało, bo umierała w niedzielę, co ja czas miała. (…)
Cierpienia fizyczne srogo przywaliły mnie, ale i boleść z obrazy Pana Boga odpowiednio. A moje kochane udręczenia! – bo mi je tak Pan Jezus kazał nazywać. O, jakże się bardzo wzmogły! Nic nie wiedziałam, gdzie się znajduję, bo tak bardzo byłam ogarnięta miłością i tym, co Pan Bóg od ludzi cierpi. Tak mile Pan Jezus mówił do mojej biednej duszy: „Pozostań tu, pozostań tu moja maleńka! Ja już tak długo czekałem na ciebie. Powiedz i powierz się Sercu Mojemu. Ja je zapalę, Ja je oczyszczę, Ja je udoskonalę, Ja napełnię ogniem i żarem, zniszczę to, co Mnie w nim się może nie podobać. Pozostań tu u stóp mojego Boskiego Serca [w Najświętszym Sakramencie] jak najdłużej!”.


