Archiwum dla XIX Wiek

video: św. Wincenty Pallotti – Zwiastun Przyszłości

// Luty 3rd, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Święty Wincenty Pallotti

Zwiastun Przyszłości. Streszczenie ducha i charyzmatu Wincentego Pallottiego, założyciela Zjednoczenia i Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego – Księży i Braci Pallotynów, Sióstr Pallotynek oraz osób świeckich na drodze w Zjednoczeniu. (więcej…)

Jan Bosco (św.): Zbawienie lub zguba naszej duszy zależy od kierunku, jaki nadamy naszemu życiu

// Styczeń 31st, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Postanowiłem  zostać  kapłanem  i  zdałem  egzamin  wstępny  do seminarium.  Teraz  przygotowywałem  się  do  dnia, w  którym  miałem  założyć ubiór kleryka.  W  zamyślenie  wprawiło  mnie  przekonanie,  że normalnie zbawienie lub zguba naszej duszy zależy od kierunku, jaki nadamy naszemu życiu.

Prosiłem  wielu  przyjaciół,  by  modlili  się  za  mnie.  Odprawiałem nowennę. W dzień św. Rafała, 25 października, przystąpiłem do spowiedzi i do  Komunii  świętej.  Przed  uroczystą  mszą  proboszcz  z Castelnuovo,  ks. Cinzano, pobłogosławił szatę kleryka i kazał mi ją założyć. Kazał  mi  odłożyć  świeckie  ubranie  z  tymi  oto  słowami:  „Niech  cię Pan wyzwoli ze starego człowieka z jego uczynkami i skłonnościami”. A ja powiedziałem  sobie  w  sercu:  „Ileż  starych  rzeczy należy  wyrzucić  z  mojego życia!  Mój  Boże,  wykorzeń  moje  złe  nawyki”.  Kapłan  wręczył  mi  białą koloratkę, mówiąc przy tym: „Niech Pan przyoblecze cię w nowego człowieka, który  został  stworzony  według  Boga  w sprawiedliwości  i  świętości”. Poczułem  się  głęboko  wzruszony  i  w  duchu  rzekłem:  „Mój  Boże,  spraw,abym  zaczął  rzeczywiście  nowe  życie  w  myślach,  słowach  i  uczynkach. Maryjo, bądź moim zbawieniem”.

Po mszy – niespodzianka. Proboszcz poprosił mnie, bym towarzyszył mu  na  przedmieściu  Bardella,  gdzie  obchodzono  właśnie  święto  patrona dzielnicy. Chciał mi tym zrobić przyjemność, ale okazało się, że charakter tej imprezy  nie  bardzo  dla  mnie  pasował.  Wydawałem  się  kukiełką  w  nowym stroju, która wystawia się na pokaz, aby ją chwalili. Miało to jeszcze inne złe strony. Po tygodniach skupienia, będących okresem  przygotowania  do  tego  dnia,  musiałem  uczestniczyć  w  obiedzie wśród  mężczyzn  i  kobiet,  którzy  zgromadzili  się,  by  się  pośmiać,  pogadać, zjeść,  popić  i zabawić  się.  Mówiono  o  zabawach,  grach  i  meczach.  Cóż wspólnego  mogli  mieć  oni  z  kimś,  kto  zaledwie  parę  godzin  wcześniej przywdział świętą szatę, by całkowicie poświęcić się Bogu?

Proboszcz  to  zauważył. W  drodze  powrotnej  do domu zapytał  mnie, dlaczego przez cały czas byłem zamyślony. Szczerze mu odpowiedziałem, że poranne obrządki kłóciły się z popołudniowym nastrojem. Dodałem:
–  Czy  ksiądz  sam  zresztą  nie  widział  tych  duchownych,  prawie  że pijanych,  i  pajacujących  za  stołem?  Niemalże  obrzydzili  mi  postać  kapłana. Gdybym miał stać się podobnym do nich, wolałbym zdjąć tę szatę i żyć jak ubogi chrześcijanin.
Proboszcz odrzekł mi:
–  Świat jest niestety taki i trzeba go brać, jakim jest. Musisz zobaczyć zło, by potem go unikać. Nikt nie zostanie dobrym żołnierzem, jeśli nie zna się na broni. My, którzy ciągle toczymy walkę z nieprzyjacielem dusz, musimy tak postępować.
Nic na to nie odpowiedziałem, ale w duchu postanowiłem:
–  Nigdy więcej nie będę uczestniczył w przyjęciach, jeśli nie okaże się to absolutnie konieczne dla chwały Bożej.

W następnych dniach wiele razy rozmyślałem nad moim stylem życia. Musiałem  go  radykalnie  zmienić.  Co  prawda,  i  do  tej  pory  nie  byłem złym człowiekiem,  ale  w  mojej  postawie  dominowały:  rozproszenie,  duma,  chęć zabawy, bieganie, czyli rozrywki – rzeczy, które dają chwilową radość, a nie zaspokajają serca. By ustalić program nowego, odmiennego stylu życia, który miał mnie już na zawsze obowiązywać, sformułowałem sobie siedem postanowień:

1.  Nie będę więcej uczestniczył w publicznych występach i jarmarkach. Nie będę chodził do teatru i przyglądał się zabawom. Zrobię co tylko się da, by nie uczestniczyć w obiadach i przyjęciach.
2.  Nie  będę  więcej  występował  jako  iluzjonista  ani  linoskoczek.  Nie  będę chodził po linie, grał na skrzypcach i uczestniczył w polowaniach, sądzę bowiem, że rzeczy te są sprzeczne z życiem księdza.
3.  Zawsze znajdę czas na rozmyślania i medytacje. Będę wstrzemięźliwy w jedzeniu  i  piciu.  Będę  spał  tylko  tyle  godzin,  ile  jest  niezbędne  dla zdrowia.
4.  Dotychczas  czytałem  wiele  książek  świeckich.  Odtąd,  by  służyć  Bogu, będę czytał książki o tematyce religijnej.
5.  Ze wszech sił będę zwalczał myśli, słowa i lektury sprzeczne z duchem czystości i praktykował będę wszystko, co służy zachowaniu tej cnoty.
6.  Codziennie będę się modlił do Pana. Każdego dnia odprawię rozmyślanie i czytanie duchowe.
7.  Codziennie opowiem kolegom, przyjaciołom i krewnym takie zdarzenia i poruszę myśli, które służą dobru. Jeśli nikogo nie spotkam, będę mówił o budujących rzeczach przynajmniej z matką.

Tak przedstawiają się postanowienia, jakie podjąłem w dniu, w którym zostałem klerykiem. Aby dobrze utkwiły w pamięci, stanąłem przed obrazem Matki  Boskiej,  tam  je  odczytałem  i  złożyłem  jej  formalne  przyrzeczenie,  że będę  ich  przestrzegał  bez  względu  na  wyrzeczenie,  jakie  trzeba  będzie ponieść.

(Wspomnienia Oratorium [fragm.], św. Jan Bosco)

Franciszek Libermann (sł. Boży): Znaleźć swe szczęście

// Styczeń 9th, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Uczyniłeś nas Panie dla siebie. W szukaniu stworzeń człowiek czuje zawsze tę samą pustkę i tę samą potrzebę. Istotnie, nasze dusze same z siebie są puste, ich władze: umysł, pamięć i wola muszą dążyć do Boga, jeśli chcą znaleźć swe szczęście. Dusza nasza sama jest pustym naczyniem, które znajduje w sobie jedynie nędze, głód i pragnienie.

Gabriel od Matki Bożej Bolesnej (św.): Postać tego świata szybko przemija

// Styczeń 5th, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Jeśli uznasz to za stosowne, przekaż proszę te słowa Tecie i jej mężowi. Niech pamiętają, że postać tego świata szybko przemija, że powinni zawsze mieć Boga przed oczami i nigdy, za żadne skarby świata nie czynić niczego, co by Mu się mogło nie podobać. Lepiej jest kilka lat na tej ziemi cierpieć i mozolić się, a potem cieszyć się radością, której nie będzie końca, aniżeli przez kilka lat wieść wygodne życie, a potem cierpieć nie przez sto, czy tysiąc, czy milion lat, ale na wieki, na wieki! Powiedz im także, iż będą musieli zdać Bogu sprawę nie tylko z własnych dusz, ale i z dusz swych dzieci. Toteż postaraj się ich nakłonić, by chowali je w świętej bojaźni Bożej, a nie wedle wymagań świata. Bo jakże się wytłumaczą w dzień sądu…

(Listy, XXXI [fragm.], św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej [wł. Franciszek Possenti])

Piotr Semenenko (ks., sł. Boży): Bóg jest miłością!

// Grudzień 27th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Już miał przyjść Zbawiciel, a dotąd Bóg jeszcze nie był się nazywał miłością.
To objawienie zostawił na ostatek,
i już nie w promiennym krzaka gorejącego świetle,
nie w błyskawicach i gromach góry pokrytej chmurą ciemności,
Bóg się teraz objawił w niewidomej z zewnątrz grocie betlejemskiej,
w ukrytym jaskini zaciszu, w żłóbku na sianie, na miłosnym łonie Matki Dziewicy,
i po takim objawieniu się, wytłumaczył nam wkrótce ostatnią tajemnicę swojej Bożej natury,
one wnętrza swego wnętrza, zamknięte w najostatniejszym Jego imieniu,
a które nam odsłonił najwybrańszy Jego uczeń, prawdziwy Mojżesz miłości, Jan Święty…
Bóg jest miłością! (J 4,8).

(Credo: chrześcijańskie prawdy wiary [fragm.], sł. Boży ks. Piotr Semenenko)

Piotr Julian Eymard (św.): Idź do dobrego Pana z wielką prostotą

// Listopad 27th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Przychodź do dobrego Pana z wielką prostotą, z zawierzeniem małego dziecka. Powiedz dobremu Panu o czym myślisz, czego chcesz, co cię martwi. Oh! Jak szczęśliwi się stajemy, kiedy odkrywamy ten wewnętrzny dialog z naszym Panem. Nosimy nasz skarb [z nami] wszędzie, dokądkolwiek idziemy. Staje się on centrum naszego serca i życia.

(List do Pani Gourd, 29.01.1848 r. [fragm.], św. Piotr Julian Eymard)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Ona woli, gdy Ją naśladujemy…

// Listopad 21st, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Niech księża mówią nam o cnotach, które można pełnić! Dobrze jest mówić o Jej [Maryi] uprzywilejowaniu, ale przede wszystkim trzeba móc Ją naśladować. Ona woli, gdy Ją naśladujemy, niż gdy podziwiamy, a Jej życie było tak proste!

(Żółty zeszyt, 23.08 [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Jakże różne są drogi, którymi Pan prowadzi dusze!

// Listopad 4th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Jakże różne są drogi, którymi Pan prowadzi dusze! W życiu świętych dostrzegamy, że wielu nie pozostawiło po sobie nawet najmniejszej pamiątki, żadnego pisma. Inni, jak święta nasza Matka Teresa, przeciwnie, wzbogacili Kościół swymi wzniosłymi objawieniami, nie lękając się wyjawiać tajemnic Króla, aby tylko dusze lepiej Go poznały i mocniej ukochały. Którzy z tych świętych są milsi Dobremu Bogu? Mnie się zdaje (…), że zarówno jedni, jak i drudzy, ponieważ wszyscy oni postępowali pod działaniem Ducha Świętego, a Pan rzekł: Szczęśliwy sprawiedliwy, bo pozyska dobro (por. Iz 3, 10)

(Rękopis C, 2r [fragm.], św. Teresa od Dzieciątka Jezus).

Magdalena z Canossy (św.): Ja muszę zbliżać się do Ciebie, o Jezu obecny w Eucharystii

// Październik 13th, 2011 // Brak komentarzy » // Myśli i słowa, XIX Wiek

Ja muszę zbliżać się do Ciebie, o Jezu obecny w Eucharystii, w jakimkolwiek stanie bym się znalazła, w oschłości, w bólu lub w pokusie. Wystarczy, że stanę przed Tobą, by odczuć ulgę… kiedy upadam w letniość, wystarczy, że zwrócę się do Ciebie, który w Twym Sakramencie niesiesz ludziom tak czułą miłość.

John Henry Newman (ks. kard., bł.): Wszystkie dzieła Twej Opatrzności są dziełami miłości

// Październik 9th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Uwielbiam Cię, mój Boże, który dzierżysz w swym ręku przeznaczenie wszelkiego stworzenia i wszystkiego, co pozwala mu istnieć. Tyś stworzył wszystkie byty, by osiągnęły właściwy sobie cel i prowadzisz je ku niemu. Celem, który na początku przeznaczyłeś człowiekowi, jest oddawanie czci i służba Tobie, za sprawą czego istota ludzka doznaje szczęścia; celem tym jest także błogosławiona wieczność duszy i ciała wespół z Tobą. Wszystko to zapewniłeś swoją ofiarą; Tyś rękojmią szczęścia każdego człowieka. Twe oko i ręka, widzenie i działanie czuwa nad dzikim zwierzęciem; naturą, której brak ducha. I tak też czuwasz nad nami. Ty podtrzymujesz wszystko w życiu i działaniu, aż osiągnie swój cel.  Żaden gad, żaden owad nie ma życie sam z siebie, Ty mu je dajesz gdy nadchodzi jego czas. Żaden grzesznik, żaden bałwochwalca, żaden bluźnierca ani ateista nie żyje inaczej, jak za Twą sprawą, a to po to, by mógł się nawrócić. Jesteś tak troskliwy i czuły wobec każdej z istot, którą stworzyłeś, jakby tylko ona była na całym świecie. Bo Ty możesz widzieć każdą z nich od razu i kochasz każdą z nich, zanurzoną w swym śmiertelnym życiu, i dla każdej  jesteś wsparciem: mocą pełni swoich przymiotów, jakbyś cały tego pragnął i służył im dla ich wyłącznego dobra. Mój Boże kocham kontemplować Ciebie, jako cudownego Pracownika, który trudzi się nad wszelkimi rzeczami, każdego dnia i w każdym miejscu.

Wszystkie dzieła Twej Opatrzności są dziełami miłości. Jeśli zsyłasz na nas zło, dzieje się tak z miłości. Wszelkie rzeczy złe, pochodzące ze świata fizycznego mają za cel dobro Twoich stworzeń lub w sposób nieunikniony towarzyszą temu dobru. Ty zaś obracasz to zło w dobro. Doświadczasz rodzaj ludzki złem, by przynieść mu pokutę, by wyćwiczyć go w cnocie, by zgromadzić dla niego większe dobra na przyszłość. Nic nie idzie na marne, lecz wszystko ma swój wspaniały cel. Karzesz, lecz w swym gniewie wciąż pamiętasz o miłosierdziu. Nawet Twa sprawiedliwość, gdy ogarnie grzesznika nie odczuwającego skruchy, który odrzucił wszelkie miłujące znaki Twej Opatrzności, jakie mu zesłałeś, dla pozostałych ludzi jest miłosierdziem, bo ocala ich przed skażeniem, jakie tamten niósł ze sobą, lub udziela im ostrzeżenia. Uznaję i poświadczam z pełnią i pewnością wiary, o Panie, mądrość i dobrodziejstwo Twej Opatrzności, nawet w Twych nieodgadnionych sądach i Twych niepojętych wyrokach.

(Meditations on Christian Doctrine [wyd. pol.: O krok bliżej... Medytacje], John Henry Newman)

Teresa od Dzieciątka Jezus (św.): Pan Bóg chce, aby święci przekazywali jedni drugim łaskę za pośrednictwem modlitwy

// Wrzesień 30th, 2011 // Brak komentarzy » // Teresa od Dzieciątka Jezus (św., wł. Teresa Martin)

Często nie wiedząc o tym, łaski i oświecenia zawdzięczamy jakiejś ukrytej duszy, albowiem Pan Bóg chce, aby święci przekazywali jedni drugim łaskę za pośrednictwem modlitwy, aby w niebie mogli się miłować miłością wielką, o wiele większą niż miłość w rodzinie, i to najbardziej idealnej rodzinie. Ileż razy myślałam, że mogłabym zawdzięczać wszystkie otrzymane łaski modlitwom duszy, która mi je wyprosiła u Pana Boga, a którą poznam dopiero w niebie. (święta Teresa od Dzieciątka Jezus)

Jan Maria Vianney (św.): Ciągle grzebiecie w sumieniach innych ludzi, a wasze własne zarastają chwastami.

// Wrzesień 17th, 2011 // Brak komentarzy » // Jan Maria Vianney (św.)

Co byście powiedzieli o człowieku, który zajmuje się polem sąsiada, a swoje zostawia odłogiem? Tak właśnie postępujecie. Ciągle grzebiecie w sumieniach innych ludzi, a wasze własne zarastają chwastami. Kiedy śmierć po nas przyjdzie, jaj bardzo będziemy żałować, że tyle czasu poświęciliśmy na zajmowanie się sprawami innych, a tak mało dbaliśmy o własne sumienie. Bowiem nie z postępków bliźniego będziemy rozliczani, lecz z własnych. Patrzmy lepiej we własne sumienie, tak jak się patrzy sobie na ręce, jeśli chce się sprawdzić, czy są czyste.

(Zapiski z Ars. Notatki naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya)

Piotr Semenenko (ks., sł. Boży): Bóg jeden tylko daje, daje i daje bez końca

// Wrzesień 16th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Bóg jeden tylko daje, daje i daje bez końca, bo w Nim jest wszystko, On jeden tylko nie bierze, i brać nie potrzebuje, bo poza Nim nic nie ma, nic Mu dać nie może… Bóg jest miłością i wiemy dlaczego, bo daje, a tylko miłość daje… To dawanie z łaski, za darmo, z potrzeby dawania, jedynie aby innych uczynić uczestnikami swego bytu i szczęścia… Tak, Bóg jest dla stworzeń miłością.

(Życie wewnętrzne, 352 [fragm.], sł. Boży ks. Piotr Semenenko)

Anna Katarzyna Emmerich (bł.): Najświętsza Panna nawet w najwyższej boleści umiała zachować w swej świętej postaci umiarkowanie i spokój

// Wrzesień 15th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Wprawdzie Maryja widziała duchem bezmiar cierpień Jezusa, ale gdy otrzymała potwierdzenie tego z ust Jana [który był naocznym świadkiem katuszy zadawanych w czasie procesu i skazania], nie mogła opanować dłużej swej tęsknoty i zażądała, by zaprowadzono Ją w pobliże cierpiącego Jezusa. To samo pragnienie wyraziła też Magdalena, z boleści prawie odchodząca od zmysłów, a także kilka innych świętych niewiast. Jan, który tylko dlatego [chwilowo] odszedł od swego Boskiego Mistrza, aby pocieszyć Tę, która po Jezusie była mu najbliższa, natychmiast ofiarował się z gotowością zaprowadzenia ich. Zasłoniwszy twarze, wyszły w towarzystwie Jana na ulicę. Magdalena szła obok innych chwiejnym krokiem, załamując ręce. Na ulicy ruch był dość duży, bo powracano właśnie z Syjonu, od Kajfasza. Ta skupiona gromadka niewiast, wybuchających od czasu do czasu lamentem, zwracała na siebie uwagę przechodniów. Domyślano się, kto to jest, więc wrogowie Jezusa – przechodząc obok nich i umyślnie się zbliżając – lżyli Go głośno, pomnażając i odnawiając ból świętych niewiast. Najświętsza Panna, najbardziej trapiona smutkiem, cierpiała wewnętrznie razem z Jezusem, ale jak On milczała i ukrywała starannie boleść w swym sercu. Szła teraz cicho, zbolała, podtrzymywana rękami świętych niewiast (…)

Na równi z Jezusem odczuła też Ona kolejne cierpienie Syna – oto wyparł się Go uczeń, jeden z pierwszych powołanych, ten, który pierwszy uznał Go za Syna Bożego żywego. Usłyszawszy wyznanie Piotra, osunęła się zemdlona. Odzyskawszy przytomność, zapragnęła znaleźć się nie tylko duchem, także fizycznie jak najbliżej Syna. Jan podprowadził Ją i niewiasty aż pod więzienie Jezusa. Tam usłyszała bolesne westchnienia Syna, ale zarazem usłyszała też obelgi miotane przez otaczających Go siepaczy. Cała grupka najbliższych Jezusowi osób nie mogła tu długo pozostać bez zwrócenia na siebie uwagi. Zwłaszcza Magdalena nie była w stanie stłumić w sobie gwałtownych odruchów cierpienia.

Najświętsza Panna nawet w najwyższej boleści umiała zachować w swej świętej postaci umiarkowanie i spokój,  biła z Niej nadziemska powaga i godność, ale mimo to poznano Ją. Do Jej uszu dochodziły raniące słowa: „Czy nie jest to Matka Galilejczyka? Jej Syn musi pójść na krzyż; ale zapewne nie przed Paschą, chyba że rzeczywiście okaże się wyjątkowym przestępcą i zbrodniarzem”. Kierowana nadprzyrodzoną intuicją Maryja udała się na miejsce, gdzie Jezus wyznał, że jest Synem Bożym i gdzie wołano: „Winien jest śmierci!”. Tam cierpienie Jej tak się wzmogło, że wyglądała jak konająca. Wnet jednak opanowała swój ból i udała się w drogę powrotną do domu. Gawiedź zamilkła i rozstępowała się, urzeczona Jej widokiem i pełną godności postawą. Zdawało się, że to duch czysty, nieskalany, przechodzi pośród piekła.

Nieco później ukryta z Magdaleną i Janem w zakątku jednej z hal forum, Najświętsza Panna przypatrywała się całej rozprawie przed Piłatem, cierpiąc niewypowiedzianie. Gdy wiedziono Go do Heroda (…), prosiła Jana i Magdalenę, by oprowadzili Ją po całej drodze cierpień, którą odbył Jej Boski Syn, począwszy od pojmania. Na wielu miejscach, gdzie Jezus najwięcej znosił katuszy i udręczeń, przystawali, pogrążając się w smutnej zadumie nad Jego cierpieniami. W miejscach, gdzie Jezus upadał, także Matka Najświętsza padała na kolana i całowała ziemię, której dotykało Jego święte Ciało. Magdalena łamała ręce z boleści. Jan rzewnie płakał, ale troskliwie podnosił z ziemi przepełnioną smutkiem Matkę i znowu szli dalej.

(Życie Marii Magdaleny opowiedziane przez . Annę Katarzynę Emmerich, [fragm.] opr. ks. Krzysztof Stola)

Gabriel od Matki Bożej Bolesnej (św.): Nie jest to dobry znak, kiedy wszystko układa się zbyt pomyślnie

// Wrzesień 14th, 2011 // Brak komentarzy » // XIX Wiek

Pociechą może będzie Ojcu myśl, że Bóg zsyła cierpienia na tych, których kocha. Nie jest to dobry znak, kiedy wszystko układa się zbyt pomyślnie. Nie czas obecnie na wytchnienie, ale czas na cierpienia. Czas na odpoczynek przyjdzie później, kiedy Panu spodoba się w Jego miłosierdziu powołać nas do siebie. Obecnie budujemy dom, w którym zamieszkamy nie na przeciąg trzydziestu lub czterdziestu czy stu lat, ale na całą wieczność, jak długo Bóg panuje, na zawsze . W takim, jakim go teraz zbudujemy, będziemy przebywali na wieki. Od nas tylko zależy, czy będziemy na zawsze szczęśliwi, czy na zawsze nieszczęśliwi. A więc: odwagi, Ojcze najdroższy! Jesteśmy pielgrzymami! Toteż zamiast błąkać się po bezdrożach tego zwodniczego świata, powinniśmy wpatrywać się w kierunek wiodący do naszej prawdziwej ojczyzny. Niechże Ojciec spojrzy na Jezusa i Maryję, aby się przekonać, czy nasze dolegliwości dadzą się porównać z Ich cierpieniami. Toteż proszę, aby Ojciec swoje cierpienia znosił dla Nich mężnym sercem, bo tylko Oni potrafią je wynagrodzić. Oni, którzy cierpieli za nas, będąc Królem i Królową nieba.

(Gabriel do Matki Bożej Bolesnej,List XXVIII)