My Writings. My Thoughts.
Pragnęła umrzeć na wzór Pana Jezusa opuszczona
// 12 marca, 2012 // Brak komentarzy » // Aniela Salawa (bł.)
Pragnęła przy mnie umrzeć i żebym ja ją ubrała toteż się tak stało, bo umierała w niedzielę co ja czas miała (…).
Na 4 dni przed jej śmiercią zabrali ją do stowarzyszenia św. Zyty do szpitalika, gdyż nieustannie opieki potrzebowała. W niedziele raniutko zaglądam do niej i mówią mi, że już jest umierająca. Zaglądam do niej i widzę, że umiera jej życzenia się spełniły, doczekała się nareszcie.
Pragnęła umrzeć na wzór Pana Jezusa opuszczona to też mając krewnych i przyjaciół dużo wszyscy ją opuścili. W oczach miała łzy i nie patrzała nic. Chore obok niej leżące mi mówiły, że w nocy rozmawiała z Matką Najświętszą te słowa: „Przyszłaś Matuchno Niepokalana, przyszłaś odwiedzić swoje dzieci”, a po raniutkiej Komunii św. te słowa mówiąc: „co to za łaska Boża, że Bóg do człowieka przychodzi”. O godzinie 4 po południu odeszła na wakacje niebieskie.
Napisałam tak niestarannie, ale proszę mi wybaczyć moje błędy bo w nocy pisze, a zresztą taka ja nie umiem pisać inaczej.
(Wspomnienia o Anieli Salawie, 20.01.1930 r. [fragm.], Anna Pachacz)
Perpetua (św.): Nie mogę nazwać siebie czymś innym jak tylko tym, czym rzeczywiście jestem — Chrześcijanką
// 7 marca, 2012 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki
Podczas gdy byliśmy jeszcze z prześladowcami, a mój ojciec, ze względu na jego uczucia do mnie, trwał w dążeniu, aby odwieść mnie od mojego celu i zniechęcić do wiary, powiedziałam:
— „Ojcze, czy widzisz, powiedzmy, to naczynie leżące tutaj, że jest to mały dzban, czy też może coś innego?”
I rzekł: — „Widzę, że jest nim”.
I odpowiedziałam mu: — „Czy może to zostać określone jakąkolwiek inną nazwą niż tą, która odpowiada temu, czym to jest?”
I rzekł: — „Nie”.
— „Podobnie i ja nie mogę nazwać siebie czymś innym jak tylko tym, czym rzeczywiście jestem – Chrześcijanką”.
Wtedy mój ojciec, sprowokowany tą mową, rzucił się na mnie, jak gdyby chciał wyłupać moje oczy, ale jedynie potrząsnął mną i odszedł pokonany argumentami diabła. Potem dziękowałam Bogu za ulgę bycia przez kilka dni oddzieloną od mojego ojca; i w trakcie tych kilku dni zostaliśmy ochrzczeni. Duch Święty nakazywał mi, bym po tym świętym obrzędzie modliła się już wyłącznie o cielesne wytrwanie.
(Akta Męczeństwa św. Perpetuy i Felicyty, Pamiętnik św. Perpetuy, pocz. III w. [fragm.], św. Perpetua)
Maria Maravillas od Jezusa (św.): Nie można pozwolić, by ciernie, które ranią nasze serce, raniły także Serce Pana.
// 4 marca, 2012 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek
Nie można pozwolić, by ciernie, które ranią nasze serce, raniły także Serce Pana. Te małe ciernie, które On codziennie nam zsyła są tak dobre dla naszego uświęcenia i zbliżenia nas do Niego! A jeśli upadamy z powodu naszej słabości lub nie przyjmujemy tych cierpień tak, jak byśmy chciały, to również to jest dla nas dobrem, bo widzimy, jakie jesteśmy słabe i całą nadzieję w Nim pokładamy.
Jak wiele znaczy dla Pana – w tych czasach, w których żyjemy, gdzie tylu ludzi nie kocha Go ani nie zna – odnaleźć serca, które chcą Mu towarzyszyć i służyć z wielką wiernością i miłością.
Katarzyna z Genui (św.): Mocne postanowienie
// 2 marca, 2012 // Brak komentarzy » // Katarzyna z Genui (św., wł. Katarzyna Fieschi)
Po tym jak Bóg w swojej dobroci pozwolił by Dusza błąkała się przez chwilę pośród rzeczy tego świata, aż do czasu gdy stała się napełniona wstrętem (gdyż szybko przekonała się z doświadczenia, że takie rzeczy nigdy nie mogą jej zadowolić; ale przeciwnie, każdego dnia stawały się coraz bardziej przykre), ten miłosierny Bóg wysłał światło, które przeniknęło jej intelekt i ukazało jej wszystkie błędy i niebezpieczeństwa w które wpadła i z których jedynie Bóg mógł ją wyzwolić. Gdy tylko spostrzegła gdzie się znalazła i jaką ścieżką podążała, i że śmierć ciała była po jednej stronie, a śmierć duszy po drugiej, a ona sama pośród tak wielu wrogów, którym pozwoliła się prowadzić niczym zwierzę na rzeź, a co więcej nawet wydawała się podążać swoja drogą radośnie, dopadło ją przerażenie i z głębokim i żałosnym westchnieniem zwróciła się do Boga, i błagała Go najlepiej jak potrafiła.
Dusza: O nieszczęsne stworzenie, którym jestem! Kto wyzwoli mnie od całej tej nędzy? Sam Bóg jedynie jest w stanie: Domine, fac ut videam lumen! Panie spraw bym ujrzała światło!, bym mogła wydostać się z tych sideł.
Nie prędzej niż skierowała ona swoje myśli ku Bogu i przyzywała Jego pomocy – bez której widziała, iż nie miała mocy się poruszyć, ale mogła jedynie przechodzić od złego w gorsze – kiedy nagle jej ufność ku Niemu stała się mocna i to tak, że pozwoliła Mu przeprowadzać Jego własną wolę w taki sposób i tak dalece jak się Jemu podoba, i dodała:
Dusza: Odtąd wszystko co mi się przydarzy przyjmę jakby z dobrotliwej ręki Boga, za wyjątkiem moich grzechów, gdyż co do nich to wszystkie one są moimi własnymi; popełnianie ich jest zawsze sprzeczne z Bożą wolą i dlatego są one wyłączną naszą własnością; nic nie jest nasze poza dobrowolnym grzechem.
To mocne postanowienie, podjęte przez Duszę przed Bogiem, było sekretne i uczynione jedynie we własnym duchu, bez żadnych zewnętrznych przejawów. Teraz, gdy Bóg widzi, że człowiek nie ufa sobie samemu, i kładzie całą swoją ufność w Opatrzności, natychmiast wyciąga On swoją świętą rękę by mu pomóc. Zawsze stoi On przy naszym boku, puka, i jeśli Mu otworzymy, wchodzi; wygania naszych wrogów jednego po drugim i przywraca Duszy jej chrzcielną szatę niewinności; a wszystko to przeprowadza Bóg różnymi drogami i sposobami, działając wedle stanu w jakim odnajduje on swoje stworzenie.
(Duchowy dialog pomiędzy duszą, ciałem, miłością własną, duchem, człowieczeństwem i Panem Bogiem, I, 7, św. Katarzyna z Genui)
Wincenty a Paulo (św.): Nie ustawajmy w trosce o to, aby być ludźmi prowadzącymi życie wewnętrzne
// 1 marca, 2012 // Brak komentarzy » // XVII Wiek
Proszę Księży, nie ustawajmy w trosce o to, aby być ludźmi prowadzącymi życie wewnętrzne, żeby Chrystus miał w nas swoje królestwo. Szukajmy środków, jakie są tu niezbędne. Nie trwajmy w bezwładzie lub rozproszeniu, oddani temu co światowe, wtrąceni w stan, w jakim ludzie patrzą na rzeczy w taki sposób, jaki podpowiadają im zmysły, a nie dostrzegają w ogóle Stwórcy, który je powołał do życia. Ludzie ci nie modlą się o to, aby zdobywać dystans do wartości ziemskich. Nie dbają też wcale o wartości nieprzemijające. Proszę Księży, podejmijmy zatem trud poszukiwania! A czego mamy szukać? Szukajmy chwały Boga, szukajmy królestwa Jezusa Chrystusa.
Po wyrażeniu „szukajcie”, następuje przysłówek — „najpierw” [por. Mt 6,33]. Oznacza to, że zanim zaczniecie poszukiwanie czegokolwiek innego, szukajcie najpierw królestwa Bożego. Ależ, księże, powie mi ktoś, jest tyle zajęć. Tyle pracy w domu, tyle spraw do załatwienia w mieście i we wsiach — wszędzie są rzeczy do zrobienia. Czyż trzeba to wszystko porzucić i zająć się wyłącznie myśleniem o Bogu? Nie, trzeba natomiast uświęcać owe zajęcia, szukając pośród nich Boga. Trzeba wykonywać je raczej w ten sposób, by Jego tam odnaleźć, niż po to, żeby były zrobione. Pan nasz chce przede wszystkim, byśmy szukali Jego chwały, Jego królestwa, Jego sprawiedliwości. Pragnie On, aby te wartości stanowiły sedno naszego życia wewnętrznego to jest: wiary, zaufania, miłości, praktyk religijnych, modlitwy, zawstydzenia, upokorzeń, prac i trudów. Wszystko to powinno się przeżywać w obecności Boga, naszego Najwyższego Pana i ze względu na Niego.
(Konferencja do Misjonarzy, 30.05.1659 [fragm.], św. Wincenty a Paulo)
Katarzyna ze Sieny: (św.): Człowiek straciwszy wszystko, wszystko znajduje
// 29 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // Katarzyna ze Sieny (św., wł. Caterina Benincasa)
Dobroć moja czyni tak, aby szczodrzej darzyć bogactwami duchowymi duszę sprawiedliwego, który dla miłości mojej wyzuł się dóbr doczesnych, wyrzekając się świata, rozkoszy jego i woli własnej. Ci, którzy wzbogacają swą duszę i rozszerzają w ten sposób swe serce w przepaści mojej miłości, tracą wszelki niepokój o siebie do tego stopnia, że nie troszczą się nie tylko o dobra doczesne, lecz nie mogą nawet myśleć o sobie. Wtedy Ja biorę w ręce ster ich spraw duchowych i doczesnych. Poza Opatrznością ogólną, otaczam ich szczególną opieką; łaskawość mego Ducha Świętego staje się ich służebnicą i służy im. Pamiętasz, że czytałaś w żywotach Ojców pustelników o tym świętym człowieku, który wyrzekł się wszystkiego i siebie samego, dla chwały i sławy imienia mojego. Ponieważ był chory, łaskawość moja, która czuwała nad nim, zesłała mu anioła, aby go pielęgnował i dbał o potrzeby jego. Ciało było zabezpieczone od nędzy, gdy dusza trwała w niewymownym weselu i słodyczy, obcując z aniołem.
(…)
O jakże szczęśliwa jest ta dusza, która przebywając jeszcze w ciele śmiertelnym, kosztuje nieśmiertelnego dobra! Przyjmuje wszystko z czcią; ręka lewa nie ciąży jej więcej niż prawa: przyjmuje jednakowo udrękę i pociechę, głód i pożywienie, pragnienie i napój, zimno i ciepło, nagość i szatę, życie i śmierć, cześć i zniewagę, smutek i radość. Zawsze jest silna, spokojna, niewzruszona; bo ugruntowana jest na skale żywej. Ujrzała w świetle wiary, z niezachwianą nadzieją, że wszystko daję w tej samej myśli, dla zbawienia waszego, i przewiduję wszystko. W wielkich próbach daję wielkie męstwo i nie nakładam nigdy większego ciężaru, niż dusza unieść może, chyba, że gotowa jest i chce przyjąć go od miłości mojej. Krew Syna mego dowiodła, że nie chcę śmierci grzesznika, lecz chcę, aby się nawrócił i żył (por. Ez 33,11). Dlatego, aby żył, zsyłam mu to, co go spotyka.
Tę prawdę poznaje dusza, która wyzuła się z siebie i przeto znajduje powód radości we wszystkim, co widzi lub czego doznaje w sobie i w innych. Nie boi się utracić rzeczy małych, bo przez światło wiary upewniona jest co do rzeczy wielkich, o których mówiłem ci na początku tej rozprawy. O, jakże chwalebne jest to światło najświętszej wiary, w którym ujrzała, poznała i ciągle poznaję mą prawdę. Światło to pochodzi od Ducha Świętego, dobrego służebnika: jest to światło nadprzyrodzone, które dusza otrzymuje od mej dobroci, rozwijając światło przyrodzone dane jej przeze Mnie.
(Dialog o Bożej Opatrzności [fragm.], św. Katarzyna ze Sieny)
Gabriel od Matki Bożej Bolesnej (św.): Proszę być hojnym dla ubogich
// 27 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // XIX Wiek
Spieszę z odpowiedzią na kochany list Ojca. Pragnę powiedzieć Ojcu — i to na samym wstępie — że Bóg nie omieszka jak najhojniej zatroszczyć się o Ojca w tych czasach niedostatku i trudności, jeśli Ojciec zatroszczy się o Niego w osobie ubogich.
Ojcze najdroższy! Gdyby doświadczenie tego nie potwierdzało, można by to uważać za paradoks, a nawet wręcz za kuszenie Pana Boga. Jak to? Oddać wszystko co się ma ubogim, a potem prosić Boga o cud, żeby człowiekowi niczego nie zabrakło? To przecież gorzej niż nieroztropność — to szaleństwo! Tak mógłby rozumieć źle uświadomiony chrześcijanin. I myliłby się ogromnie! Proszę posłuchać co Bóg mówi przez swego proroka. Tłumacze dosłownie z Pisma św.:
Błogosławiony, kto rozumie położenie ubogich i potrzebujących. Pan wybawi go w złej godzinie. Pan ochroni go i da mu życie i (proszę to zapamiętać!) pobłogosławi go na tej ziemi i wybawi go od woli wrogów. Pan wspomoże go na łożu boleści. Oto lekarstwo, które wyzwala od zła, uszczęśliwia człowieka na ziemi i zabezpiecza go przed nieprzyjaciółmi, i pociesza go na łożu śmierci.
Proszę być hojnym dla ubogich, nie poprzestawać na obdarzaniu ich bojaźliwym wyrazem współczucia i małą kromką chleba. Więcej niż z całego serca zasyłam najlepsze życzenia szczęśliwych świąt. Niech Jezus, Maryja i Józef darzą Ojca radością w czasie i wieczności. Nie trzeba wyczekiwać tak niecierpliwie wieści ode mnie, bo gdyby coś się wydarzyło, to Ojciec zostanie natychmiast powiadomiony. Nigdy nie przestanę dziękować miłościwym rękom Matki Najświętszej, które mnie wyrwały ze świata.
(Listy, XXX [fragm.], św. Gabriel Possenti)
video: Miserere nobis
// 27 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // Średniowiecze
Sanctus Deus, sanctus Fortis, sanctus Immortalis, „miserere nobis” (łac. Święty Boże, święty Mocny, święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami) Czytaj dalej
Teresa Benedykta od Krzyża (św.): O Panie, daj mi proszę, wszystko, co zaprowadzi mnie do Ciebie
// 26 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek
Nie stosuję żadnych szczególnych środków dla przedłużenia czasu mej pracy. Robię tyle, ile mogę. Sprawność wyraźnie wzrasta wraz z ilością pilnych spraw. Jeśli nie ma nic pilnego, wyczerpuje się wcześniej. Niebo zna się niewątpliwie na ekonomii. W praktyce nie zgadza się ona często z prawami rozumu, ale tylko dlatego, że nie jesteśmy czystymi duchami. Nie ma sensu się buntować.
O Panie, daj mi proszę, wszystko,
co zaprowadzi mnie do Ciebie.
I weź mi wszystko, Panie Boże,
co mnie od Ciebie może odwieść.
Zabierz ode mnie też mnie samą
i daj mnie całą na Twą własność.
Oto trzy łaski, z których największa jest ostatnia i zawiera w sobie wszystkie inne. Ale trzeba ją sobie wymodlić. Trzeba też dojść do tego, że się w końcu osiągnie jakiś cichy kącik, w którym można będzie przebywać z Bogiem tak, jakby poza tym nic nie istniało – i to codziennie. Trzeba wreszcie uważać się jedynie za narzędzie w rękach Bożych, a siły do pracy za coś, czym dysponujemy nie my sami, lecz Bóg w nas.
(Światłość w ciemności [fragm.], Edyta Stein)
Franciszek Salezy (św.): Katolicy z niewzruszoną gotowością i stanowczością przyjmują całość nauki Kościoła
// 25 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // Franciszek Salezy (św.)
Heretycy są heretykami i zasługują na to miano dlatego, że spośród artykułów wiary wybierają te, które im odpowiadają i dogadzają, wszystkie inne zaś odrzucają odmawiając im słuszności. Katolicy natomiast są katolikami, gdyż bez wyboru i jakichkolwiek zastrzeżeń, z niewzruszoną gotowością i stanowczością przyjmują całość nauki Kościoła. Zupełnie tak samo dzieje się w dziedzinie miłości. Czynić jakiś wybór pomiędzy Bożymi przykazaniami, czyli chcieć praktykować jedne, równocześnie gwałcąc pozostałe – nie jest niczym innym niż herezją przeciw świętej miłości.
Ten, który powiedział: Nie zabijaj! – powiedział także: Nie cudzołóż! Jeśli więc nie zabijasz, a popełniasz cudzołóstwo, to wstrzymujesz się od zabójstwa nie dla miłości Boga, lecz z jakiś innych względów skłaniających cię do wyboru raczej tego przykazania, niż innego. Taki zaś wybór jest właśnie herezją w zakresie miłości. Jeśliby ktoś powiedział mi, że z miłości, jaką dla mnie żywi, nie chce uciąć mi ręki, a natomiast przyszedłby wyrwać mi oko, zranić mnie w głowę lub przeszyć mnie na wylot szpadą, to chyba słusznie mogę zawołać: Jak śmiesz twierdzić, że to z miłości nie chcesz uciąć mi ręki, skoro wyrywasz mi oko nie mniej dla mnie cenne, albo – co gorsza – dziurawisz mi ciało ostrzem szpady?
Jest bezsporną prawdą, że dobro wywodzi się zawsze z przyczyny całkowitej i pełnej, zło zaś – z każdego braku. Aby jakiś akt był aktem prawdziwej miłości, musi on pochodzić z miłości pełnej, ogólnej, powszechnej, obejmującej wszystkie przykazania Boże. Wystarczy uchybić miłości przekraczając którekolwiek z przykazań, aby nasza miłość nie była już ani pełna, ani powszechna. Serce zaś, w którym ta miłość przebywa, nie jest wtedy już sercem prawdziwego miłośnika, i – co za tym idzie – nie jest również sercem naprawdę dobrym.
(Wybór Pism [fragm.], św. Franciszek Salezy)
Alojzy Gonzaga (św.): Aniele, pokornie Cię proszę byś mnie upadającego podźwignął
// 24 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // XVI Wiek
Miły Bogu Aniele, który mnie, w świętą Twoją opiekę oddanego, od początku życia mego bronisz, oświecasz i prowadzisz, ja Ciebie jako Patrona mego czczę i kocham. Twojej opiece cały się oddaję. Pokornie Cię proszę, byś mnie, lubo niewdzięcznego i przeciw natchnieniom Twoim wykraczającego nie opuszczał, lecz byś mnie błądzącego łaskawie poprawiał, nieumiejętnego nauczał, upadającego podźwignął, strapionego pocieszył, w niebezpieczeństwach zostającego ratował, aż mnie do wiecznej szczęśliwości doprowadzisz. Amen.
Polikarp ze Smyrny (św.): Młodzi niech będą bez zarzutu
// 23 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // Pierwsze wieki
Młodzi niech będą bez zarzutu w każdej sprawie, przede wszystkim strzegąc czystości i powstrzymując się od zła wszelkiego. Dobrą jest zaiste rzeczą odciąć się od pożądań tego świata, bo wszelkie pożądania walczą przeciw duchowi, i ani rozpustnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą nie odziedziczą królestwa Bożego, ani ci, co czynią rzeczy niewłaściwe. Dlatego też młodzi muszą stronić od tego wszystkiego oraz być poddani kapłanom i diakonom jak Bogu i Chrystusowi.
(List do Filipian [fragm.], św. Polikarp ze Smyrny)
Stefan Wincenty Frelichowski (bł.): Golgota
// 23 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek
Golgota. Wchodzą na szczyt góry. Krzyż opada z zemdlałych ramion Pana. A oprawcy natychmiast przystępują do egzekucji, brutalnie z Jezusa zdzierają szaty. Zupełnie. I oto nagi staje przed tłumem Ten, który wszystko odziewa, który każdemu zwierzęciu daje ochronę. On najświętszy, najniewinniejszy, nago stoi przed ludźmi. Jakiż to ból dla Niego. Bóg cierpi za grzechy ludzi. Jezus zadość czyni za grzechy nieczystości.
Za moje grzechy? Czy odważyłbym się kiedyś taki grzech popełnić? O Panie nie, raczej śmierć. Jezu daj mi łaskę, bym nigdy grzechu tego nie popełnił. Udziel mi cnoty czystości. Strzeż jej Panie!
Chrystusa przybijają do krzyża. Ponura okrutna scena. Wśród ciszy Golgoty jak strasznym echem odbijają się te ciosy młota w sercach ludzkich. Przebijają ręce, nogi. I gwoździe. Wisi na nich Jezus ponad ziemią. Wywyższony. Ale ile Mu boleści sprawiają. Jak ranią, jak palą…
Życie kapłana winno być ukrzyżowaniem. Powinien ukrzyżować, przybić wolę swą gwoździem posłuszeństwa, ciało-gwoździem czystości, mienie-gwoździem ubóstwa. Przez to oderwie się od ziemi. Przez to bliżej do nieba przyjdzie, choć mu to będzie ból, trudności, umartwianie sprawiało…
Jezus wisi na krzyżu. W środku między łotrami. Jakby największy łotr. Ramiona rozciągnął szeroko. Jakby ziemię całą chciał nimi objąć. A gdy zawisnę między niebem a ziemią, pociągnę wszystko za sobą. Pociągnij mnie Panie w Twoje ramiona. Utul, przytul mnie Panie do Twych piersi, do serca Twego. Niech miłość i pokora przejdzie w serce moje, jak papier przytknięty do oliwy.
(Rozważania na tle Ewangelii, 6 IV 1933 r. [fragm.], bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski)
Benedykt XVI: Wszyscy winni czuć potrzebę prześcigania się w miłości
// 22 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // Nauczanie Kościoła
Mistrzowie duchowości przypominają, że w życiu wiary ten, kto nie czyni postępów, cofa się. Drodzy bracia i siostry, weźmy sobie do serca wciąż aktualne wezwanie, by dążyć do „wysokiej miary życia chrześcijańskiego” (por. Jan Paweł II, list apost. Novo millennio ineunte [6 stycznia 2001], n. 31). Kościół w swej mądrości, uznając i ogłaszając błogosławionymi i świętymi niektórych przykładnych chrześcijan, ma na celu także wzbudzanie pragnienia, by naśladować ich cnoty. Św. Paweł napomina: w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie (Rz 12, 10).
W świecie, który wymaga od chrześcijan odnowionego świadectwa miłości Pana i wierności Mu, wszyscy winni czuć potrzebę prześcigania się w miłości, w usługiwaniu i w dobrych uczynkach (por. Hbr 6, 10). To napomnienie ma szczególną moc w okresie przygotowania do świąt wielkanocnych. Życząc świętego i owocnego Wielkiego Postu, zawierzam was wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny i z serca udzielam wszystkim Błogosławieństwa Apostolskiego.
(List na Wielki Post, 3.11.2011 r. [fragm.], Benedykt XVI)
Leon Dehon (sł. Boży): Miłość Boża jest mistycznym słońcem
// 20 lutego, 2012 // Brak komentarzy » // XX/XXI Wiek
Bóg pragnie, abyśmy kochali innych ludzi. To jest drugie przykazanie, ale równe pierwszemu, dlatego że kochając ludzi, przysparzamy Bogu chwały. Nasz Pan, konając, płakał z miłości do nas. On widział świat pogrążony w ciemnościach, przez które przebijało słabe światełko. On widział ludzi trapionych ogniem ich namiętności, mimo rosy Jego łaski, i ludzi oziębłych w ich obojętności, mimo ognia Jego miłości.
Miłość Boża jest mistycznym słońcem, które rozgrzewa, użyźnia, ożywia; jest słońcem bez nocy, bez zimy i bez chmur. Światłość pochodząca od stworzeń, a szczególnie bijąca od świętych, jest tylko światłością odbitą od wiecznie pulsującego słońca. Im bardziej jest się zwróconym do słońca, tym więcej otrzymuje się światła i ciepła.
(Zapiski codzienne, z. I, 5 lutego 1868 r., sł. Boży Leon Dehon)



